byc jedyna

Ulka jest piękna. Tak zwyczajnie w świecie – piękna. W skali od jednego do dziesięciu dostaje jedenaście. Jak wejdzie do knajpy i zakołysze biodrami, to barman, kelnerka, sprzątaczka, babcia klozetowa, a nawet księgowy przebywający na wakacjach zostaje zahipnotyzowany. Ma w oczach dobry seks, na ustach krople rozkoszy, a przy nich pieprzyka takiego jak miała Marilyn Monroe.

Jest świadoma swojego seksapilu i wie, jak go światu pokazać. Musiała urodzić się z truskawką w ustach, bo hollywoodzką czerwień ma na nich zawsze i wszędzie. Nie jest też głupią lalką, tępą dzidą, która w głowie ma tylko sznurek do podtrzymywania uszu. Mówi biegle po angielsku, zna teorię chaosu deterministycznego i to ona powiedziała mi dlaczego słonie mają czerwone oczy. Do tego spełnia się zawodowo. Założyła ostatnio własną firmę z seksowną bielizną, którą sama projektuje. Kupiła małe mieszkanie na Powiślu. Mogłaby mieć każdego faceta. A wybrała żonatego z dzieckiem i teraz cierpi.

– Czasem myślę, że powinnam odejść. Ułożyć sobie życie bez niego, wyjechać, zapomnień. Ale ja naprawdę go kocham i nie wiem, czy moje serce by to wytrzymało – nalewa sobie wina w kolorze własnych ust, a ja już po pierwszym zdaniu mam ochotę tę jej miłość utopić we własnym kieliszku. Gdyby tylko coś w nim było. Podstawiam kryształ i niemo proszę o dolewkę.

Nie mówię nic, bo nie należę do tych, którzy będą uczyć ludzi jak żyć. Nie ma jednego modelu szczęścia i coś, co daje mi skrzydła, może być kulą u nogi dla drugiego człowieka. Poza tym jeśli kobieta przychodzi do drugiej kobiety z butelką wina, to nie po buddyjskie mądrości i kierunkowskazy w stronę jasności i wewnętrznego spokoju, a po to tylko, żeby się wygadać, wyżalić, zrzucić z wątroby ciężar, który wiąże na supeł żołądek, gasi ogniki w oczach i gniecie kark, sprawiając, że młoda kobieta starzeje się w przeciągu zaledwie kilku nocy.

Patrzę na Ulkę wlepioną w ptasią kupę spływającą od wczoraj po szybie. Mogłabym przysiąść, że kupa przybrała literę M, M jak miłość. Ulka wygląda jak staruszka, której ktoś wieki temu powiedział, że wróci, bo kocha. Ma spojrzenie pełne tęsknoty, bólu i nadziei, która ledwo zipie.

– Zobacz jaki paradoks  – spogląda na kolekcję pluszowych misi, z których jeden trzyma maleńkie serce. Odwraca głowę z niesmakiem, jakby pluszowy misio zamiast serca trzymał śmierdzącą kupę. – Na imprezy chodzimy razem. Nie jestem zazdrosna o inne kobiety. Zawsze mu mówię, że jak chce jakąś bzyknąć, to niech bzyka, tylko niech mi o tym powie. A teraz jest z nią, a mnie skręca.

Nie należę do typu zazdrośnicy, ale znam to uczucie. Chyba nie ma kobiety, która nie chciałaby wyć do księżyca, bo jakaś inna jest w miejscu, w którym to ona teraz powinna być. Jakaś inna bierze go za rękę. Jakaś inna śmieje się z jego żartów. Jakaś inna całuje go za uchem tak, jak lubi najbardziej. Jakaś inna kradnie mu kokosowe ciastko podane do kawy. Jakaś inna siada na nim okrakiem i pozwala mu błądzić po swoim ciele. Jakaś inna nosi jego koszulę. Jakaś inna wykrzykuje jego imię w chwili seksualnego spełnienia. Jakaś inna rzuca w niego popcornem w kinowej sali. Jakaś inne kolekcjonuje jego orgazmy, krzyczy ‘mocniej, szybciej, głębiej, właśnie tak, o taaaak.’

– Skręca mnie – powtarza Ulka. – Pewnie dlatego, że nie jest tam ze mną. Że to nie ze mną odpoczywa. I nie mnie przytula na dobranoc. – Jej wielkie oczy zachodzą jeszcze większą mgłą. Jej źrenice wyglądają jak Czarny Staw pod Rysami w chłodny, wilgotny poranek. – Pocieszam się tym, że mają dziecko, które śpi między nimi. Ale z drugiej strony marne to pocieszenie. Przecież wiem jak dziecko łączy ludzi.

