Miałam na dziś w planach zupełnie inny wpis, ale moje neurony znowu nażarły się za bardzo i teraz jęczą, że im niedobrze. Te dni bez Internetu to jednak miały trochę plusów: Nie byłam zasypywana ludzką głupotą w szkodliwych ilościach i kawa inka lepiej smakowała.

No bo taka sytuacja: Na facebooku Pani pisze:

Mam do rozdania wózki dziecięce, które nie mogą trafić do sprzedaży z powodu minimalnych wad fabrycznych. Jeśli więc ktoś chce wózek, niech UDOSTĘPNI TEN POST PUBLICZNIE oraz NAPISZE MI WIADOMOŚĆ.

Liczby pod postem sprawiają, że utwierdzam się w przekonaniu, że jesteśmy głupim i pazernym narodem.

4719 udostępnień, 34 polubienia i kilkadziesiąt komentarzy.

Jedni (bo wśród komentujących trafiają się również panowie) proszą o wózek dla dziecka, które dopiero ma przyjść na świat, drudzy wielkoduszni chcą zrobić dobrze bidnej sąsiadce, a innym wózek ‘naprawdę by się przydał’, bo to już ich szósty dzidziuś. Są i tacy, którzy od razu idą po bandzie i rzucają się na ogłoszenie jak szczerbaty na suchary, o spacerówkę proszą, wózek głęboki, no i czy jest przystawka do niego pytają, gondola by się przydała i jeszcze fotelik samochodowy, choć o fotelikach w ogłoszeniu mowy nie było. No ale zapytać nie szkodzi. A może akurat jakiś się znajdzie? Taki z wadą fabryczną, przez którą został niedopuszczony do sprzedaży? Przecież to tylko fotelik samochodowy. Może być wadliwy. Byle za darmo. Aż chciałoby się zapytać, czy jeszcze pierdnąć w oponkę zupełnie gratisowo ktoś sobie życzy?

My naprawdę jesteśmy głupim narodem.

Głupim, bo przejrzałam wszystkie komentarze i żadna z komentujących osób, ale to żadna, nie zapytała nawet co to za minimalne wady fabryczne! Nie wiem jak wy, ale ja swojego dziecka nie wsadziłabym do wózka, który nie wszedł na rynek z powodu jakiejś tam wady, mając świadomość, że ona istnieje, a ja nawet nie wiem, czego dotyczy. Chciałabym mieć pewność, że produkt, który trafia do moich rąk jest dobrej jakości i przede wszystkim bezpieczny.

Nie wiedząc, gdzie ta wada jest ukryta, za każdym razem wsadzając swoje dziecko do wózka (gdybym już musiała), zastanawiałabym się, czy za chwilę nie odpadnie koło, a moja dzidzia nie wyląduje w rowie z kłującymi jeżynami albo na twardej kostce brukowej. Przed każdym spacerkiem ubierałabym dziecko w mini zbroję i hełm rycerski, narażając się na śmichy chichy i wytykanie palcami w sąsiedztwie.

Tak, tak… Wiem, że napisano, że wada minimalna, ale co innego mieli napisać? Że wada fabryczna wielka jak kosmos, przez którą inspekcja handlowa nie przyjmie sto czy tysiąc wózków na ryneczek, bo te nie spełniają podstawowych zasad bezpieczeństwa? Widać, że dla niektórych towar może być wybrakowany, byle za darmo. Matki Polki się znalazły. Jeśli muszą za ten towar zapłacić to sprawdzają każdą jedną nitkę, każdy jeden szew, przeczytają wszystkie możliwe recenzje dostępne on-line, ale jeśli pojawi się okazja wyrwania czegoś za darmoszkę, to nawet na wybrakowany towar się rzucą. W dupie z wadą, byle za darmo. Nawet nie muszę wiedzieć, co z tym wózkiem jest nie tak. Wada? Jaka wada?!

