Kiedy kobieta kocha kobiete

– Co porabiasz? – nie wiem jakim cudem udało mu się do mnie dodzwonić. Zasięg w tej chałupie jest niczym punkt G. Niby gdzieś tam istnieje, ale ciężko go znaleźć.

– Zarządzam energią własną – odpowiadam.

– Czyli opieprzasz się z samego rana? – wyczuwam w Piotrka głosie nadmiar ekscytacji jak na tak wczesną porę.

– Po prostu nie tracę energii na zbędne rzeczy, oszczędzam siły – mówię ziewając i przeciągając się leniwie.

– To się nazywa opierdalanie.

– To się nazywa zarządzanie własną energią w celu zwiększenia efektywności na płaszczyźnie emocjonalnej bez tymczasowego wzbijania się na wyżyny własnej efektywności – nie pozwalam mu mieć ostatnie słowo.

– Skąd ty znasz takie określenia?

– Z książek. To coś takiego jak TV tylko dla mądrzejszych ludzi  – punkt dla mnie.-  Dostałam list – zmieniam temat.

– Od kogo?

– Od niej – odpowiadam.

– Od niej? – dopytuje Piotrek.

– Tak, od niej – powtarzam trochę ciszej i biorę do ręki pogniecioną kartkę zapełnioną jej słowami. Patrzę na liść spadający z gałęzi za oknem. Przecież do jesieni jeszcze daleko. Jeszcze nie pora na drzewa wznoszące do nieba swoje nagie ramiona…

***

Kiedy zobaczyłam ją po raz pierwszy na kursie , nie dostrzegłam piękna jej figury. Miała na sobie szare, lekko wyciągnięte spodnie od dresu i czarną koszulkę wypełnioną grafiką nietoperza z dużym żółtym logo Batmana. Weszła do sali z rękami w kieszeniach jak jakiś chuligan. Uśmiechnęłam się do niej.

Jednego dnia sprawiała wrażenie, jakby trochę wstydziła się swojego ciała, tylko po to, by drugiego niby przypadkiem odkryć kawałek łydki albo uda i poruszać się z wielką swobodą. Była w tym zachwycająca. Trochę nieśmiała.

Trzymała się na uboczu. Taki typ obserwatora. Od samego początku lgnęła do mnie. Nie miałam nic przeciwko. Powoli przyzwyczajałam się do jej towarzystwa. Bardzo ją polubiłam. Zwłaszcza te dołeczki, kiedy się uśmiechała. Można było w nie wpaść i pozostać tam na zawsze. Najpiękniejszy uśmiech świata.

Biegałyśmy razem na treningi, po których godzinami wylegiwałyśmy się pod krzakiem dzikiej róży, opowiadając sobie historie z przeszłości. Razem łączyłyśmy wszystkie wątki, zawiązując je na kokardkę. Zielonym sokiem z alg wznosiłyśmy toast za pomyślność spraw słusznych i przeklinałyśmy na głos wszelkie ewentualne niepowodzenia.

Widywałyśmy się regularnie. Od samego początku wiedziałam, że woli kobiety. Nie pytałam, po prostu to czułam. Potwierdziła moje przypuszczenia przy okazji opowieści o swojej byłej, którą poznała służąc w armii. Związek ognisty, z którego tryskały iskry, nie przetrwał próby czasu i odległości. Pamiętam dokładnie ten dzień. Siedziałyśmy na trawie, kilka gołębi pospiesznie zbierało okruchy z naszych wafli ryżowych. Wyskoczyła z takim wyznaniem tak niespodziewanie, że nie wiedziałam jak zareagować. Powiedziałam tylko ‘wiedziałam’. Dostrzegłam ten dziwny błysk w jej oku. A później wyjechałam na wakacje. Ona zaczęła mnie unikać. Jakieś dziwne nieporozumienie. Próba jego wyjaśnienia i wreszcie ten list.

***

– Chcesz mi go przeczytać? – Piotrek siedzi już obok mnie i pije chyba trzecią kawę.

– Chcę.

– Obiecuję, że nie będę robił głupich komentarzy – dodaje.

– Dziękuję – nagle jakoś tak poważnie się robi, ale może tak ma być.

***

Droga Agnes,

Są na tym świecie tacy, co zbierają znaczki, książki kucharskie, stare monety, jeszcze inni kolekcjonują stare mapy albo płyty winylowe. Każdy ma to, co lubi. Ja mam wspomnienia o Tobie. Byłaś i jeszcze przez jakiś czas będziesz powodem gorączki mojego serca i ciała.

