facet nie potrzebny od zaraz

Ludziom dobra pogoda kojarzy się z chlaniem i żarciem – usłyszałam wczoraj od kobiety mojego życia. – Jak słyszę, że ciepło i że będzie grill, to rzygać mi się chce. – dodała szybko powstrzymując odruch wymiotny, a ja nie mogłam się z nią nie zgodzić. Taki nasz urok, że kiedy słupek rtęci przekroczy magiczną linię, to jedna ręka Polaka wędruje na kiełbachę, a druga na piwo. Później wielkie zdziwienie, że w kraju nadwagę, a nawet otyłość ma 2/3 społeczeństwa. To może jeszcze lodzika na ochłodę? Ku uciesze lekarza diabetologa.

Dla mnie czas upałów to czas nicnierobienia, bo słońce sprawia, że robię się leniwa, senna i działam na zwolnionych obrotach, które pozwalają mi co najwyżej na przewrócenie strony w książce, ewentualnie wciśnięcie przycisku ‘play’ na pilocie. Poważnie, źle znoszę wysokie temperatury. Najchętniej przemalowałabym chłopa na czarno i wręczyła mu gałąź palmową, a sama uwaliła się wygodnie w cieniu drzewka oliwnego.

Kiedy więc, w dosyć gorący dzień, padła propozycja polskiej komedii, dwa razy się nie zastanawiałam. To miał być lekki i przyjemny film, niewymagający intelektualnego wysiłku, przy którym każda szara komórka leniwie rozciąga się na fałdach rodzimej kory. Taki film przy którym mięśnie odpowiedzialne za uśmiech delikatnie pracują, poziom hormonów stresu obniża się, włosy i paznokcie zaczynają rosnąć, a cera znacznie się poprawia. Nie przewidziałam jednego. Że ta każda, wspomniana komórka jest zagrożona obumieraniem rozpoczętym z chwilą pojawienia się tytułu na ekranie i zakończenie procesu wraz z napisami końcowymi.

To jakieś nieporozumienie było.

Facet (nie)potrzebny od zaraz. Jeśli oglądałeś – łączę się z tobą w bólu. Jeśli nie – ucz się na cudzych błędach i trzymaj się od owej produkcji z daleka. Ani tam romantyzmu, ani humoru, ani tekstów godnych zapamiętania. Jeszcze raz została obroniona teza, że nie ma takiego dna, w które nie dałoby się zapukać od spodu.

Od nagłego, ale spodziewanego kopnięcia w kalendarz uchowała mnie muzyka. Tak, co jak co, ale polskie filmy mają zazwyczaj świetną ścieżkę dźwiękową. Facte (nie)potrzebny od zaraz okraszony jest dobrym brzmieniem, które łapałam swoim zdezelowanym smartfonem, tylko po to, żeby po zakończonym seansie odnaleźć całą play listę na Spotify.

Poniżej trzy kawałki, które mnie urzekły i którymi, mam nadzieję, was zarażę.

1. How Many Knives, The Dumplings.

Jeśli nie znacie zespołu, to koniecznie pobuszujcie w jego nutach rozrzuconych w muzycznej tubie. Duet muzyczny z Zabrza świetnie daje sobie radę z muzyką i tekstem. No i do tego sama nazwa: The Dumplings, która niesie ze sobą słodką obietnicę czegoś pysznego (pierogi z truskawkami), ale też ryzyko spektakularnej porażki (rozwalone podczas gotowania kluski śląskie). Justyna i Kamil nie bali się i w świecie konsumpcyjnego pragnienia posiadania tego, co jawi się od razu jako pozytywne cudo, postawili na oryginalność. Ja jestem na tak.

2. Calling, Paula & Karol

Kolejny polski zespół, który skradł moje serce dawno temu, kawałkiem Rocky. Ich muzyka nie zapala płomienia w moim sercu, nie napełniła oczu łzami, ale daje takiego pozytywnego kopa, że chce się tańczyć, kręcić wokół własnego szczęścia i dawać swoim bliskim zastrzyk w dupę z solidną dawką energii. Nie wiem, jak oni to robią, ale to naprawdę działa! Kiedy ktoś podziurawi ci dzień, po prostu włącz Paulę i Karola. Pozytywny haj murowany.

3. International Landscapes, Kamp!

Nie mogłam uwierzyć, że to też polski zespół. Przyznaję się bez bicia, że nie znałam ich wcześniej i z niekrywaną radością wrzuciłam na listę ulubionych (A zespół istnieje na rynku muzycznym już dobre 6 wiosen!). Nie wiem jak sprawdzi się cały album, który obecnie magluję, ale haczyk został połknięty. Jest w ich brzmieniu coś, co czaruje, uwodzi, zachwyca, wciąga, a momentami nawet hipnotyzuje. No i strasznie podoba mi się okładka płyty, z której pochodzi kawałek: kwiat anturium – egzotyka podszyta jakimś magicznym erotyzmem. Kupiłam to! Niech się kąpie moja dusza czarna!

Pewnie Ameryki muzycznej nie odkryłam, ale może komuś, coś przypomniałam: jakiś fajny moment, chwilę, zdarzenie, pokusę czy pragnienie. A może po prostu sprawiłam, że choć na chwilę spojrzeliście w niebo usłane polskimi nutami. Warto, bo to jest kawałek dobrego nieba.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Close