– Ej, tam chyba ktoś się komuś oświadcza – mówię do dziewczyn i widzę, że nie jestem pierwszą, która to zauważa.

Wszystkie rzucamy spojrzenie w kierunku stolika, którego blat ma rozmiar okolicznościowego znaczka pocztowego. Matowe kule kryształowych lamp zwisają nisko, rzucając mdłe światło na parę. Na pewno prosi ją o rękę. Przecież nie pyta, czy może pozmywać naczynia albo skosić trawę w ogrodzie za domem, a ona w odpowiedzi zakrywa usta, dławiąc krzyk zaskoczenia i łzy radości.

Nie wiemy, czy gapić się na całe zajście, czy pozostawić ich samym sobie, pozwolić jej rozpłynąć się w jego ramionach i dać im cieszyć się chwilą. W sumie skoro facet decyduje się paść na kolano w takim miejscu, to pewnie liczy się też ze stadem gapiów wykręcających głowy i szyje w nienaturalnych pozycjach.

Patrzymy, czy inni patrzą i po chwili już wszyscy gapimy się na całe zajście. Ona siedzi z mocno ściśniętymi kolanami, jakby się bała, że z tej całej radości jej własna macica wyskoczy na parkiet, zatańczy cza czę, strzeli podwójne salto w tył, a później ostentacyjnym ruchem ruszy na spacer i dumnie, z podniesionym jajnikiem przejdzie wśród gapiów, przybijając piątkę z każdym z nich. On klęczy przed nią, zapewne z błagającym wyrazem twarzy. Jest w tej pozie coś świętego. Przypominam sobie obrazek wiszący na ścianie mojego pokoju, z lat wczesnego dzieciństwa. Pastuszek klęczy na zielonej łączce, wpatrzony w Piękną Pani w aureoli z dwunastu gwiazd. Obok owieczki pochłonięte bez reszty skubaniem soczystej trawy, mające całą scenę objawienia w swojej puchatej dupce. Nasz bohater też klęczy, wyczekuje. Tylko zamiast rąk splecionych w modlitwie, wyciąga swoje dłonie w jej kierunku, trzymając w nich niewielkie pudełeczko z czymś błyszczącym. Ona zasłania twarz rękoma. On czeka. Ona ściska kolana mocniej. On coś mówi. My obserwujemy i czekamy an odpowiedź.

Powiedz ‘nie’! Powiedz ‘nie’! Powiedz ‘nie’! Za taki szantaż emocjonalny powinien facet dostać nauczkę. Moja złośliwa natura dochodzi do głosu. Ale byłyby jaja. Pokiwaj przecząco głową, a później wybiegnij z restauracji. Spójrz na brylant i wybuchnij śmiechem, krzycząc, że się nie postarał i niech wróci za rok, z większym. Moja chora wyobraźnia pisze coraz to nowsze scenariusze. Nie słyszymy, co mówi, ale zakładamy, że się zgadza, bo jej głowa podskakuje w rytm przytakujący i nagle wszyscy zaczynają klaskać. My też. Jak wszyscy to wszyscy. Nikt nie krzyknął ‚Chłopie, wycofaj się!’ Nikt nie kazał puknąć mu się w głowę. Nikt!

Spoglądamy na siebie. Przy stoliku dwie mężatki, dwie zaręczone i dwie w długoletnich, szczęśliwych związkach. Wszystkie mamy łzy w oczach. Nawet te uchodzące za twarde, bezduszne, z sercem twardym jak głaz. Nie spodziewałam się po nas podobnych reakcji! Chyba hormony nam skaczą. Zdecydowana większość z nas jest bezdzietna. Może to cierpienie macicy?

Nie myśl o tym, nie myśl o tym – powtarzam w myślach. Oczywiście, że myślę o tym. Za chwilę łzy jak grochy zaczną płynąć mi po twarzy. Dziewczyny nie płaczą. Ja też nie będę. Wzruszyć się to jedno, ale zalać się łzami z byle powodu to zupełnie co innego. Trzeba być twardym.

