angielskie zwroty ktorych nie znales

Jestem poliglotką. Władam biegle językiem polskim, angielskim, niemieckim, hiszpańskim, rosyjskim i francuskim. Dogadam się również po włosku, portugalsku i arabsku. Znam kilka słów w języku japońskim, chińskim, tureckim i bengalskim. Kiedyś nauczę się jeszcze Esperanta i pojadę na wakacje do tego kraju.

Żartowałam. Dupa ze mnie, a nie poliglotka. Niestety. Ale całkiem dobrze wychodzi mi sprzątanie.

Przy okazji ostatnich domowych porządków znalazłam jakieś stare, zakurzone notatki z języka angielskiego. Przejrzałam, zapłakałam nad błędami, podumałam nad pięknem rysunków pośpiesznie tworzonych na marginesie i pomyślałam, że to całkiem ciekawy materiał na notkę. Wybrałam 10 zwrotów, których dosłowne znaczenie pewnie znasz, ale co się za nimi kryje to już niekoniecznie.

Uwaga: praca domowa! Daj znać w komentarzu, ile z nich nie znałeś, okay? Ciekawa jestem bardzo. Dałabym sobie głowę uciąć, że przynajmniej jednego, ale cholera was wie. Nie będę ryzykować, bo przywiązana do swojej łepetyny jestem bardzo.

Lecimy?

#1

Spotkanie ze znajomymi, których nie widziałeś kopę lat. Siedzisz za stołem. Zupa pomidorowa niemal wylewa się z talerza. W głębokiej salaterce pływają śledzie w oleju. Szczękają talerze i łyżki. Nagle wszyscy zastygają w pozornej ciszy i słyszysz: Who cut the cheese? Przypominasz sobie kawałek Vieux Boulogne, który miałeś w ręku i już chcesz krzyknąć, że ty, ale pamiętasz, że nie miałeś noża. Wszyscy patrzą na siebie zniesmaczeni. Nie rozumiesz o co chodzi. Może załapiesz, jak doleci do ciebie swądek, bo cut the cheese to znaczy puścić bąka. Ma sens? Ma. Nie krój sera przy ludziach. To nie wypada.

cut the cheese

Cut the cheese/cut the mustard – puścić bąka

#2

Kaśka zabrała cię na zakupy. Jest razem z kuzynką ze Stanów, która miała dwa latka jak opuściła kraj, więc po polsku umie tylko ‘dziń dybry’ i ‘cieść’. Trzeba do niej gadać po angielsku, a najlepiej to po amerykańsku. Całkiem nieźle sobie radzisz. Przy każdym wieszaku przypominasz sobie słówka związane z zakupami. Nie jest źle. Do momentu kiedy Kaśka się wyrywa i mówi, żebyście poszły na kawę i ‘chew the fat’. Patrzysz na nią jak na nienormalną. Jej kuzynka już wygląda jak dorodna świnka. Tłuste żarcie to nie jest dobry pomysł. Poza tym ty jesteś na diecie. Co też tej Kaśce przyszło do głowy? Zgłupiała? A Kaśka chciała tylko poplotkować przy kawie. Ha!

Chew the fat – gadać, plotkować

#3

Było ich dwóch. Elektryk i jego pomocnik. Przyszli coś instalować w twoim nowym zakładzie pracy. Zamknęli się w schowku na pół dnia. Nie chcesz wiedzieć, co tak naprawdę tam robili. Nie twój schowek, nie twój odbyt, nie twoja sprawa. Przy podpisywaniu faktury pomocnik zwierza się, że elektryk niemal kopnął wiadro, przy łączeniu kabelków. Pewnie zezłościł się i emocje na wiadrze chciał wyładować. Nie dziwisz się. Prawie cały dzień roboty i marne, parę groszy. Też byś w wiadro kopała. Odpowiadasz, że w porządku, że mógł sobie ulżyć i kopnąć. Pomocnik patrzy na ciebie i bez słowa odchodzi. Chciałaś być miła. Co z tego, że kazałaś mu kopnąć w kalendarz?

