ciasteczka milosci

– Żenię się! – wrzasnęła Gośka na powitanie tak głośno, że dwa ptaki spadły z pobliskiego drzewa.- Tzn. wychodzę za mąż – poprawiła się.

Umówiłyśmy się w Łazienkach, żeby było romantycznie.

– Gratulacje! – krzyczę trochę ciszej, choć tak naprawdę nie wiem, czego tu gratulować. Nie pogratuluję, to się obrazi. No to pogratulowałam, choć może trochę sztucznie to brzmiało w moich ustach. Jestem w tym wieku, w którym większość moich znajomych jest już albo po rozwodach, albo w trakcie. I po co im było się tak śpieszyć?

– Chciałam ci podziękować  – mówi Gośka próbując mnie przytulić.

– Ale za co? – patrzę na nią jak na małpi noworodek, który właśnie wyciągnął rączkę w moją stronę.

Gośka ściska mnie, a ja naprawdę nie wiem o co chodzi. Nie mam z tym nic wspólnego. On nawet nie zadzwonił, żeby zapytać o rozmiar pierścionka dla niej. Faceci na filmach tak robią. Dzwonią do najlepszej kumpeli z pytaniem albo zabierają ją do jubilera. Paweł nie zadzwonił.

– Dziękuję ci za ten przepis  – mówi Gośka, a ja nadal błądzę pamięcią w minionych dniach, miesiącach, a nawet latach. Jedyny przepis jaki jej dałam to był ten na sernik z malinami i białą czekoladą. Wkurwiła się, bo jej nie wyszedł i zmarnowała 3 kilo białego sera, bo robiła z dwóch porcji. Za to na pewno mi nie dziękuje.

– Dziękuję ci za przepis na ciasteczka miłości – Gośka próbuje wyjaśniać, ale zamiast żarówki nad moją głową zapala się jeden wielki znak zapytania.

– Nie wiem, co dziś brałaś, ale chcę tego trochę – mówię wyciągając jabłko z torebki.

– Przepis na miłość! Przepis na te ciasteczka! Na ciasteczka miłości! – Gośka mówi do mnie jakimiś zagadkami.

– Aaaaaaa, ten, teges… To nie mnie dziękuj. To Marcie  – uśmiecham się pod nosem. Poczęstowałam ostatnio Gośkę ciasteczkami z wkładką. Marta zrobiła. Po takich ciasteczkach kochasz wszystkich. Dajesz im skrzydła, żeby latali, korzenie, żeby zostali z tobą na zawsze i powody, żeby wracali.. Nazwałam je ciasteczkami miłości. Marta miała po nich taką fazę, że widziała różowe słonie grające na organach kościelnych i białe myszki tańczące walca. Ja chciałam zostać świętą. Taką jak Matka Teresa, której też na imię było Agnes.

– Jaka ty niekumata dziś jesteś! Ciasteczka z ciecierzycy! – Gośka krzyczy, kolejne dwa ptaki spadają z drzewa, a ja nagle łapię, o co chodzi.

***

Prawie dwa lata temu…

– Co robisz? – Zaglądam Gośce przez ramię i wlepiam swoje ślepia w jej monitor. Robię coś, za co sama ludziom daję w gębę.

– Wysyłam Pawłowi przepis na ciasteczka z ciecierzycy.

– Te ode mnie? Smakowały mu? – odkryłam w sieci przepis na ciasteczka z ciecierzycy, w których wszyscy się zakochali.

– Bardzo.

Patrzę na Gośki ekran i czytam: puszka ciecierzycy, trochę miodu, trochę masła orzechowego, odrobinę sody i proszku do pieczenia. Mieszasz, dodajesz czekoladę i pieczesz w piekarniku. Niesamowite! Pieczesz w piekarniku. Pojechała po bandzie. Tak jakby miał je piec w komorze gazowej albo naczepie z wywrotką.

Patrzę na Gośkę znacząco. Gośka patrzy na mnie. Ułamek sekundy i już wiem, że ten facet skradł jej kilka oddechów i że trzeba działać i to szybko.

– Wypełnij tę wiadomość oddechem serca  – mówię. – Zainteresuj go sobą – dodaję na wypadek braku zrozumienia. – Jesteś mądra, zgrabna i powabna. Użyj kobiecej magii i spraw, żeby facet złapał się na haczyk.

– Haczyk z ciecierzycy? On nawet weganem nie jest.

– Ale pedałem też nie  – odpowiadam i wyrywam jej komputer.

– Mogę?

– Jasne, że tak!

Myślę przez chwilę. Zamykam oczy. Macham paluchami przed klawiaturą niczym muzyk nad klawiszami pianina tuż przed występem życia. Piszę. Kasuję. Piszę. Uśmiecham się do siebie.

– Mogę zobaczyć?

– Nie. Nie przeszkadza się artystom przy pracy. Zobaczysz jak będzie gotowe.

Po kilku minutach podstawiam Gośce ekran pod nos.

– Wyślij albo wykasuj. Wybór należy do ciebie.

– Wyślę – mówi Gośka, a jej policzki zaczynają pokrywać malinowe rumieńce.

***

No i wysłała…

Przepis na ciasteczka z ciecierzycy

Potrzebujesz:

1 puszka ciecierzycy
Jedna spora łyżka masła orzechowego
Dwie kopiaste łyżki miodu
1/4 szklanki mąki (można pominąć)
1/2 gorzkiej czekolady, drobno posiekanej
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego (opcjonalnie)
1/4 łyżeczki sody
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia

Przygotowanie:

1. Nastaw ulubioną muzykę. Rozejrzyj się dookoła i doceń piękno zwykłych rzeczy.
2. Zblenduj wszystkie składniki (oprócz czekolady) na gładką masę.
3. Pomyśl o dwudziestu sekundach szalonej odwagi, dwudziestu sekundach zawstydzającej śmiałości i niesamowitych rzeczach, które mogą z tego wyniknąć.
4. Wmieszaj czekoladę.
5. Pomyśl o osobie od której dostałeś ten przepis i uśmiechnij się.
6. Nakładaj po łyżce masy ciasteczkowej na blachę wyłożoną pergaminem, następnie przy pomocy widelca spłaszczaj ciasteczka. Nie wahaj się! One to lubią.
7. Wyobraź sobie pocałunek, który pali bardziej niż ogień.
8. Nagrzej piekarnik do 175stopni
9. Pomyśl o totalnym szaleństwie, o gwiazdach płynących w żyłach kochanków, dzikiej pieśni granej w ich sercach i marzeniach zwilżonymi gorącym oddechem.
10. Piecz około 10 minut, aż ciasteczka będą brązowe.
11. Popatrz na ciasteczka z głodem w oczach. Dotknij, włóż do ust, delektuj się chwilą.

PS Możesz opuścić numer  1, 3, 5, 7, 9 i 11, ale wtedy ciasteczka nie będą smakowały niebiańsko.

 ***

– Nie wierzę, że się żenisz – mówię do Gośki. – Tzn. wychodzisz za mąż – poprawiam się. – Czy to znaczy, że po całej uroczystej ceremonii zamiast sypać ryżem, będziemy rzucać w was cieciorką?

– Nie. Po prostu przynieś w prezencie ślubnym te inne ciasteczka miłości. Te od Marty…

Przyniosę. Co im będę żałować? Niech mają fazę na całe wpólne życie.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Close