randki on-line, rozczarowanie, rzeczywistosc contra wyobrazenie

– Dałam nogę!
– Jak to dałaś nogę?
– No normalnie. Spierdoliłam.

Patrzę na Gośkę z wywalonymi gałami. Znam ją od 10 lat, a nigdy nie słyszałam jak przeklina. Dla niej słowo ‘dupa’ to już jest brzydko. Sprawa musi być poważna.

– Wiesz co? Zamiast na kawę, pójdziemy na drinka. U mnie, u Ciebie, czy na mieście?
– U Ciebie. U mnie w lodówce tylko kawałek kabanosa, zepsute mleko i dużo światła, a na mieście jak się rozkleję, to mi gluty zamarzną i będzie nieciekawie.
– Nie proponowałam tego drinka pod mostem – próbuję żartować – Raczej jakieś miejsce, gdzie przystojny barman ogrzeje nas spojrzeniem i gdzie w spokoju będziesz mogła zrzucić to z wątroby, ale jak wolisz. Idziemy.

***

U mnie zawsze jest coś do picia, choć alkoholu generalnie nie pijam. Otwórz barek, a oczy zaświecą ci się milionem procentów. Dla każdego coś dobrego. Mocne trunki dla prawdziwych twardzieli, tanie wina, babskie siki, dereniówka, piwka dla hipsterów i nalewki babuni. Do wyboru do koloru.

– Martini wstrząśnięte, niemieszane czy lampka prosecco?
– Whisky masz?
– Mam.
– To nie żałuj.

Wyjmuję kryształową szklankę, wrzucam kilka kosteczek lodu, nalewam bursztynową moc i stawiam przed Gośką. Gośka patrzy na mnie spod byka. Mówiłam, żebyś nie żałowała – słyszę. Chwyta za butelkę i ciągnie z gwinta. Zupełnie jak na filmach. Nie zdziwię się jak za chwilę rozedrze swój top, wyleje trochę whisky na ranę postrzałową i znowu wypije dwa, trzy porządne łyki. Nic takiego się jednak nie dzieje. Jedyna rana jaka krwawi to ta w Gośki sercu.

– Od czego mam zacząć?
– Początek znam. Poznaliście się na necie. Gadaliście ze sobą prawie rok. On nie chciał się spotkać. Kilka razy rozłożyłaś nogi przed komputerem, bo ta chemia między wami była tak ogromna, że nie dawałaś rady. Nadal pisał do ciebie długie mejle, karmił pięknym słowem, a ty zachowywałaś się jak upośledzona. Koniec też znam – spierdoliłaś. Możesz zacząć od środka.

Przez chwilę mam ochotę zażartować i zapytać, czy był aż tak brzydki, że dała nogę, czy miał płetwy zamiast rąk, czy okazał się księdzem, który udzielał jej Pierwszej Komunii, ale patrzę na nią i czuję jak moje własne serce podchodzi mi do gardła. Marnie wygląda i widzę, że cierpi. Nie mówię nic.

