medytacja

Czy ty medytujesz? – zapytała tonem głosu mówiącym, że nawet jeśli nie, to powinnam zacząć już teraz, w tej chwili, bo to dobre jest. Na głowę, na serce, na pęcherz, na koklusz, na pusty portfel i zbiór wszystkich innych nieszczęść, które wielkim dupskiem siadają na ciebie, przygniatają i puszczają bąka między oczy. Pomyślałam, że choć głowa i portfel świecą pustkami, to bardziej to moje roztrzepanie w życiu mi przeszkadza. Żeby tak się wyciszyć, przejąć pełną kontrolę nad swoją niewyparzoną jadaczką i umysłem, wprowadzić się w odmienny stan świadomości i choć raz w życiu być tym ‘zajebiście wyciszonym kwiatem lotosu na zajebiście spokojnej tafli jebanego jeziora’. Właściwie to zawsze chciałam, ale jakoś nigdy mi nie wychodziło – rzekłam zgodnie z prawdą. Przytargała baranie skóry, majtki w które miałam wskoczyć, muzykę wraz z instrukcją i bardzo szybko przyjęła pozycję lotosu. Usiądź wygodnie, w jakiej pozycji chcesz i rób to, co słyszysz. Ostatnie zdanie zabrzmiało, jak zwątpienie w elastyczność mojego ciała i umiejętność przyjęcia pozycji, w której moja mentorka już zastygła. Wyglądała pięknie.

Wskoczyłam w gacie i zaraz szybko na barana. Rękami chwyciłam za prawą stopę i zarzuciłam ją na lewe udo. Zaraz później złapałam za lewą stopę i na trzymaniu się skończyło, bo o ile prawa stopa z lewym udem dogadywała się świetnie, o tyle lewa z prawym nawet nie chciała się zetknąć. Pewnie strzeliła focha, że nie od niej zaczęłam. Dobrze, zacznijmy raz jeszcze. Dla mnie nie ma różnicy, którą stopę zarzucę najpierw. Chwyciłam za lewą stopę i zarzuciłam na prawe udo. O proszę! A jednak leży na nim idealnie. Można? Można. Jeszcze tylko prawą stopę zarzucimy na lewe…. Noż w mordę. Znowu to samo. W książkach i na plakatach to takie proste jest, a w rzeczywistości nogi rozjeżdżają się jak bułgarskiej prostytutce. Próbuję raz jeszcze i po kolejnych nieudanych próbach poddaję się. To ja sobie po turecku usiądę. Kwiat lotosu jest częścią godła Indii. Indie leżą w Azji. Turcja też. Nie ma więc teoretycznie wielkiej różnicy. W końcu to ten sam kontynent i prawie ta sama pozycja.

Głos z komputera mówi, żebym wzięła wdech. To biorę.

Proces oddychania jest czymś znacznie więcej, niż tylko podstawową funkcją ciała fizycznego. W rzeczywistości jest to Duch, który napływa do ciebie i cię przenika.

Nic nie słyszę o wydechu, to dalej trzymam owego ducha w płucach. Czuję jak unosi moje żebra do góry. Jak tak dalej pójdzie, to rozwali mi przeponę i doprowadzi do niedotlenienia mózgu. Kiedy oczy powoli wychodzą mi z orbit, słyszę magiczne słowo ‘wydech’. Wypuszczam zużyte powietrze. Uwalniam zużytego ducha. Następnym razem wezmę głębszy oddech.

…Jesteś przedłużeniem Nie-Fizycznego Źródła Energii i przybyłeś tutaj z uczuciem zapału i poczuciem celu. Zamierzałeś zgłębiać doskonałą harmonię kontrastów na Ziemi, żeby dzięki temu życie stało się czymś więcej, niż było do tej pory…

Kiedy słyszę słowa ‘przybyć’ ,‘ziemia’ i ‘cel’ od razu myślę o zielonych ufoludkach, które zostają wysłane na naszą planetę z misją wybadania, czym się żywi ludzkość i które śmieją się z naszego sposobu gotowania ziemniaków, tak jak w tej reklamie (klik). Muszę postarać się bardziej, bo inaczej nigdy nie osiągnę tego stanu oświecenia. Zaciskam mocniej oczy. Przypominam sobie, że można by świeczkę zapalić.