Kick the bucket – kopnąć w kalendarz

#4

Nie rozumiesz dlaczego John, ten piegowaty Irlandczyk poznany na hiszpańskiej plaży, regularnie o północy idzie uderzać w worek. Na boksera nie wygląda. Chude to takie, blade i pewnie chorowite. Nawet jeśli trenuje, a tego po nim nie widać, to czemu taką głupią porę sobie wybrał. Tak wam się miło razem siedzi, tak miło się gada, a on zawsze przed północą ‘I’m going to hit the sack’. Jak pierdolony Kopciuszek. Któregoś dnia nie wytrzymujesz i pytasz dlaczego zamiast posiedzieć z tobą i wypić kolejną butelkę wina, on idzie walić w worek. Nie możecie się dogadać, bo on coś o zmęczeniu, ty o aktywności fizycznej, on o tym, że rano musi wstać, a ty że po co jeszcze trening o północy. I tak od słowa do słowa, wychodzi, że John po północy wali, ale w kimę. Idzie po prostu spać.

hit the sack

Hit the sack – iść do łóżka, iść spać

#5

Jesteś na kursie gotowania, prowadzonym przez Nigellę Lawson. Flick the bean! Flick the bean! Flick the bean! Drą się w niebogłosy gospodynie z kółka wiejskiego, a ty nie wiesz czemu zanoszą się przy tym śmiechem. Ze złością walisz w główkę czosnku. Rozpada się na drobne kawałki, aż wszystkie ząbki mu wypadają. On tak lubi. Czosnek to masochista. Patrzysz na porozrzucane na blacie kuchennym ziarna fasoli. Flick the bean! Flick the bean! Słyszysz znowu. I ten ich śmiech dudniący w uszach. O co im może chodzić? Niech się ucieszą głupie baby. Przykładasz palce do fasolki i gwałtownym pstryknięciem wysyłasz ziarenko w kosmos. Dopiero na przerwie dowiadujesz się, że flick the bean to również masturbacja w damskim wydaniu. Taki odpowiednik naszego targania pierożka. Znałeś? Nie znałeś? Nie ma za co.

Flick the bean – targać pierożka, masturbować się

#6

Wracasz z wakacji i wszyscy pytają, czy miałeś piłkę. Odpowiadasz, że nie, zgodnie z prawdą. W piłkę nie grałeś, tylko na basenie żabkę patrolówkę ćwiczyłeś. Wychodzisz na imprezę urodzinową i wszyscy każą ci zabrać piłkę. Wspinasz się na wyżyny krasomówstwa i odpowiadasz ‘okay’. Przecież się nie przyznasz, że nie łapiesz o co im chodzi. Co im odbiło z tą piłką? Jeszcze tej samej nocy sprawdzasz znaczenie w Internecie. Wujek Google prawdę ci powie. Albo ciotka Agnes. Have a ball znaczy po prostu dobrze się bawić. Tak dobrze, jak dziecko potrafi się bawić zwykłą piłką.

Have a ball – dobrze się bawić

#7

Stoisz na przystanku autobusowym. Słoneczko świeci, ptaszki śpiewają, pod starą wierzbą bezpańskie psy uprawiają dziką miłość. Znajoma, która miała wpaść na kawę nie patrząc na ciebie mówi ‘I need to drop the kids off at the pool’ po czym znika szybciej niż kot któremu pryśnięto odświeżaczem powietrza pod ogon. Myślisz sobie, że mogła chociaż wspomnieć, że na basen dzieciaki chciała podrzucić. Dziwisz się, że tak szybko zmieniła plany, wasze plany. Stoisz jak słup i nagle sobie przypominasz, że to Hanka, a Hanka przecież nie ma dzieci, więc albo ona kłamie, albo ty czegoś nie czaisz. Pamiętasz ze szkoły, że kids to młode koźlęta, ale podrzucać koźlęta na basen nie miałoby zupełnie sensu. Hanka szalona, ale nie aż tak. Wyobrażasz sobie małe kózki w rękawkach do pływania. Coś tu nie pasuje. Masz rację. Nie pasuje. Bo ‚drop the kids off at the pool’ znaczy pójść na dwójkę, ulepić stefanka czy jak to się tam teraz u nas mówi.

Drop the kids off at the pool – postawić klocka, zrobić kupę

#8

Uradowany, uchachany John wpada do ciebie na zmywak i od drzwi krzyczy, że ‚did horizontal folk dance’ w zeszłą sobotę. Pamiętasz, że była jakaś impreza. Ty też byłaś zaproszona, ale nie poszłaś, bo ci się nie chciało. Patrzysz na jego pulsującego pryszcza na czole, gruby nos pokryty wągrami, włosy tłuste jakby wylał na nie kubeł tranu i myślisz sobie, że jak ten chłopak kiedyś pociupcia to będzie to prawdziwy cud. Na razie musi się cieszyć z wiejskich przytupanek i tańca ludowego z jakąś Bożenką. Czego nie wiesz, to tego, że John właśnie chciał się pochwalić, jakim to jest macho i jak panienki na niego lecą, bo ‘do the horizontal folk dance’ to znaczy uprawiać sex.

folk danceDo the horizontal folk dance/horizontal mambo/horizontal tango – uprawiać sex

#9

Siedzisz w pubie ze znajomym z pracy. Popijacie psa we mgle (dog in the fog). Nagle Mike się zrywa, przeprasza na chwilę i oznajmia, że wychodzi ‘shake hands with the unemployed’. Rozglądasz się dookoła. Nie widzisz nikogo znajomego. Tylko barman, który w każdy piątek serwuje wam po piwku na rozluźnienie po ciężkim tygodniu. Ale on ma pracę. Jest barmanem. To komu Mike ściska rękę? I czemu musi wszystkim oznajmiać, że ten ktoś jest bezrobotny? Chce się poczuć lepszym? To nie w jego stylu. I masz rację. Zgadza się. Zapominasz jednak, że Mike też człowiek i siusiu musi robić. Poszedł odcedzić kartofelki.