– Słuchaj, on mnie po prostu wystraszył. Miał w sobie coś takiego szatańskiego. Ciężko mi wytłumaczyć. Był.. jest… przerażający. Kiedy na mnie spojrzał, to tak jakby mi wypalił dziurę w duszy, jakby zalał serce gorącym ołowiem, jakby nagle pozbawił mnie wszystkich ludzkich uczuć. Gdyby ktoś kazał namalować mi diabła, to właśnie on byłby idealnym modelem.
– I co zrobiłaś?
– No spierdoliłam!!!! Ile razy mam ci to powtarzać?
– No, ale co mu powiedziałaś? ‘Spotykasz się’ z facetem prawie rok, gadacie o wszystkim, opowiadasz mu o swoich lękach, pragnieniach, wieczorami masturbujesz się przy jego głosie, marzysz o tym, żeby cię przycisnął do ściany i porządnie przerżnął, a potem zabrał na romantyczną kolację i czule szeptał jak wspaniale się uzupełnianie i że całe życie na ciebie czekał. Twierdzisz, że to ten jedyny. Spotykacie się wreszcie i co? Dajesz nogę tak po prostu?
– Tak. Wskoczyłam do auta. Powiedziałam, że pojedziemy do mnie, żeby jechał za mną. A później wcisnęłam gaz do dechy, przejechałam na czerwonym świetle, skręciłam w prawo, później w lewo. Znowu przeskoczyłam na kilku czerwonych. Cud, że żadne miśki się mną nie zainteresowały, choć mandatów pewnie przyjdzie z dziesięć. I tak prułam przez miasto aż wylądowałam gdzieś pod Grójcem.
– Co?
– Byłam chyba w szoku. Najpierw chciałam go zgubić, a później to już jak automat. Nawet nie wiedziałam, gdzie jadę. Widoczność była marna a do tego jeszcze moje smarki.
– Gośka, nalej mi drinka. Ja na trzeźwo tego sobie w głowie nie ułożę.

Idziemy do dużego pokoju. Siadamy na burej kanapie. Przykrywamy się ciepłym kocem, który pamięta jeszcze moje lata studenckie.

– Ty go kochałaś, nie? – Przerywam ciszę, bo Gośka musi się wygadać. Musi wywalić z siebie tę złość, to rozczarowanie, tę bezsilność.

Silna babka jest. Poradzi sobie z tym wszystkim, a za kilka tygodni, może miesięcy obie będziemy się z tego śmiały.

– Jak ja mogłam być taka głupia? Kiedyś opowiedział mi o czerwonej nici przeznaczenia, a ja uwierzyłam, że nasze palce są właśnie taką nicią związane. Jak w tej chińskiej, czy japońskiej legendzie. Dwoje ludzi połączonych nicią, która może się plątać, rozciągać, ale nigdy nie pęka. Dwoje ludzi, których przeznaczeniem jest się spotkać i być razem. Ja przy nim uwierzyłam w ‘zawsze’. Jak ja mogłam być taka głupia, no jak?

***

Gośka mówi, ze wystarczyło jedno spojrzenie i wiedziała, że coś z tym facetem jest nie tak. Nie wiedziała co to było, ale czuła zło w powietrzu. Mówi, że to była chwila. Spojrzał na nią i jej serce zamarło. Przestało bić na chwilę. Ze strachu. Opadła kurtyna i zakończył się spektakl. Nikt nie bił brawa, nie było owacji na stojąco, a ona nie miała ochoty na kolejny akt. Po prostu spierdoliła. Krzysiek dzwonił do niej chyba z czterdzieści razy, kiedy ona gnała na złamanie karku nie wiadomo gdzie i nie wiadomo po co. Nie odebrała. Dostała też kilka wiadomości od niego. Nie odpisała. Na razie. Mówi, że to tak jakby się nagle przebudziła. Niby wie, że coś jej się śniło, ale już nawet dobrze nie pamięta co. Jakaś jej silna szara komórka wyparła z pamięci prawie rok rozmów, tęsknoty i marzeń. Mówi, że jej intuicja kazała wziąć nogi za pas, że jej głos wewnętrzny mówił, żeby spierdalać. Dosłownie.

***

Słownik języka polskiego mówi, że intuicja to przeczucie, zdolność przewidywania, narzucające się przekonanie, którego nie można w pełni uzasadnić. Intuicja może być do dupy jeśli w grę wchodzi rachunek prawdopodobieństwa czy kalkulacje analityczne, ale w relacjach międzyludzkich jest bardzo przydatna. Chroni nas. Stale nam podpowiada, co robić, czego nie robić, tylko nie zawsze ją słyszymy.