Rozczulają mnie komentarze, w których ktoś powołuje się na liczbę dzieci i trudną sytuację materialną i krew mnie zalewa, bo jeśli ty będąc w ciąży nie masz na wózek, to znaczy, że z twoją macicą może jest wszystko okay, ale na pewno nie z głową. Nigdy nie zrozumiem, jak ktoś, kto mając trójkę czy czwórkę dzieci, klepie bidę za dnia, a nocą, pod pierzyną majstruje sobie jeszcze kolejnego potomka. Wytłumaczcie mi w jakim celu? Bo ktoś chce? Bo ktoś jest na tyle egoistyczny, że skazuje siebie i swoje dziecko na życie w bidzie? To nieprawda, że ‘jakoś to będzie’ i nie prawda, że ‘jak Bóg da dziecko, to da i na dziecko’ i nie prawda też, że dostaniesz wózek z wadą fabryczną, bo to zwykły spam może być. Nie da ci twój kraj ukochany, nie da ci facebook, a jeśli rozłożysz nogi przed niewłaściwym partnerem, to od niego też nic nie dostaniesz, poza odrobiną nasienia. No sorry, ale coś jest nie tak, jeśli masz dzieci, którym nie potrafisz zapewnić podstawowych potrzeb i płodzisz kolejne. A wózek to dopiero początek. Później przyjdzie szkoła, a razem z nią książki, buty sportowe, komputery, prywatne lekcje języków, farbki, bo dzidzia tak bardzo lubi malować, ubrania, bo tak szybko rośnie i obozy wakacyjne.

I nie tłumacz, że twój instynkt macierzyński jest tak silny, że po prostu musisz i że zawsze chciałaś mieć wielką rodzinę. Idź, popracuj kilka godzin w tygodniu w lokalnym domu dziecka. Daj im tę swoją miłość, która rozwala ci serce i waginę i pamiętaj, że jesteś istotą myślącą i jeśli nie masz pieniędzy i warunków do życia, to zaprzyjaźniasz się z bezdzietną panną, której na imię antykoncepcja.

Znam kobiety, które doskonale sprawdziłyby się w roli matki, a nie decydują się na dziecko ze względów finansowych właśnie. Bo dziecko rośnie, a razem z nim rosną wydatki i jeśli jesteś kobietą rozumną, to bierzesz to pod uwagę i chcesz dla niego coś więcej, niż wadliwy wózek na start.

3 Comments

  1. Jak ktokolwiek może rozdawać niedopuszczone do obrotu towary? Przecież produkty z wadami niepozwalajacymi na ich sprzedaż muszą nosić na prawdę poważne niedociągnięcia😁 powinno być komisyjne niszczenie… Ludzie i taborety😉

  2. Nie wiem czy widziałaś jakiś czas temu w internecie zdjęcie misia edukacyjnego z „niewielką” wadą fabryczną, że „na rączkę mówi nóżka, a na nóżkę rączka”. Super, na pewno dziecko na etapie pierwszego kontaktu z tymi słowami to ogarnie.
    Ja nie wiem co się dzieje z ludźmi, że wystarczy napis, że coś jest za darmo albo z promocji i im się coś dzieje z głową. Jak byłam hostessą przy akcji promocyjnej wody mineralnej to nawet sobie nie wyobrażasz jakie epitety leciały jaka to ta woda „trująca” i „strach ją pić” tylko dlatego, że nie dałam zapasu kilku zgrzewek dla syna, wnuczka i siostrzeńca :P

    • Nie widziałam wcześniej, ale już wyszperałam w sieci misia Gadułka! Dzięki! I teraz takie dziecko obdarowane będzie jadło nóżkami i wkładało rączki w buciki ;) Doskonale wiem, co masz na myśli odnośnie akcji promocyjnych. Sama byłam świadkiem, jak pewna Pani zajadała się serem (aż jej się uszy trzęsły! Widziałam) i mówiąc z pełnymi ustami, produkowała same negatywne komentarze ‚ten za słony, ten za gorzki, tego zapach okrutny, no ale zjem, skoro już trzymam w ręku, mniam, mniam, a fuj, jakie świństwo, wezmę jeszcze kawałek, bo może taki zły mi się trafił, a ten tutaj? ojej, jeszcze gorszy, co wy w ogóle sprzedajecie?’ Są ludzie i ludziska.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Close