jak ryba w wodzie

Leżę na podłodze, twarzą wlepioną w dywan. Będę wreszcie musiała go wyprać. Prawa ręka wzdłuż ciała. Lewa wyprostowana przede mną. Przekręcam głowę w prawo. Wdech. Niemal czuję rozbawione roztocza tańczące mi w nosie. Wracam do pozycji startowej. Wydech.  Jeszcze raz w prawo. Głowa jest przedłużeniem kręgosłupa. Nie zadzieram jej do góry. Znowu w prawo. Znowu twarz zwrócona w stronę podłogi. Jeszcze raz. I jeszcze raz. I jeszcze raz. I jeszcze…

– Co ty odpierdalasz? – słyszę nad sobą głos.

– Uczę się oddychać w wodzie i odpowiedniego trzymania głowy – odpowiadam jakby nigdy nic i wracam do praktyki.

– Ale wiesz, że jesteś w pokoju na dywanie? – właściciel głosu chyba ma mnie za debila. Doskonale wiem, gdzie się znajduję.

Nie odpowiadam nic. Uparcie przekręcam głowę w lewo, w prawo, w lewo, w prawo, bez zbędnego jej unoszenia. Musi mi to wejść w krew. Muszę wypracować w sobie nawyk. Podobno średni czas potrzebny na wykonywanie jakiejś czynności automatycznie wynosi 66 dni. Mam nadzieję, że mi to zajmie trochę mniej, no inaczej się zniechęcę.

Zadzieram głowę do góry. Właściciel głosu stoi nade mną i patrzy jak na zwierzątka w zoo próbujące polizać się po odbycie. Nie do końca wie, czy patrzeć dalej, czy zostawić mnie w spokoju.

– A ty gdzie się uczyłeś pływać? – zagaduję, bo w sumie przyda mi się przerwa. Głowa już mnie trochę z tego wszystkiego rozbolała.

–  W wodzie.

– Zabawne. Pytałam o basen, instruktora, konkretne miejsce – tłumaczę, choć wiem, że moje pytanie zostało doskonale zrozumiane.

– Ojciec mnie nauczył. Pamiętam któregoś lata, miałem może pięć lat. Poszliśmy na spacer wzdłuż jeziora. Chwycił mnie na ręce i po prostu wrzucił do wody. Nie powiem, żeby to była przyjemna ani łatwa lekcja.

– Żartujesz? – słyszałam o takich drastycznych metodach, ale opowiadanych raczej w formie żartu.

– Nie, poważnie. Ale i tak najtrudniejsze było wydostanie się z worka – słyszę nagły wybuch śmiechu.

– Boże, jaki ty jesteś debil – spoglądam na niego z politowaniem i wracam do swojego ćwiczenia.

– Załóż czepek i okularki! – słyszę za sobą ten sam śmiech, który sprawia, że masz ochotę wstać i zasadzić kopa.

Jeszcze się będzie śmiał jak kiedyś spotkamy się na basenie i będzie oglądał piękny zarys mojej wysportowanej sylwetki, a raczej kilka fal pchających mnie do przodu.

W zeszłym tygodniu zapisałam się na prywatne lekcje pływania. Zima idzie. Coś trzeba robić w te długie wieczory. Jakieś ciacha pooglądać. Chloru się trochę napić. Rozruszać wystraszone mięśnie.

– Jak się czujesz w wodzie? – padło pierwsze pytanie z ust instruktorki.

– Jak ryba – odparłam z szerokim uśmiechem na twarzy, aż czepek zmarszczył się na czubku głowy.

– Czyli tylko doskonalimy technikę – upewniła się kobita.

– Jak zdechła ryba chciałam powiedzieć – dodałam szybko, żeby uniknąć nieporozumienia.

– Pokaż jak pływasz żabką – usłyszałam pierwsze polecenie.

Popatrzyłam na kobitę lekko wystraszona i bez słowa wykonałam zadanie. Czepek na głowie, okularki na czepku, ja w wodze macham łapami, jakbym walczyła z tą wodą. Czuję, że stoję w miejscu. Żabka patrolówka – tak kiedyś nazwałam z Justą ten styl. Głowa nad wodą i przerażony wyraz twarzy, że za chwilę zobaczysz coś, co sprawi, że uciekniesz za krzaki.

