Piękne kobiety bez konserwantów

– O to chodzi! Kobiety są jak jedzenie. Trudno teraz o te z uprawy ekologicznej. Wszędzie jakieś E115, E256, E399… Pamiętasz Kaśkę? Ta to nawet nogi sztuczne miała.
– Kaśka? Miała protezy? – przypominam sobie, że rzeczywiście nigdy jej w spódnicy nie widziałam. Bidulka.
– Jakie, kurwa, protezy? Żadne protezy. Normalne nogi miała. Prawdziwe, nie sztuczne.
– Przed chwilą powiedziałeś, że sztuczne!
– Bo pokrywała je czymś regularnie. Smarowała jakimś mazidłem i później w całej chałupie śmierdziało zgniłymi kokosami. Raz się na to jej gówno złapałem. Po jakimś melanżu wstaję rano do roboty, jeszcze zapity i zaspany idę do łazienki. Ona już się robi, jak to miała w zwyczaju mówić. Nakładam balsam po goleniu, a ona mi wyrywa i drze japę, że to jej. Taka była małpa, nawet kremem nie chciała się podzielić. Ale to jeszcze nic. Żebyś ty mnie tego popołudnia w robocie zobaczyła. Pół gęby ala Murzynek Bambo. I te zacieki! Od ucha po samą szyję. Wszyscy się na mnie gapili. Nikt słowa nie pisnął. Wiesz, co to było? Balsam, kurwa, brązujący! Sztuczne rajstopy, jak mi później wyjaśniła. Czaisz to? Miałem na ryju sztuczne pończoszki.
– Nie na całym, tylko na połowie – poprawiam Piotrka i opadające ramiączko w staniku. Chichoczę, bo przy jego jasnej karnacji, to musiał być widok zjawiskowy.

Piotrek gasi papierosa i mimowolnie parska śmiechem.

– A pamiętasz trolla?
– Kogo?!
– No tę z Internetu, co jej profil cię tak rozbawił.
– Piotruś, ty wszystkie panny poznajesz w Internecie, co druga ma burzę włosów, bo takie lubisz najbardziej i prawie każdej profil mnie rozbawia.
– Ale Troll był tylko jeden. Sama ją tak nazwałaś po tym, jak ci powiedziałem, że już na pierwszej randce pytała, czy jej kupię ten sweterek z wystawy, żeby ją ogrzewał, jak mnie przy niej nie będzie. Pioruńsko ostra zima to była i pioruńsko drogi sweterek.

Rzeczywiście przypominam sobie ten egzemplarz. Miała tupecik panna. Zawodowa kopaczka złota. Od samego początku leciała na jego kasę. I rzeczywiście wyglądała jak mały, złośliwy troll. Włosy tapir, małe łocka i te bruzdy na twarzy. Mogła chociaż jakiegoś na kwas hialuronowy naciągnąć.

– Co z tym trollem?
– Co z tym trollem? Ty się pytasz, co z tym trollem? Dziewczyno, ja traumę do tej pory mam. To była pierwsza kobieta, przy której mi zupełnie opadł. Rozumiesz? Zamknął się w sobie, skurczył się, zbladł i ni chuja. Nawet nie dygnął.
– Nie gadaj… – mówię, z nadzieją, że jednak powie więcej.
– A jak piłem z nią wino, to mi portki trzeszczały. Myślałem, że i ja i materiał popuścimy. Rozumiesz? Taki byłem napalony. Ja dynamit z zapalonym lontem. Ona chodząca bomba. Cycki – prawdziwe perły dizajnu, dupcia jak dojrzała brzoskwinia, aż chciało się w nią wgryźć, przez skórkę, nogi do samej podłogi. Cud, miód, marzenie. Horror się zaczął, jak ją tylko pocałowałem. Przestawiłem jej usta.
– Że co?
– Przestawiłem jej usta, no! Swoje takie małe miała. Narysowała na nich większe i…
– Konturówką?
– Co?
– Pewnie użyła konturówki – tłumaczę. Kredka do obrysowania ust albo oczu. Fajna sprawa. Można wyrów…
– Konturówka, srówka – przerywa Piotrek – Trzy pary ust miała! Jedne małe swoje i dwie pary na policzkach większych, bo moich. Później było już tylko gorzej. Szamocze się z moimi spodniami i bum, paznokieć jej odpada. Ohyda! Ona tam tonę butaprenu pod nim miała. Później jeszcze drugi się rozleciał. Dobrze, że się nie rozbeczała, bo nie wiedziałbym, co robić. Przyciągnąłem ją do siebie i odpinam guzik za guzikiem. Do włosów mi się dotknąć za bardzo nie chciała dać, a ja głupi te kudły wasze tak kocham. Wsadzam łapska w tę burzę i co? Zostają mi, kurwa, w rękach. Rozumiesz? Trzymam w ręku koński ogon. Wzdrygam się na samą myśl, skąd ona to mogła wytrzasnąć i się boję, co ona w majtach może ukrywać, skoro tu, na zewnątrz takie atrakcje mi prezentuje.
– Treski są już chyba passé – mówię tonem znawczyni, choć nie mam zielonego pojęcia.
– Co?
– Treski. Dopinki. Żeby przedłużyć włosy i uatrakcyjnić fryzurę. Mogą być nawet z naturalnych wło…
– Treski, sreski – rzuca Piotrek – Ja myślałem, że jej wyrwałem tyle włosów, rozumiesz? W knajpie miała grzywę jak lwica, a w mojej sypialni jak myszochomik afgański.