Głos mówi o stanie, w którym wysiłek i starania zastąpione są odprężeniem i przyzwoleniem… stanie, w którym wartość człowieka nie jest czymś, na co trzeba sobie zasłużyć, ale czymś, co wystarczy zaakceptować…

Jakoś ciężko mi zaakceptować ten stan. Nie mogę się odprężyć, bo nie ma świeczki. Gdzieś wyczytałam, że to symbolizuję ducha i to nie byle jakiego ducha, bo jego oświeconą formę. Czuję się jak spragniona rozkoszy zakonnica. Dlaczego nie mamy tej świeczki? Widziałam, na parapecie stała taka ziarnami kawy obsypana. Przecież nie do dekoracji jest. Trzeba ją było zapalić. Może skoczę szybko na dół po zapalniczkę i zapalę? Pobiegnę na paluszkach. Nikt mnie nawet nie zauważy. Będę jak ten duch. Oświecony. Tylko żebym o te baranie skóry się nie potknęła i orła nie wywinęła. Wyobrażam sobie orła na baranie i zaczynam się śmiać. Widzę orle skrzydła pokręcone jak baranie rogi. Taki orzeł z trwałą ondulacją. Śmieję się w duszy, bo na zewnątrz jestem poważna. Skupiam się. Orzeł na baranie też się skupia. Obaj są skupieni i oświeceni. Nie śmiem otworzyć oka i podejrzeć co robi moja duchowa mentorka.

Głos mówi coś o zwątpieniu zastąpionym wiarą, sprzeciwie zastąpionym przyzwoleniem i każe oddychać. To oddycham. Tym razem głębiej. Prawie słyszę szelest drzewa oskrzelowego. Wsłuchuję się w siebie. Słyszę burczenie w brzuchu i przypominam sobie, że nie jadłam jeszcze obiadu. Marzę o krwistym steku z puree ziemniaczanym, grillowaną kukurydzą i lampką czerwonego wina.

W tym momencie, tu i teraz, znajdujesz się dokładnie tam, gdzie zamierzałeś, a Źródło w tobie jest zadowolone – bo twoje życie nieustannie domaga się poprzez ciebie dalszego rozwoju, zaś Wszystko-Co-Jest odnosi korzyść z ważnej roli, którą odgrywasz.

Nie do końca. Wolałabym siedzieć przy stole i wbijać nóż w swojego wymarzonego steka.

Zawsze, gdy jakieś pytanie lub problem wychodzi w twoim życiu na pierwszy plan – pojawia się także właściwa odpowiedź lub rozwiązanie.

Znaczy się, że stek przyjdzie do mnie? Wyobrażam sobie, że wyglądam przez okno i widzę krasulę stojącą w ogródku, machającą radośnie ogonem i mówiącą ‘muuuuuuuusisz mnie zjeść! Muuuuuuuuusisz!’. Teraz myślę o krowie. Świętej krowie na ulicy Delhi. Niebiańskiej krowie, jej niebiańskim mleku i jej równie niebiańskich cielakach.

Kiedy moja wyobraźnia zaczyna na dobre się rozkręcać, głos cichnie. Wychodzę z siebie, żeby oczyścić umysł, ale dupa. Dupa blada jak kwiat lotosu. Drugim razem idzie mi trochę lepiej. Wyrównuję oddech, rozluźniam się i… zasypiam na baranie. Było mi błogo. Podobno nawet chrapałam w rytm muzyki do medytacji.

Tłuste i pijane fragmenty pochodzą z podręcznika i audiobooka do realizacji marzeń, ‘Medytuj, a będzie ci dane’ autorstwa Esther i Jerry Hicks. Miłej lektury tym, co chętni. Ja jednak wolę pokopać w worek treningowy.

1 Comment

  1. […] o energii, którą wdychamy, wydychamy, połykamy i znajdujemy. To ta sama z którą próbowałam medytacji. Mówiła, że kręgosłup to drzewo życia, kamień węgielny naszego zdrowia, że to czysta […]

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Close