cycochy cycki cycunie

-Gdzie one się podziały? – mruczę pod nosem niezadowolona, zawiedziona i sfrustrowana. Rozglądam się po sypialni w nadziei, że może wpadły gdzieś pod łóżko, może poturlały się za drzwi. Jestem skłonna otworzyć szafę i wytrzepać wełnianą sukienkę, którą ostatnio miałam na sobie. Może przykleiły się do podszewki? Przecież to tak nie może być, że miałam, że tu były, że je pamiętam, a teraz patrzę i nie widzę. Dotykam, macam, szukam i nic. Cycki, moje cycki, gdzie żeś ta się podziały?

Jeszcze jakiś czas temu były zajebiste, nie poddawały się prawu grawitacji, mimo że lata swojej świetności miały już tak jakby za sobą. Ja wiem, że mało która kobieta jest zadowolona ze swoich, ale ja ze swoimi żyłam w zgodzie, odkąd wyrosły.

Sterczały ciekawe świata, zadzierały sutka. Piękne były. Kształtne, jędrne, idealnie wykrojone. Jakby jakiś znany chirurg maczał w nich palce, choć tak naprawdę nieskażone żadnym silikonem czy innym gównem były. Jakby spod dłuta samego Praxitelesa wyszły. Jakby je sam Michał Anioł z marmuru wydłubał, jakby je Heniek z olsztyńskiej budowlanki z najpiękniejszej formy wylał.

Dwa jabłka, twarde jak kosztele. Full hand, do ręki przyłóż. Idealny rozmiar. Nie za duże, nie za małe. Takie, że chcesz się do nich przytulić. Takie, że chcesz między nimi penisa wcisnąć. Takie, że chcesz je ugniatać na odstresowanie po długim dniu, pełnym kontaktu z wkurwiającymi ludźmi. Takie, że chcesz się do nich uśmiechnąć w nadziei, że one odwdzięczą się tym samym. Takie, że chcesz poematy o nich pisać, w kadr je łapać, na płótnie odwzorowywać. Cycochy, cycki, cycunie, cycuszki, cycusie moje.

Zostało po nich tylko wspomnienie. Teraz takie chujumuju, które mojego oka nie cieszy. Płaska klata jak tereny naszego polskiego Mazowsza.  Płaska klata jak kości sklepienia mózgoczaszki. Płaska klata jak karta Mbanku, jak układ sił zbieżnych, jak kondensator płaski o zerowej pojemności. Jak… jak… jak zwierciadło płaskie – wpadam na jeszcze jedno porównanie. Jeśli to zgłoszę w odpowiednie miejsce, to może wykorzystam ją do rozdzielenia promieni słonecznych – myślę i zaśmiewam się gorzko. Przynajmniej będzie jakiś pożytek.

Rzucam spojrzenie na swoje odbicie w lustrze i wciągam biały bawełniany podkoszulek, w którym wyglądam jak Wuj Roman szykujący się na wiejskie wesele. Wyraźnie zarysowane mięśnie nie polepszają sytuacji. Wyglądam jak facet. Chudy, wyżyłowany facet! Kurwa! Spoglądam jeszcze raz w lustrzane odbicie i niezadowolona ściągam biały bezrękawnik. Ciskam nim w kąt i wciągam szarą koszulkę w najarane, zakochane pandy. Zdecydowanie lepiej. Schodzę na dół i walę się na kanapę.

-Pamiętasz to zdjęcie, które nam chłopaki zrobili na targu w Marakeszu? Nie miałam wtedy na sobie stanika, a bimbały takie, że szok!  – mówię radośnie, po czym chwytam się za miejsce, gdzie powinien być biust i smutnieję. Co się z nimi stało? – pytam sama siebie.

– Wtedy byłaś dorodnym cielaczkiem. Nóżki miałaś jak serdelki, dupka też ci rosła niczym procenty u Providenta, większa byłaś no – odpowiada chłop.

Patrzę na niego i nie wierzę w to, co słyszę. Własny chłop mi takie komplementy prawi. Zamyślam się na chwilę. Trochę racji ma. Byłam trochę większa. Na ławeczce płaskiej zawstydzałam kolesi z podwórka, a i w przysiadzie dupa nieźle sobie radę dawała. Odkąd wróciłam do biegania, skakania, redukcji poziomu tkanki tłuszczowej, cycek opadł. Jakby nie było 70% cyca to tkanka tłuszczowa, a ja swój zredukowałam maksymalnie.

