sex pozycja

– On nie może być zwykłym księgowym! Nie! Nie! Nie! Jestem pewna, że gdybym znalazła jego CV, odkryłabym tym samym jego prawdziwą przeszłość. On jest jak rosyjski akrobatyk! Nie wiem, co ten facet bierze, ale musi przestać, bo moje ciało tego nie wytrzyma. Że też nie zdarł sobie fiuta!

Anka gryzie kawałek marchewki, siada na blacie mojego stołu i zakłada nogę na nogę.

– Było tak źle, czy tak dobrze? – Pytam, bo zawsze jestem głodna ostro przyprawionych kawałków.

– Źle! Dziś rano nie mogłam się ruszyć. Czuję się jak żaba rozjechana przez walec drogowy. Zadzwoniłam do Starego, że mnie nie będzie. Skłamałam, że cierpię na przewlekłe perlakowe zapalenie ucha środkowego.

Stary to szef Anki. Anka to moja znajoma, która spotkała faceta swojego życia, a perlakowe zapalenie ucha to … zaraz się dowiecie tak, jak dowiedziałam się ja.

– Perla…co?

– Perlakowe zapalenie ucha. Masz guzowatą narośl w uchu przez co nie słyszysz, kiedy robota wzywa – Anka uśmiecha się z widocznym grymasem bólu na twarzy. – Agnes, kurka wodna, ja naprawdę potrzebuję przynajmniej jednego dnia rekonwalescencji – wyznaje. – Jestem zjechana jak Cygana skrzypce. Tylko spójrz na te siniaki.

Anka bezwstydnie ściąga czarne legginsy i świeci prawie gołym tyłkiem. Odwraca się, a moim oczom ukazuje się paleta tłustych, niebieskawych siniaków.

– No to opowiadaj. Masz moją niepodzielną uwagę – przybieram oficjalny ton.

– Boli mnie dupa! Bolą mnie nogi! Boli mnie gardło, macica, jajniki, nawet gałki oczne mnie bolą. Wszystko mnie boli. Jestem małym kontuzjowanym organizmem, jednym wielkim zakwasem, koniem po westernie. Gorzej. Jestem jak ukraińska gwiazda porno po całym dniu na planie filmowym.

– Czy mam dzwonić do ZUS-u i dowiadywać się o jednorazowe odszkodowanie? – pytam.

– Raczej od razu o rentę inwalidzką – prycha Anka. – Ja się ruszyć nie mogę. Ten facet rzucał mną jak szmacianą lalką. Na początek to było całkiem fajne, przyznaję. Taka dzika namiętność. Ale później to już czułam się jak pieprzony – i to dosłownie – królik doświadczalny.

– Jak w Diabelskim eksperymencie?

– Co?

– Był taki film. Królik doświadczalny. Diabelski eksperyment. Produkcja japońska, więc wyobraź sobie jaki stopień popierdolenia reprezentował. Grupa mężczyzn uprowadza kobietę, by przeprowadzić na niej serię tortur mającą sprawdzić wytrzymałość ludzkiego ciała.

– Jeden facet, którego uprowadziłam ja sama. Reszta się zgadza. Jeśli jego planem było przetestowanie wszystkich pozycji Kamasutry i wybranie najlepszego patentu, to jego misja została wykonana.

– No to nawijaj dalej – zachęcam Ankę do spowiedzi.

– Najpierw dominował on. Od samego początku właściwie. Już w windzie przycisnął mnie twarzą do lustra, ruchem nie przyjmującym sprzeciwu rozstawił moje nogi i wsadził rękę w majtki. Ugryzł lekko moje ucho i kąsał szyję. Miałam gęsią skórkę nawet na wargach sromowych. Później już w przedpokoju chwycił mnie mocno w pasie i zaczął zachłannie całować. Nie broniłam się. Zawsze chciałam, żeby facet złapał mnie mocno za pośladki, uniósł, przycisnął i… no wiesz… – Anka gubi na chwilę wątek, a ja dostaję wypieków.

-Tylko ile można się pieprzyć w takiej pozycji? No ile?! – wykrzykuje, a ja prawie podskakuję na stołku kuchennym. – Minutę? Dwie? Klamka ci się wbija między pośladki, w plecach cię łamie przy każdym mocniejszym pchnięciu. Wciągnęłam go na łóżko– kontynuuje – i chciałam tak zwyczajnie, po ludzku, na plecach, z rozłożonymi nogami. Żeby było wygodnie, naturalnie, komfortowo.

– Na misjonarza – gdyby kiedyś przyszło mi zdawać egzamin ze znajomości pozycji seksualnych, mogłabym liczyć na piątkę.