Ulka gada sama do siebie. Ja słucham. Nawet dobrze się składa, bo nie ma dobrej rady dla kobiety, która wpadła w taki układ. Kiedy on przebywa z żoną i dzieckiem na wakacjach, ona sama czeka na niego, starając się zabić tęsknotę tysiącem dziwnych zajęć. Żeby tylko nie zwariować.

– Mieliśmy się tylko bzykać, a potoczyło się inaczej. Wierzę, że to było po coś. Że poznałam go akurat w tym momencie swojego życia. A teraz jestem zajebiście nieszczęśliwa.

– Wiesz, mój bardzo mądry kolega powiedział kiedyś bardzo mądrą rzecz. Że nasze podstawowe instynkty, takie głęboko wdrukowane potrzeby i reakcje, są bardzo podobne u wszystkich. Styl życia człowieka to tylko nakładka na te bazowe zasady, rządzące naszymi zachowaniami – przypominam sobie słowa i recytuję jakbym od lat powtarzała je jak mantrę. Mam szczęście obracać się wśród ludzi, z których mogę czerpać życiową mądrość. – Jesteś kobietą. Masz umysł ostry jak nóż szefa kuchni. Jesteś pełna irracjonalnych fanaberii i czasami idiotycznych przyzwyczajeń. I jak każda kobieta niezwykle i zwyczajnie pragniesz szczęścia. Chcesz bzykać, ale chcesz też kochać i być kochaną. Chcesz być jedyną. Jesteś kobietą, nie jakimś robotem zaprojektowanym w piwnicy bez duszy – mówię, a Ulka włącza jakiś cichy kawałek, którego słowa rozpadają się w drobne perełki zanim dobiegną do moich uszu.

Kobiecy albo piskliwy męski głos śpiewa o palcach lądujących na powiekach, serdecznej wojnie zakochanych ukrytych w ciemnych zakątkach wstydu i tym, że ktoś kiedyś za kogoś mógł umrzeć pierwszy raz.

– Ulka, tak już w życiu jest – mówię, bo ona nie mówi nic. – Kobieta chce być kochana i chce być jedyna, a jeśli nie jest jedyna, to chce być przynajmniej najważniejsza, bo to jej daje nadzieję, że kiedyś będzie jedyna.

Myślę przez chwilę o algorytmie bazowym faceta i wychodzi mi, że tu, w tym przypadku, to jednak jego jest bardziej skomplikowany. Bo jeden chce zdobywać piękne kobiety, drugi pragnie ciepłej pomidorowej z kluskami takimi jak u mamy i dobrego seksu pod osłoną nocy a jeszcze inny wolności.

– Nie znam go, nie wiem, czym się kieruje – mówię spokojnie. – Może oszukuje, może się bawi, może jest w rozterce, może wykorzystuje, może sam nie wie, którą drogą iść, a może naprawdę kocha.

Bo przecież miłość nie jedno ma imię. Powinna być prosta, ale rzadko kiedy taka bywa. Powinna dodawać ci skrzydeł, ale często dusi dymem ulatującym z kopca spalonych wspomnień. Powinna sprawiać, że się śmiejesz, a często kradnie kryształowe łzy. Powinna nieść nadzieję, nie rzadko ciągnie za sobą rozczarowanie i zrezygnowanie. Powinna był piękna, a bywa brzydka, bo skrywana w piwnicach naszych marzeń. Powinna pachnieć leśnymi konwaliami, a cuchnie zepsuciem, zdradą i zapomnieniem. Powinna nosić jaskrawe kolory i wykrzykiwać twoje imię w świat, a często zakłada szarą garsonkę, żeby wbić się w tłum i pozostać niezauważoną. Powinna głosić światu dobrą nowinę, dawać innym nadzieję, a często żyje w ukryciu, przygnieciona dziwnymi układami, stekiem kłamstw i złymi słowami. Ludzie ludziom gotują taki los.

Ulka nie jest jedyna w swoim cierpieniu. Takich kobiet jest więcej. Na pierwszy rzut oka piękne, szczęśliwe, charakterne, a jak spojrzeć w ich duszę, to studnia smutku. Bo źle wybrały, bo nie czują się dostatecznie ważne, bo cierpią. Gdzieś, kiedyś przeczytałam, że jeśli chcesz wiedzieć, dlaczego coś robisz, to po prostu popatrz na to, co robisz i wyciągnij z tego informację na przyszłość. Jeśli więc tkwisz w relacji, która sprawia, że nie jesteś w pełni szczęśliwa, zastanów się dlaczego to robisz i czy tylko tyle jesteś warta.

* żeby się mógł schować w jarzębinie ;)

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Close