Zamykam oczy i odtwarzam w myślach dawno  zapomniane obrazy. Ty owinięta ręcznikiem w damskiej szatni. Pachnąca bułgarską różą i brzoskwinią, pospiesznie wciskająca na swoje małe stopy buty na cienkim wysokim obcasie. To było w dniu waszej rocznicy. Pamiętasz? Mówiłaś, że zabiera Cię do tej francuskiej knajpy na Saskiej Kępie. Chciałaś być piękna dla niego, ale ja pragnęłam wierzyć, że ubierałaś się dla mnie. Poprosiłaś mnie o zapięcie zamka w sukience. Pamiętasz? Odgarnęłam Twoje włosy i chciałam złożyć pocałunek na twojej szyi. Chciałam zostawić niewidzialny ślad.  Chciałam Cię naznaczyć, zaznaczyć, poczuć. Wyglądałaś pięknie tego dnia.

Albo wtedy, kiedy szłyśmy na kawę latte wąskimi ulicami Starego Miasta. Chciałam wciągnąć Cię w tą bramę, wgryźć się w Twoje usta, ssać Twój język i pieścić Twoje krągłe piersi. Widziałaś to w moich oczach. Musiałaś to widzieć. Kiedy kobieta kocha kobietę, takiego uczucia nie da się zataić. Chciałam chwycić Cię za rękę i prowadzić ku nieznanym miejscom. Pragnęłam żebyś mi pozwoliła zasadzić inne szczęście pod Twoją skórą. Chciałam, żebyś była moja. Tylko moja.

Obserwowałam Ciebie. Lubiłam Twoje oczy, z tymi małymi chochlikami, budzącymi się do życia przy każdym dźwięku z zewnątrz. Pobudzałaś wszystkie moje zmysły. Zagarniałam cię wzrokiem, połykałam Twoje słowa. Kiedy siedziałyśmy blisko siebie, wchłaniałam Twój zapach, który na długo wypełniał moje piersi. Miałam kawałek Ciebie. W takiej postaci zabierałam Cię do domu. Byłaś we mnie. Oddychałam Tobą. Żyłam Tobą.

W moim sercu w różne strony przebiegało napisane drukowanymi literami, pogrubioną czcionką, Twoje imię. Myślałam o Tobie każdego dnia. Czekałam na wiadomości. Cieszyłam jak nastolatka, kiedy pisałaś. Smuciłam, gdy byłaś zbyt zajęta. Szukałam Ciebie na ulicy wśród przechodniów. Tęskniłam do Ciebie. Nienawidziłam cię, bo zaburzałaś moją równowagę i nienawidziłam go, bo zaburzał moje marzenia o Tobie. Zaburzał moje marzenia o nas. Lubiłam go, bo był Twoim mężem, a Ty przecież nie mogłaś wybrać źle. Byłam pełna sprzeczności.

A Ty? Kiedy spotykałyśmy się wzrokiem, próbowałam czytać Ci w myślach. Zawsze szybko pochylałaś głowę. Gdy podnosiłaś twarz, zawsze byłaś bogatsza o dwa rumieńce. Musiałaś mnie pragnąć. Kiedy dawałaś mi niezobowiązującego całusa na pożegnanie, czułam zapach pożądania. Pamiętasz tę nagłą wymianę spojrzeń, krótkie rozmowy, niby przypadkowe dotknięcia, zażenowanie? Gdybym była odważniejsza, silniejsza, mądrzejsza, zrobiłabym pierwszy krok. Rozpaliłabym opowieść w Twoim sercu. Opowieść o dwóch kobietach, które urodziły się, żeby spotkać się na moście marzeń. Ale ja nie z tych. Wolałam kryć się w ciemnościach ze swoim wstydem i stąpać po moście utkanym z tęsknoty, pragnień i niespełnionych nadziei, zupełnie samotnie, bez Ciebie. Wolałam wyć z bezsilności i wkurzać się na Ciebie z niewyjaśnionych, głupiutkich powodów. Wybacz. To było niemądre. Nie byłaś niczemu winna.

Droga Agnes, przypominam sobie Twój głos i cała drżę. Przypominam sobie Twoje słowa i drżę ponownie. Przypominam sobie Ciebie całą i przechodzą mnie dreszcze. Iskry przeskakują po moim ciele, a kiedy gasną, wypełniają mnie ciepłem wspomnień o Tobie. Muszę o tym wszystkim zapomnieć, żeby móc żyć dalej. Muszę zrozumieć, że jesteśmy zbyt podobne do siebie. Taka mikstura jak Ty i ja, kiedyś musiałaby eksplodować. Ktoś cierpiałby. Ja albo Ty albo On. Muszę zrozumieć, że jesteśmy jak te dwie linie równoległe, które zgodnie z zasadami geometrii, nigdy się nie przetną.

Muszę wyjechać. Opuścić to miasto. Pozbierać się do kupy. Wziąć się w garść. Odnaleźć szczęście bez Ciebie. Pamiętaj, że kochałam Cię i pragnęłam.

Twoja A.

***

Piotrek nic nie mówi. Ja powoli strzepuję rosę z rzęs. Z głośników dobiega ciche ‘Ne me quitte pas’. Nie opuszczaj mnie…  Za oknem kolejny list spada z drzewa. Jakoś wcześnie przyszła jesień tego lata.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Close