polki

Agnieszka ma 42 lata. Jest filigranową, z metra ciętą blondynką. Zupełnie przeciętna, jak sama mówi o sobie, świadoma swoich niedoskonałości, ale pewna też swoich walorów. Dostrzega nowe zmarszczki wokół oczu i skórę, która na pupie już nie taka jędrna jak kiedyś, ale nadal potrafi uśmiechnąć się do swojego odbicia w lustrze. Na mieście pewnie stawia kroki, jakby nigdy nie czuła się zagubiona i zawsze wiedziała dokąd zmierza. Chodzi z uniesioną głową i cyckami wypiętymi w przyszłość. Ma drobne dłonie, lekko wykrzywione artretyzmem. Nie ma problemów z utrzymaniem penisa w ręku i potrafi zapiąć guzik w bluzce, jeśli odpiął go facet na którego nie ma ochoty. Nie jest więc źle, ale przy niekorzystnych wskazaniach barometru odczuwa ból. Odróżnia przynajmniej kilkanaście odcieni czerni, przy czym jej ulubiony to czerń granatu. Przez pięć lat naszej znajomości nigdy nie widziałam jej ubranej w inny kolor. Śmiem przypuszczać, że wpadłaby w czarną rozpacz, gdybym kazała jej wcisnąć się w jakąś kolorową kieckę w motyle, kwiaty, uśmiechnięte kutasiki, czy jakieś picassowe mazaje. To nie jej klimaty.

Za Agnieszką oglądają się faceci na ulicy. Zazwyczaj dużo od niej młodsi. Ostatnio takiemu jednemu dała się zaprosić na kawę, bo ujął ją swoim młodocianym zapędem i uporem. Włoch, który od lat rozbija się po świecie. Podobny do Ronaldo, tylko trochę niższy. Śniada cera, pełne usta, ciemne włosy, jeszcze ciemniejsze oczy. Taki typ, który nie pije ani kawy, ani herbaty, bo napoje inne niż woda odkładają żółty nalot na zębach i dziąsłach, w wieku dziesięciu lat zaczyna wklepywać krem pod oczy i który odmawia pójścia do nieba, jeśli nie ma tam lustra i żelu do włosów. A, i jeszcze spędza minimum godzinę dziennie na osiedlowej siłce. Nie mój typ, ale rozumiem, że takie wypachnione, wypielęgnowane cudo może się podobać.

Agnieszak przyznała, że to nie to, że nie ma chemii, że ją nie kręci i będzie musiała chłopakowi wytłumaczyć, że jest piękny wewnętrznie i zewnętrznie, ale ona potrzebuje odrobiny brzydoty w swoim życiu, której on nie może jej zapewnić. Głównie o brzydkie przyciąganie jej chodzi, brzydkie rwanie majtek, brzydkie słowa szeptane do jej ucha i chemię, która rozpierdoli jej porządek dnia codziennego i przyprawi o kołatanie serca.

Już miała mu wyznać, że nie będzie pięknych dzieci o śniadych cerach i oczach jak dwa węgliki, kiedy przypomniała sobie o sobotnim weselu kuzynki. Pomyślała, że nie ma ochoty na samotne siedzenie przy stole i poczeka z poważną rozmową do poniedziałku. W końcu nawet taki piękniś jak jej Ronaldo może się pięknie wkurwić, kiedy pomiesza mu się trochę w jego planach i marzeniach i nawet siłą na przyjęcie weselne zaciągnąć się nie da. A ona nie chciała iść sama.

To było typowe polskie weselicho z przebojami Zenka Martyniuka, czerwoną jarzębiną i szalonymi dziewczynami, pokracznie tańczącymi kankana i taniec zorby na parostatku, który nie jechał z daleka, bo ciągnęły go sokoły i konik na biegunach. Były też majteczki w kropeczki, które… spadały na widok naszego Ronalda.

– Agnes, jakby mogły, to by mu loda zrobiły pod stołem – mówiła przerażona Agnieszka, która śmiała się z całego zajścia, ale przez łzy wylane nad żeńską częścią naszego narodu. – Ja nie żartuję.

Agnieszka bardzo treściwie opisała zachowanie pań na przyjęciu weselnym, które zabijały się o taniec z przystojnym Włochem, same porywały go do tańca, niejednokrotnie zostawiając swoich Heńków za stołem w towarzystwie babci Celiny, puszczającej niekontrolowane bąki i Sobieskiego.