– Chyba sobie zrobię cycki – mówię dotykając się jeszcze raz po klatce piersiowej. No tylko zobacz, jestem płaska jak deska – unoszę szary bawełniany top z najaraną pandą. Gdzie one się, kurwa, podziały? – macam się pod pachami w nadziei, że się tylko przesunęły. Nie mam cycków! – wykrzykuję zrozpaczona. Tylko trochę się boję iść pod nóż – wyznaję zgodnie z prawdą.

– Wiesz, nie będziesz musiała tego robić sama. Są specjaliści, nazywa się ich chirurgami plastycznymi – wymądrza się chłop i wraca do swojej głupiej gierki an telefonie. Ja tu mu o cyckach gadam, o nowym życiu dla nich, a on jakieś miasto buduje, przerabia budynki i generalnie zero zainteresowania tym, co pod moim topem. W sumie to mu się nie dziwię. Jak tu się interesować czymś, czego nie ma? Jak wierzyć w coś, czego nie można dotknąć? Jak pragnąć czegoś, czego nie widać?

– Zrobię sobie te cycki. Znajdę sposób i kasę – mówię bardziej sama do siebie, niż do niego.

Zdecydowana na wielką zmianę wchodzę na stronę doktora Szczyta. Najpierw cennik. Konsultacja płatna gotówką 250 PLN. Stać mnie. Powiększeni piersi implantami 15tysiaków. No cóż, rodzina i przyjaciele będą musieli się zrzucić. Powiększenie tkanką tłuszczową: cena od 12tys PLN. Brzmi lepiej, zawsze to trochę grosza w kieszeni zostanie.

To może jakieś implanty? Nie, zbyt wielkie ryzyko, że będę wyglądać sztucznie. To może ta druga metoda? Przy użyciu własnej tkanki tłuszczowej. Tylko, kurwa, skąd tu wziąć tkankę tłuszczową. Chyba z dupy. Myślę chwilę i zaśmiewam się. Nawet stamtąd nie za bardzo, bo poziom atletyczny, taki, przy którym mięśnie, same mięśnie i tylko mięśnie. Dzielę się swoimi rozterkami z chłopem.

– Weź ze sobą jakąś koleżankę grubaskę – radzi.

– Dobry pomysł. Ona nie zapłaci za liposukcję, a pozbędzie się nadmiaru tkanki, odsysają jej tłuszczyk, a ja sobie wypełnię nim własne cycki – cieszę się z podsuniętego rozwiązania. – Jak dobrze pójdzie, to jeszcze na tym zarobię. Jeśli wybiorę odpowiedni obiekt to oprócz mnie jeszcze jakichś czterech innych klientów będzie można tłuszczem obdarować, a i reszta jakaś zostanie. Zawsze można zamrozić i do innych zabiegów użyć. Hmmmm…. Tylko czy tak można?

Pytania do pana Szczyta przy okazji konsultacji – zanotowane. No i skoro w cyca wstrzykują mój własny tłuszcz, to czy po pewnym czasie to znowu nie zrobi kaput? No i skoro akcja powiększania cyca bez skalpela, to może i blizny nie zostają, co? No i jeszcze narkoza. Zabieg robi się w znieczuleniu ogólnym. A co jak się nie obudzę? Zamienię się w warzywo? Będę leżeć i śmierdzieć i czekać na Anioła Śmierci, a obok mojego nosa życie będzie uciekać! No i jeszcze gorsze – spanie na plecach, bo przecież na brzuchu – odpada. Mogłabym zmiażdżyć nowego cyca i straszyć takimi koślawymi bimbałami w damskich przebieralniach.

Zamyślam się na chwilę. I jeszcze jakiś stanik trzeba nosić przez kilka tygodni, non stop. A co, jeśli mi się nowy cyc nie spodoba? Przecież to nie piłka. Nie spuszczę z niego od tak powietrza…

Boob job to jednak taki plan na za jakieś 3 lata – mówię w końcu. – Jak już totalnie opadną. Na razie jednak zainwestuję w porządny push-up, który uniesie, podniesie, zaokrągli, wypełni i oszuka otoczenie. Ja się już nie dam nabrać. Ja je widziałam. Nie są takie jak były. Ja je na razie akceptuję, ale jak się wkurzę, to zrobię sobie nowego cyca i tyle w tym temacie.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Close