– Jakby się mnie tak facet oświadczył, to bym mu z baśki zajebała – przerywa ciszę Anka, a ja momentalnie zapominam o łzach buszujących pod powieką.

– Ja też! – podchwytuje Kaśka.

– Ja to samo! Obiłabym go – nagle we wszystkich budzą się pokłady nieznanego dotąd romantyzmu. Kunszt w każdym calu. Normalnie czapki z głów.

Jak facet śmie okraść tę chwilę z intymności. To ja i on i ta chwila niezmącona beknięciem dobiegającym ze stolika obok. To spojrzenie niezakłócone ciągłym zerkaniem przez ramię, czy inni patrzą. To cisza pełna znaczenia, nienaruszona brzdękiem talerzy, otwieranych butelek i sztućców upadających na podłogę.

– Nie mógł wziąć ją na spacer, tam klęknąć i się oświadczyć, z dala od tłumów, a później przyprowadzić do knajpy i nakarmić? – pyta Renia.

Jakoś wszystkie mamy podobną wizję zaręczyn. Ukryć się i naszą miłość przed złośliwym światem, ciekawskim i obcym spojrzeniem. Nie dać się okraść. Nie afiszować się z uczuciami. Nie sprzedawać intymności nad talerzem pełnym owoców morza albo kremu ze szparagów. Pozostawić coś, co będzie tylko nasze. Radować się chwilą we dwoje, a z innymi cieszyć się jej wspomnieniem.

– Mój mnie wywiózł do Barcelony. Zabrał do jakiegoś wielkiego parku, rezerwatu przyrody, czy cholera wie, co to było. Postawił w takim miejscu, że nie było ucieczki. Za mną kilometrowa przepaść, po lewej wysoki mur, po prawej pole kaktusów, a przede mną dwumetrowy on – wspomina Wiolka. – Wiedział, co robi. Nawet gdybym chciała dać nogę, nie miałabym jak.

– Agnes była najlepsza! – wykrzykuje Anka – Chciała szukać właściciela pierścionka, choć ten klęczał przed nią i prosił ją o rękę.

– No co? Myślałam, że ktoś zgubił, a on go znalazł. – wyjaśniam – Chciałam oddać. Wyglądał na nówka sztukę. Gdybym ja taki zgubiła, to chciałabym, żeby uczciwy znalazca skontaktował się ze mną.

Przypominam sobie tę górę, ten pierścionek, tego faceta i i ten moment, w którym zwątpił w moją inteligencję.

Spoglądamy na scenę zaręczyn. Facet rozluźnił pośladki. Siedzi wygodnie po przeciwnej stronie stołu. Ona zmienia pozę i rączki grzecznie na kolana kładzie. Jakiś babsztyl podbiega i za rękę ją chwyta. Palec pod sam nos sobie podstawia i wyceny pierścionka w kilka sekund dokonuje. Obsługa knajpy z szampanem biegnie. Na koszt firmy. A jak! Niech znają dobre serce właściciela i atmosferę miejsca. W końcu przed nimi jeszcze przyjęcie weselne i chrzciny. Trzeba dbać o dobry wizerunek firmy. Rozwodów w naszym kraju jeszcze się nie świętuje. A szkoda. Byłoby wesoło.

Teraz jeszcze tylko znaleźć kieckę, która po całym festiwalu uczuć wyląduje na ścianie facebooka z dopiskiem ‘Sprzedam suknię ślubną. Tanio.’ i błaganiem o udostępnienie albo chociaż lajka, później odbimbać patetyczną przysięgę przed ołtarzem, strzelić sesję zdjęciową i już można zacząć się kłócić o brudne skarpetki niedbale rzucone pod łóżko.

Nasza para zaczyna dziobać coś na talerzach. Ciekawska baba wychodzi przypudrować nos, który jeszcze chwilę temu wsadziła w cudze życie, a my podnosimy kieliszek białego wina. W górę serca! Za chwile, które błyszczą w pamięci paletą najbardziej jaskrawych barw. I za tych, co na morzu!

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Close