– Zła żabka – słyszę. – Pokaż, jak pływasz na plecach.

– Nie umiem.

– Pokaż mi swojego kraula – słyszę kolejne polecenie i czuję się jak przed egzaminem kwalifikacyjnym do grupy sportowej. Mam przeczucie, że wyląduję razem z pierwszakami albo innymi sraluchami.

– A tego to już w ogóle nie umiem – odpowiadam z wielką dumą w głosie. W końcu to dobry powód dla którego się tu znalazłam.

– Czyli nie umiesz pływać – pada diagnoza.

– Nie umiem – przyznaję rację i czekam na dalsze instrukcje.

Pamiętam dzień, kiedy postanowiłam nauczyć się pływać. Na tureckim basenie, w biało czerwonym kostiumie kąpielowym przepłynęłam pierwszą długość. Żabką. Niepełnosprawną żabką powinnam dodać. Niemal na totalnym bezdechu, bo nie wiedziałam jak w tej wodzie powinnam oddychać. A później kilka razy poszłam na basen i zapomniałam, że zawsze chciałam czuć się w wodzie jak ryba. Żywa ryba. Najlepiej jak żaglica pacyficzna – najszybsza ryba świata. A jeśli nie jak ryba, to chociaż jak Michael Phelps.

Pierwsze 30 minut upłynęły mi na ćwiczeniach z deską. Jedna ręka wzdłuż ciała, druga wyciągnięta do przodu. Głowa w jednej linii z kręgosłupem. Skręt w prawo. Wdech. Pod wodę. Wydech. W drugą stronę. Wdech. Nie zadzierać głowy za wysoko. Było dobrze.

Schody zaczęły się podczas drugiej lekcji, gdzie dorzuciłyśmy ruch dłoni. Jak ja to mam wszystko zsynchronizować? Łokieć w górze. Paluszki najpierw do wody. Prostujesz. Odpychasz. Nie machaj za bardzo. Pamiętaj, że to działa jak dźwignia. Broda trochę do góry. Głowa za wysoko. Dupa za nisko. Ładne kopnięcia. Wyprostuj rękę. Zablokuj. Nie napinaj. Rozluźnij. Ręka odpoczywa. Ręka pracuje. Oddychaj. Za szybko. Za wolno. Blisko ciała. Zegnij. Nie zginaj. Najpierw palce. Teraz szyja. Wdech. Wydech. Pamiętaj o tym. Nie zapominaj tego. Tu przy biodrze. Tam przy uchu. Rób to. Rób tamto. Współpracuj z wodą. Rozluźnij się. Pierdnij w oponkę! Kurwa! Ja zaraz zwariuję.

Pocieszam się, że kiedy uczyłam się jazdy samochodem, to wszystko też wydawało mi się nie do ogarnięcia. Trzymanie kierownicy, zmiana biegów, hamowanie, przyspieszanie, kierunkowskaz, patrzenie na znaki, trzymanie dystansu, słuchanie muzyki, flirtowanie z kierowcami stojącymi obok na światłach. Myślałam, że nigdy tego nie pojmę. Tymczasem całkiem nieźle sobie radzę za kółkiem, a wśród znajomych krąży wieść, że ja to nawet na dzikiej świni pojadę.

Wiem, że z pływaniem będzie podobnie. Wierzę, że wszystko jest możliwe. Wyciągam z torby sportowej jeszcze mokry strój kąpielowy. Zapach chloru unosi się w powietrzu. Na okularkach krople wody. Muszę zadzwonić do starych i opieprzyć, że nigdy nie wrzucili mnie do wody. Pewnie nie mieli worka.

2 Comments

  1. Agnes, zrobiłaś mi dzień tym tekstem. Uśmiałam się po pachy przy porannej kawie. Temat jest mi bardzo bliski, bo na początku wakacji postanowiłam nauczyć się pływać. Stałam przed wyborem czy instruktor czy podołam sama. Żabki się nauczyłam ale u mnie to było „szlifowanie” techniki. Z kraulem jest większy problem, więc będę musiała skorzystać z pomocy. Przybijam piątkę! Dzięki za ten tekst :)

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Close