Shake hands with the unemployed – strzelić szczocha w wersji męskiej

#10

‚He went to paint the town red’ – słyszysz w odpowiedzi na pytanie, gdzie jest Heniek. Coś tu śmierdzi, bo po pierwsze Heniek nie jest malarzem. Po drugie nawet gdyby był, to by zdecydował się na inny kolor, a po trzecie kto o zdrowych zmysłach maluje miasto na czerwono? Co prawda Heńkowi brakuje jednej klepki pod sufitem, ale latanie z pędzlem po mieście to nie jego styl. Myślisz, dumasz, wyobraźnia pracuje. A może się wkurwił? Coś mu odbiło? Chwycił piłę elektryczną, łańcuchy, nóż myśliwski i urządza rzeź niewiniątek? Głowy na ulicach, chodniki krwią płynące, śledziony rozerwane wiszące na słupach. Ot, taki sobie krwawy poniedziałek. Tylko to ‘paint the town red’ takim spokojnym tonem było wypowiedziane, bez emocji, bez strachu i lęku. Coś musi być nie tak. I jest. Bo Heniek poszedł strzelić sobie rundkę po knajpach.

paint the town red

Paint the town red – zaszaleć na mieście, zrobić rundkę po knajpach

#11

PS A jak ktoś kiedyś wam powie, że idzie ‘spend a penny’, to niekoniecznie leci do sklepu wydać centa. Może po prostu iść tam, gdzie król chodzi piechotą. Taki bonusowy zwrot na zakończenie. Kocham was. Kochajcie mnie też. Cmok!

Uwaga: Nie zapomnij o pracy domowej! Daj znać w komentarzu, ile z nich nie znałeś.

12 Comments

  1. Nie znałam żadnego!
    I chyba nie odważyłabym się ich użyć w towarzystwie osób anglojęzycznych!
    Hah, tak czy owak post czytało się super!;)

  2. Pobieżnie znałem, może dwa, trzy. Reszta wylądowała automatycznie w moim osobistym słowniczku, do nauki.
    Gratuluję wpisu :D

    • Dziękuję! Przypomniałeś mi, że ja też mam taki osobisty słowniczek do nauki. Zajrzałam do niego i narodził się kolejny pomysł na notkę językową. Do przeczytania!

  3. „To kick the bucket” oczywiście kojarzyłem. Ale cała reszta wydała mi się tak nieprawdopodobna, że nie dowierzałem i sprawdziłem, sorki :< Faktycznie istnieją, czad! Teraz szukam kolejnych żeby szpanować przed przyjaciółką i mieć w zanadrzu jakieś ciekawostki na samochodowe powroty z pracy z mężem. Propsy za inspirację <3

    • Dawid, myślałeś, że je sobie sama wymyśliłam? ;) Używaj sobie zwrotów do woli, ile dusza zapragnie, a ja pomyślę nad kolejnym wpisem z tej serii. Przyda się?

    • Dawid, myślałeś, że je sobie sama wymyśliłam? ;) Używaj sobie zwrotów do
      woli, ile dusza zapragnie, a ja pomyślę nad kolejnym wpisem z tej
      serii. Przyda się? PS Dwója na szynach za znajomość zwrotów, ale piąteczka z plusem za odrobienie pracy domowej ;)

  4. nie znałam ani jednego, borze borze, co za wstyd!

    • Nuxy, Piątka z plusem za odrobienie pracy domowej! Mam nadzieję, że zapamiętasz przynajmniej dwa z tych dziesięciu (jedenastu właściwie) :)

      • dziękówka ;) właściwie to przypomniało mi się, że słyszałam kiedyś cut the cheese i kick the bucket [pewnie w „the bucket list” ;)] No i don’t stop me now, I’m having a ball, jak to śpiewał Freddy Mercury!

        • To jeszcze dorzucam 4+ za znajomość zwrotów! ;) No właśnie ‚bucket list’, czyli lista rzeczy do zrobienia przed śmiercią nabiera większego sensu jak ktoś wie, że ‚kick the bucket’ to kopnąć w kalendarz. Angielski fajny jest!

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Close