W Eksperymencie intencjonalnym Lynne Mc Taggart opisuje pewne zjawisko. Jakiś czas temu (1997 rok) na uniwerku w Newadzie (to chyba gdzieś w Albanii, ale pewności nie mam, lepiej sprawdźcie sami) pewien doktor (dr Radin dla ciekawskich) przeprowadził badanie na ochotnikach. Każdy ochotnik został podłączony do aparatury monitorującej ich rytm serca, ciśnienie krwi, przewodność skóry. Następnie został posadzony przed komputerem. Na monitorze losowo pojawiały się różnego rodzaju obrazki, wywołujące różne emocje, w tym kojące krajobrazy, pobudzające erotycznie obrazki, szokujące autopsje. Co się okazało? Nasz profesor zauważył, że reakcje fizjologiczne u ochotników pojawiały się jeszcze zanim pojawiło się zdjęcie, szczególnie w przypadku tych szokujących i erotycznych. Był to dowód, że ‚ludzie mogą fizycznie odbierać przeczucia dotyczące jakiś zdarzeń. Ich ciała nieświadomie wyprzedziły i pokazały ich przyszłe stany emocjonalne.’

Gośka się bała. Mówi, że była wystraszona, wręcz sparaliżowana. Jej układ nerwowy stworzył swego rodzaju amortyzator dla ewentualnego przyszłego ciosu. Przejechała całą Warszawę i wylądowała pod Grójcem. Jej intuicja chciała ją chronić albo zrobiła sobie z niej jaja. Jedno jest pewne. Wolę ją mieć zapłakaną na kanapie obok siebie niż martwą dwa metry pod ziemią.

 

14 Comments

  1. […] zostaje tylko Internet. Nie zniechęciła się opowieściami Gośki, która ciągle przeżywa historię jednej znajomości i nadal wierzy, że trafi swój na swego. Ostatnio trafia owszem, ale na samych […]

  2. O borze szumiący. To mógłby być porażająco dobry kryminał. Ledwo oddychałam przy czytaniu.

  3. Jeżu, to z życia wzięte?

    • Dawid, no tak. Randka się nie udała trochę.

      • Ostro. Jak zwykle operujesz słowem zgrabnie, a sytuacja jest tak niewiarygodna, że dałbym głowę, że to wstęp do powieści.

        Instynkt i intuicja to fajna rzecz, ja swojej nie posłuchałem raz i sporo mnie to kosztowało.

        • No jazda bez limitów prędkości normalnie! Lecę po herbatę z miodem, a Ty opowiadaj. Ku przestrodze dla mnie i innych. Uwielbiam takie historie. Co, jak, gdzie, dlaczego? Mów, mów…

          • Nie było może tak ostro i emocjonalnie, ale było kosztownie. Swego czasu, kiedy byłem piękny i młody, dałem się namówić przyjacielowi na pewien produkt finansowy, obiecujące złote gruszki pod warunkiem regularnego oszczędzania. Intuicja krzyczała „nie rozumiesz to nie podpisuj, tam są jakieś horrendalne warunki wykupu inwestycji przed czasem, coś tu śmierdzi, poza tym skąd przekonanie, że za pięć lat będziesz jeszcze miał pracę? Ogarnij się!”. Ale przyjaciel był bardziej przekonujący.

            Pięć lat później, kiedy przyjaciel dawno był się zmył, a inwestycja okazała się pożeraczem pieniędzy zamiast fabryką złotych gruszek, z wpompowanych 8k dostałem 4,6k.

            Pozostałe tysiące to cena głupoty.

            Od tego czasu grzecznie słucham swojego nosa, jak tylko zaczyna węszyć pismo. I wszystkim zalecam to samo, chociaż czasem ciężko ludziom wytłumaczyć racjonalnie instynkt…

          • Mogło być gorzej, Dawid! Kasa rzecz nabyta, choć jej utrata w taki sposób trochę boli. Masz co opowiadać i jeszcze jaka lekcja na przyszłość, choć nie mogę powiedzieć, że bezcenna. Pozdrawiam!

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Close