– Jak ja się za nie wszystkie wstydziłam – mówi podirytowana Agnieszka. – Rzuciły się na niego jak łysy na różową szczotkę Tangle Teezer. Chcesz się dymać, wystarczy być obcokrajowcem. – Milknie po dość brutalnym stwierdzeniu.

– Albo udawać jednego – przypominam sobie filmik, którego swego czasu można było znaleźć w sieci. Jakiś facet podchodzi do lasek, zagaduje w języku polskim, prosi o numer telefonu i panny, jedna za drugą, delikatnie sugerują wycieczkę na drzewo bananowe i dodatkowe atrakcje typu prostowanie rajskiej figi. Zlewają go ciepłym moczem. Później ten sam facet zaczepia panny w języku angielskim. Udaje obcokrajowca i obcym językiem ściąga z panien majty. Niemal słychać jak kolejne gacie spadają i uderzają o kostkę brukową.

– Nosimy w sobie kompleks niższości, wyssany z mlekiem matki. Wszystko, co z zachodu wydaje nam się lepsze, bo Polska to ten bidny kraj, który nadal kojarzy się nam z komuną i pustkami na półkach. – Wierzę, że gen własnej wartości kształtuje się jeszcze przed naszym narodzeniem, że dużo zależy od tego z jakiej rodziny pochodzimy, z jakiego kraju, w jakich warunkach przyszło nam się wychowywać.

– Pierdolony ocet i kartki na mleko, kawę, chleb… – Duża Agnieszka pamięta matkę stojącą w kolejkach. Sama w nich stała, trzymając się mocno jej szarego fartucha. – My naprawdę mamy poczucie własnej wartości bliskie zeru.

Wyobrażam sobie jak wszystkie panny na weselu rwały biednego Ronalda jak Reksio szynkę. Kawałek po kawałku, byle tylko coś chwycić w zęby, byle być zauważonym, poczuć się lepiej, dowartościować się, bo na mnie spojrzał, bo powiedział mi coś miłego, bo zatańczył ze mną. Jakoś ciężko mi uwierzyć, że nagle wszystkie miały mokro w gaciach i że koronka każdej jednej płonęła mocnym, czerwonym promieniem pożądania. Mam wrażenie, że większość z nich tak naprawdę chciała choć przez krótką chwilę poczuć się trochę lepiej. Smutne to. Gdybym nie zaczęła się się gwałtowanie śmiać, pewnie bym zapłakała.

– Ty się nie śmiej. Włoszkę trzeba zaprosić do kina, na spacer, kupić jej lody i kilo gumowych misiaczków i może wtedy, przy następnym spotkaniu pokaże ci kawałek gołego cycka. – Agnieszka mieszkała trochę we Włoszech, więc musi wiedzieć, o czym mówi. – Polce wystarczy spojrzeć w oczy i w obcym języku powiedzieć ‚chcę cię dymać aż do utraty tchu’, a na pytanie, co powiedziałeś, odpowiedzieć, że nic innego jak ‚masz piękne oczy’ i ona tego samego wieczoru da się dymać aż do utraty tchu. Wiesz, że na jednym z forum jakiś koleś zastanawiał się, czy w Polsce w ogóle istnieje prostytucja? Twierdzi, że w podróżach biznesowych nie musi dzwonić po burdelach, bo wystarczy, że zagada do panny w centrum handlowym, aptece, w parku, metrze, a nawet publicznej toalecie i ta panna po godzinie będzie zostawiała wgniecienia na jego hotelowym łóżku. Taką reputacją się cieszymy.

– Nie wierzę, że we Włoszech, czy innych krajach nie ma panien wyzwolonych… – sama nie wiem, jakiego określenia mam użyć, ale wolę myśleć, że inne nacje też chętnie rozstawiają nogi przed obcym językiem.

– Mówię ci, tylko Polki takie łatwe! – Agnieszka niemal wykrzykuje, a ja się śmieję, bo mnie to w sumie wisi, co o nas mówią za miedzą, za granicą, za płotem.

Tylko wolałabym, żeby te Polki bzykały się z czystej żądzy, a nie z poczucia, że są gorsze. Żeby to ich zepsucie i swiadomość własnych potrzeb były powodem do bzykania, a nie sposobem na dowartościowanie. No i jeszcze tych swoich Heńków na weselach niech pilnują, a od obcych facetów niech lepiej trzymają stosowny dystans, bo nie każda baba tak wyrozumiała jak Agnieszka.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Close