Byłam chudym dzieckiem i jeszcze chudszą nastolatką. Skóra i kości. Kiedy szłam na spacer do parku, kaczki rzucały mi chleb. Nie wiedziałam, czy płakać i ciskać w nie kamieniami, czy brać go i żreć gdzieś za krzakiem. Później zaczęłam łamać gryfy na siłowni, wyciskać sztangi, rzucać hantlami i coś drgnęło. Bicek trochę się zarysował, jakieś mięśnie wyrosły, dupsko nabrało kształtu, pojawił się cyc i nareszcie ludzie przestali wieszać na mnie swoje zimowe płaszcze, kiedy cicho stałam w kącie. Z chudzielca przemieniłam się w kobietę.

Zaczęłam również dbać o to, co wrzucam do garnka, ale bez przesady. Jednego dnia zjem pokrzywę, potrawkę ze szpinaku i koktajl z jagodami goji, a drugiego będę opychać się naleśnikami z nutellą, plackami ziemniaczanymi i deserem lodowym z polewą czekoladową, jeśli tylko najdzie mnie na nie ochota. Nie żałuję sobie. Nie daję się zwariować.

A w dzisiejszym świecie droga do dietetycznego, niby zdrowego oddziału zamkniętego bez klamek jest banalnie prosta. Normalny człowiek może pierdolca dostać. Serio. Z każdej strony zalewają nas nowinki na temat zdrowego stylu życia i właściwej diety, a każdy kolejny znawca lepszy od swojego poprzednika.

Pij mleko, będziesz wielki. Chwila, moment. To nie tak szło. Pij mleko, a będziesz kaleką! Ogranicz masło, bo szkodzi na serce. Jednak nie ograniczaj, bo nasycone kwasy tłuszczowe pomogą ci obniżyć ciśnienie krwi, plus masełko to witaminki. Nie żryj za dużo jajek, bo cholesterol ci skoczy. Jedz jajka, bo są mega odżywcze. Nie opychaj się chlebem, bo spuchniesz. Albo nie, jedz od dwóch do sześciu kromek pieczywa dziennie, bo tam jest błonnik, witaminy z grupy B i składniki mineralne. Uwaga na kawę, bo ta w niedzielę wypłukuje magnez, ale zaprzyjaźnij się z nią, to w poniedziałek pomoże ci zwlec się z łóżka i z uśmiechem przywitać nowy tydzień. Pamiętaj, że truskawki rosną w zgniłym powietrzu i uczulają. Nie jedz. Najlepiej zmiksuj, dodaj do koktajlu owocowego albo nałóż na twarz w formie maseczki, bo przecież tak naprawdę one dobre i dla zdrowia i dla urody. Zapomnij o soi, bo genetycznie modyfikowana może zrobić ci kuku. Jedz soję, bo jest dobra i zdrowa. Uważaj na czerwone mięso, bo cię zabije równie szybko jak chwila nieuwagi na światłach w tym samym kolorze. Albo i nie, naukowcy z Harvardu ustalili, że jego spożywanie nie ma związku z występowaniem chorób serca. Żryj śmiało. Do tego nalej sobie czerwonego wina, bo przecież ono zwalcza wolne rodniki, chroni przed miażdżycą i zawałem serca. Na zdrowie! Tylko zaraz, zaraz, czy zgodnie z ostatnimi drobiazgowymi badaniami, to nie jest kolejny mit? Lepiej wylej to wino, bo alkohol to samo zło. Nalej sobie szklaneczkę wody, tylko z butelki i uważaj, bo niektóre nie różnią się niczym od popularnej kranówy.

Dżizas Krajst!

Wystarczy mieć oczy i uszy szeroko otwarte, ślepo podążać za tym, co obecnie na fali, słuchać naukowców i mieć pewność, że na sam dźwięk słowa ‘zdrowie’ i ‘dieta’ porzygasz się zielonymi papryczkami. Mnie się robi niedobrze od samego myślenia na temat sprzecznych teorii, którymi jesteśmy bombardowani każdego dnia. Staram się, zamiast słuchać mądrych naukowców, którzy dziś mówią jedno, jutro zupełnie coś innego, wsłuchać się w siebie, w swój organizm i to, co mi burczy w brzuchu. Nie poddaję się panującym modom, bo mój zdrowy rozsądek mówi, że każdy potrzebuje czegoś innego, a to wszystko zależy od naszego zdrowia.