Wybucham śmiechem. Nie mam pojęcia jak wygląda chomik afgański, ale domyślam się, że ma krótkie włoski. Piękne porównanie.

– Ty się nie śmiej. Ja tego do końca swoich dni nie zapomnę! I te jej gacie. Nie mogłem jej z niej ściągnąć. Już chciałem rozerwać. Rajstopy nie takie znowu drogie, myślałem. Kupi nowe albo sam jej kupię następny razem. Myślisz, że dałem radę? One, kurwa, z teflonu, azbestu albo innego dziadostwa były. Jeszcze żeby dziurę miały, to bym przebolał, bo w dotyku całkiem miłe, ale TAM się nie było można dostać. Czaisz?
– Pewnie jakieś modelujące były.
– Co?
– Rajstopy – mówię trochę głośniej, bo on jakiś głuchy ostatnio – modelujące, wyszczuplające, pewnie z siliko…
– Modelujące, srące. Tego nie dało się ściągnąć! Spociłem się jak szczur i nawet nie drgnęły. Ja nie wiem, jakim cudem ona martwicy nie dostała. Niedokrwienie i niedotlenienie kończyn murowane. Może powinienem do niej zadzwonić i sprawdzić, czy jeszcze żyje? Przedstawię się jako doktor medycyny z Zakładu Patomorfologii i Medycyny Sądowej. Zmienię akcent i powiem, że dzwonię z Ekwadoru, że badam przypadki martwicy europejskich tkanek i że…
– Bardzo dobry pomysł. Troll na pewno się ucieszy. Po tym wszystkim, co razem przeszliście. Tak przy okazji, chodź, pokaże ci, jak teraz kobiety robią sobie brazylijskie pośladki.

Wyciągam telefon i szukam filmiku na youtube. Tego TUTAJ. Pokazuję Piotrkowi i obserwuję jego minę.

– Wiesz, że niektóre tak chodzą do sklepu po bułki? Miej się na baczności – ostrzegam Piotrka – i przyglądaj się uważnie. Będziesz wiedział, jak ściągać w razie czego.
– Kłamliwe suki. Oszukują mnie, oszukują ciebie, siebie, cały świat oszukują. Tylko po cholerę? Przecież nam to się nawet nie podoba.

***

Jeszcze tego samego dnia otwieram szufladę z bielizną i wyciągam usztywniany stanik firmy Triumph. Zapłaciłam za niego majątek, a przynajmniej tak mi się wtedy wydawało. Miałam go na sobie raz albo dwa razy. Czułam się w nim jak w zbroi. Zrobiony chyba z kevlaru. Pamiętam, że po zdjęciu tego pancerza na cyckach miałam czerwone ślady, fioletowe wgniecenia i niebieskie, kręte korytarze. Nie wiem, czemu jeszcze nie poszedł do kosza.

1 Comment

  1. […] – Agnes, mogło być gorzej. To mógł być balsam koloryzujący, czy jak to wy tam na to mówicie. Pamiętasz jak kiedyś na kacu nałożyłem na pół twarzy jakieś mazidło i wyglądałem jak pół brązowej dupy zza kr…? […]

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Close