– Myślisz, że się dało? – Anka zupełnie ignoruje moje obeznanie w temacie. – Nie dało się! – znowu krzyczy. – Nie dało się! Bo mnie chwycił, przewrócił na cycki, nogi mi wywinął pod jakimś nienaturalnym kątem. Myślałam, że mi je połamał. Bolało!

– Czemu mu nie powiedziałaś?

– Pisnęłam, ale chyba błędnie zinterpretował wydawany przeze mnie dźwięk. Pomylił ból i niewygodę z jękiem namiętności chyba. Zacisnęłam więc zęby i kiedy moje ciało już przyzwyczaiło się do pozycji, ten chwycił mnie ponownie i zaczął rzucać o łóżko jak zabawkę – Anka wymachuje nerwowo rękoma. – To się dopiero zaczęło. Chyba z piętnaście pozycji. Wydawał mi polecenia, a ja głupia zamiast zamknąć mu gębę cycem, posłusznie robiłam, co kazał. Mostek? Proszę bardzo. Wytrzymałam może 10 sekund. Stójka na rękach? Jedyna pozycja, przy której spasowałam. Cała reszta poszła w wydaniu seryjnym, jak z karabinu maszynowego: Na pieska, na małpę, na żabę, na motyla, na antylopę, na pędzącego rumaka, na zwiniętego w kłębek węża, na leniwca, na zająca, na syrenkę, nie pytaj czy warszawską, nie wiem. Nawet na tarantulę, rozhuśtanego nietoperza i wyraka sundajskiego!

Patrzę na Ankę z rozdziawionymi ustami. Gdyby kiedyś przyszło jej zdawać egzamin ze znajomości pozycji seksualnych, mogłaby liczyć na szóstkę z plusem.

– Później, pozwolił mi pokazać swoje umiejętności. Na fantazyjnego jeźdźca. I to był ten moment, kiedy zaczęłam się zastanawiać, co z tym facetem jest nie tak. Cycki! On miał je w dupie! Rozumiesz? Co za facet nie lubi pobawić się cycuszkami. Zwłaszcza takimi!

Anka wypina dumnie klatkę piersiową, prezentując swoje kształtne krągłości. Prawdziwe arcydzieło, nieskażone brudnymi łapami chirurga. Sto procent natural. Dorodne grejpfruty.

-Zawsze miałam facetów, dla których te cudeńka były jak święty Graal, rozumiesz? One są asem w całej talii mojego ciała. A on miał je gdzieś. Spojrzał na nie może raz, przy ściąganiu bluzki i od razu niżej, niżej, niżej! Tam go ciągnęło najbardziej. Żeby tylko wsadzić i testować kolejne pozycje: Tyczka w ogrodzie, gofrownica, ognisty krąg, dwupłatowiec, marmurowa kolumna, rozżarzony trójkąt, płonący krzew, dwa kłącza, śmigło namiętności, taczki, pług, precel. Skąd on to, kurwa, wszystko znał? On ma dopiero 28 lat! Szczyl jeden. Rodzice do poduszki Kamasutrę mu czytali?

Robię notatki w myślach, bo niektóre z wymienionych pozycji ciężko mi nawet sobie wyobrazić. Będzie trzeba odrobić pracę domową i pożegnać się z tą piątką na ewentualnym egzaminie.

– Później było jeszcze gorzej. Czułam się jak jakiś element programu na siłowni. Pozycja stożek wulkaniczny, kąt ostry, cztery sety, dwanaście powtórzeń, powoli, pozycja szerokie wrota, kąt rozwarty, trzy sety, dwanaście powtórzeń każdy, troszkę szybciej, pozycja napastnika, kąt prosty, dwanaście szybszych pchnięć, tylko dwa sety tym razem. A na zakończenie sprawdzimy, jak pani jest rozciągnięta. Pozycja elastyczna baleryna. Dziesięć powtórzeń, dwa sety i zaraz szybciutko, bez żadnej przerwy, pozycja krówki ciągutki.

Łapię się za głowę. Anka też.

– A nie można było tak normalnie? Bez wydziwiania. Przynajmniej na początku. Żeby po prostu być razem, naprawdę blisko, z rozkoszą oblewającą nasze ciała? – pyta Anka, choć wiem, że nie oczekuje odpowiedzi.

– Doszłaś chociaż? – pytam, bo jestem ciekawa finiszu.

– Taaaa, doszłam. Do kuchni. Dziś rano. Powłócząc nogami. Niemal czołgałam się, żeby nastawić ekspres.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Close