Kaśka pożre sześć kromek pełnoziarnistego chleba na zakwasie z dodatkiem pestek dyni i słonecznika i będzie cieszyć się, że ma tyle energii i siły, że wreszcie może wywalić swojego chłopa z mieszkania. Halina po trzech zjedzonych kawałkach, spędzi cały dzień na kanapie, popierdując w nią regularnie, zamawiając w necie Espumisan z wszystkich aptek w kraju. Trzeba zrozumieć, że to, co jest dobre dla Kaśki, może być szkodliwe dla Haliny. Baśka zje dwa kilo marchwi razem z zieloną natką i jej wzrok wyostrzy się, cera nabierze promienistego wyglądu, a Gośka po pięciu małych dostanie przebarwień na gębie takich, że własny chłop jej nie rozpozna i z łóżka będzie chciał ją wykopać.

Takie życie. U jednego sraczka, u drugiego zatwardzenie. U jednego faja z nosa, u innego zablokowany kulfon i problem z oddychaniem. U mnie wypadające włosy, u ciebie wysypka na dupie. U Grażyny wzrost energii, u Heńka nic, zero. A wszystko wynikiem zjedzonego jednego, tego samego produktu.

I nie chodzi o umiarkowanie w jedzeniu, a o rozpoznanie co ci służy, a co nie. Nie bądź głupi. Nie wieszaj się na haczykach dietetycznej dezinformacji. Niech specjaliści gubią się w dżungli nowinek, tego, co jest zdrowe, a co nie. Ty idź na spacer uzbrojony w zdrowy rozsądek.

Jedz, obserwuj, nie zdychaj – chciałoby się rzec.

P.S. Miałam w tym wpisie podać wam gotowy przepis na efektywne, naturalne schudnięcie, ale tak się rozpisałam na temat tych wszystkich głupot, które w nas wciskają, że sekret zdradzę wam niebawem. Uzbroicie się w cierpliwość.

4 Comments

  1. […] fast foodów zdarza mi się siegnąć po McDonalda, choć ostatnio co raz rzadziej. Słucham tego, co mi burczy w brzuchu i należę do grona tych szczęśliwców, którym owoce i warzywa naprawdę […]

  2. Coś w tym jest co piszesz. Mnie co jakiś czas dopada pragnienie bycia zdrową i piękną, więc rzucam się na wszelkie rzeczy, które niemal powszechnie uważa się za super zdrowe. I tak – kupuję pełnoziarnisty chleb na zakwasie, czy nawet, jeśli akurat okazja się trafi, zamawiam domowo pieczony u mamy. Ona zachwala go jako wspaniały na wszelkie trudności trawienne, wręcz pobudzający metabolizm…ja tracę apetyt na wszystko, gdy jem go dłużej niż 4 dni pod rząd. Albo razu jednego rzuciłam się na nowalijki – wiadomo, chlebek cienko smarowany masełkiem, na to rzodkiewka, pomidor, sałata, szczypiorek. Pyszności. Ale po dwóch dniach nie wiedzieć czemu kręciło mi się w głowie, miałam cały czas wrażenie, że nie do końca w pionie jestem. Czasem jest to kwestia umiaru i dobrego łączenia składników (pewnie nie miałabym zawrotów głowy, gdybym te zieleninę połączyła z jaką szynką czy tłustym serem…)

    • Bacha, odstaw nowalijki, przygarnij golonkę ;)
      Mam tak samo z chlebem pełnoziarnistym. Po dwóch dniach robi mi się od niego niedobrze i tracę apetyt na cały dzień.
      Dietetycy polecają pieczywo czerstwe, bo podobno łatwiej strawne, ale jakoś nie mam ochoty testować tej tezy na sobie. Zdecydowanie wolę świeże, pachnące, chrupiące, mniam.
      Nie ufaj nowalijkom. One jeszcze młode są, nie wiedzą, jak z człowiekiem trzeba się obchodzić ;) No i może napchane azotanami były?

      • Oj, mięso przygarnę zawsze chętnie :). Ilekroć z jakichś przyczyn zaniedbam jedzenie mięcha to kiepsko się to kończy dla mnie. Szczególnie dla poziomu mojej energii.
        A nowalijek już nie nadużywam. Traktuję jako przyprawę raczej niż główny składnik dań.
        Co do czerstwego pieczywa..no, niestety, ale ciężko mi się do niego przekonać. Jeśli jem – to jem starając się nie czuć smaku, bez przyjemności, byle szybciej. Największą przyjemność czerpię z jedzenia właśnie lekkiego pieczywka z chrupiącą skórką. A w moim przypadku jakość jedzenia ma wpływ na mój nastrój – niestety gdy jem z musu rzeczy, które mi nie smakują to chodzę poirytowana albo smutna (a najczęściej jedno i drugie na przemian) ;)

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Close