emocjonalny kibel

– Ty nie rozumiesz jednej rzeczy. To, że ktoś prosi o pomoc, nie znaczy, że tej pomocy naprawdę chce. On chce się po prostu wyżalić. A ty od razu zakasujesz rękawy i kreślisz mu wizję zmian i nowego, lepszego życia. Ludzie tego nie lubią.

Patrzę na Piotrka i wiem, że ma rację. Jak zawsze idealnie chwyta punkt odniesienia z potoku słów, któremu wcześniej nadałam początek.

– Ale ja nie chcę być emocjonalnym kiblem – niemal wykrzykuję – Pierdolę takie zajęcie. Nie będę kiblem, do którego można się regularnie wypróżniać, żeby poczuć się lżejszym. Nie będę kiblem, w którym można się pozbyć życiowego balastu. Nie będę kiblem, do którego można wyrzygać swoje żale. Nie będę kibl…

Piotrek patrzy na mnie i się śmieje. Za chwilę walnę go w ryja. Unoszę rękę, sięgam po żeliwny czajnik i nalewam herbatę do kubka. Słyszę jak zmienionym głosem udaje specjalistę do spraw rozwoju duchowego.

– Chcesz przyciągnąć szczęście do swojego życia? Chcesz wpłynąć pozytywnie na swoje uczucia, emocje i relacje z innymi? Ta afirmacja została zaprojektowana tak, żeby dostroić twój zasrany umysł i zmienić twoje życie. Sięgnij po afirmację Agnes! Nie bądź emocjonalnym kiblem.

– To nie jest śmieszne. Rozumiem, że ktoś może chcieć się wyżalić raz, dwa, może nawet trzy, ale gnębić ten sam temat od miesięcy, czy nawet lat, bez chęci działania? Nie szkoda życia na użalanie? To jak obracanie gówna w paluszkach, to na prawo, to na lewo, w górę i w dół. Gówno z każdej strony wygląda tak samo. Nie zmienisz go przez samo przyglądanie się i biadolenie, że śmierdzi. Tu trzeba działać. Pozbyć się go.

– Masz rację. Użalanie się nie pomoże. Skoro mowa u kupie. Muszę lecieć. Robota czeka – całuje mnie w czoło.

– Tyle lat cię znam, a nie wiedziałam, że jesteś proktologiem – żartuję, ale już mnie nie słyszy.

Chwytam imbirowe ciasteczko między zęby i myślę o tych wszystkich nieszczęsnych kobietach, które za życiowy cel obrały sobie użalanie się nad sobą.

Jolka. Wysoka blondynka o oczach tak błękitnych, że aż nienaturalnych. Wszyscy mówili, że to soczewki. Ja powtarzałam, że kradła niebu odrobinę koloru za każdym razem, kiedy w nie spoglądała. Po skończonych studiach wyszła za mąż, urodziła córeczkę. Najpierw żaliła się, że jej nie pomaga, że nie wspiera, później, że zdradza, ośmiesza. Teraz dostaje od pana domu 15 złotych kieszonkowego i płacze, jak to bardzo jest nieszczęśliwa. Mała chodzi już do szkoły. Dlaczego nie poszukasz pracy? – zapytałam. Żartujesz? A kto ugotuje obiad? Kto pomoże małej w odrobieniu pracy domowej? Poza tym tobie się tylko tak wydaje, że łatwo znaleźć pracę. A próbowałaś? – Nie daję za wygraną. Nie – słyszę – Jak pójdę do pracy, to po opłaceniu opiekunki zostanie mi jakieś 45 złotych i cały dzień jestem poza domem. To ciągle więcej niż 15 zeta – odpowiadam i wiem, że gdyby błękit mógł zabijać, to już leżałabym martwa pod stołem.

Gośka płacze, że nienawidzi swojej pracy. Mówi, że jak rano wstaje, to boli ją brzuch i albo ma sraczkę przez godzinę albo wręcz przeciwnie, modli się, żeby tym razem poszła kupa. Szef podobno głupszy od niej i do tego furiat. Kiedyś walnął w nią zszywaczem. Dobrze, że takim małym i do tego plastikowym. Już będzie 3 lata, jak dzieli z nim biuro. Żeby jeszcze dobrze płacili, a tu po opłaceniu rachunków, raty za mieszkanie, zakupie miesięcznego i magazynu ‘Women’s Health’ zostaje jej kilka groszy na lody, którymi wieczorem zajada swoje smutki. Dzwoniła regularnie z płaczem, że już tak dłużej nie może. Kiedy jej powiedziałam ‘znajdź nową robotę ’ obraziła się na całe pięć dni. Bo przecież nowej tak szybko nie znajdzie, a tu trzeba rachunki opłacać, a ona nie ma żadnych oszczędności. Poradzisz sobie ze wszystkim. Skup się tylko na chwili obecnej i nie wybiegaj za daleko w przyszłość, bo zwariujesz. Wolisz żyć w stresie, że następnym razem to będzie metalowy dziurkacz? Masz skończone studia. Znasz niemiecki… Nie wiem, jak długo gadałam sama do siebie, kiedy wreszcie zdałam sobie sprawę, że ona już dawno odłożyła słuchawkę.

Magda jest magnesem na wszelakie nieszczęścia. Sama tak o sobie mówi. Ukochany pies zdechł, miłość wygasła, straciła pracę, szambo wybiło na podwórku. I to wszystko jednego dnia. Pojechałam z butelką wina. Przytuliłam. Zebrałam kilka smarków z rękawa. Kiedy nie patrzyła, wytarłam w wełniany koc w kratę, na którym zawsze leżał Pimpek. To było 3 lata temu. Od tamtej pory zawsze odpowiada, że ma chujowe życie, dziurawe serce, przez które wypłynęła miłość do całego świata. Kiedy pytam, dlaczego od niego nie odejdzie, patrzy na mnie, jak na wariatkę. Przecież dziecko mamy, ja jestem bez pracy, z czego będę żyła? To przestań narzekać. Ale ja jestem taka nieszczęśliwa!

Zgarniam dłonią okruchy imbirowego ciasteczka i myślę o własnych błędach bierności. Błędach niepodejmowania żadnych działań tam, gdzie zyski znacznie przewyższyłyby koszty. Dumam przez chwilę i zadowolona stwierdzam, że jest ich zdecydowanie mniej niż okruchów na stole. Patrzę na telefon. Jedno nieodebrane połączenie. Piotrek. Oddzwaniam.

– Nie jestem żadnym proktologiem ty mały kibelku emocjonalny.

Ja go kiedyś zdzielę przez łeb.

2 Comments

  1. Wszystko prawda. Niestety, słowa nic nie zmieniają. Ani ich narzekanie nie zmieni Twojego spojrzenia, ani to co im powiesz, nie zmieni ich postępowania. Człowiek może tylko pomóc sam sobie. Jeśli nie ma dość wewnętrznego paliwa, to kiszka. A ludzie kupują poradniki w księgarniach. Bez sensu.

    • Ale że ludziom energii nie szkoda marnować na takie gadanie? Raz – okay, dwa – niech będzie, trzy – lekka przesada, ale cztery i więcej? Nie kumam…

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Close