kiedy milosc odchodzi

18 lat temu, gdzieś w Bieszczadach, gdzie ci, którzy kochali, szukali ciszy w lasach pachnących zielenią, grzybem i szyszkami. Bohaterowie: Adam, niczym ten z rajskiego ogrodu i Ewa cierpiąca na wrodzoną nietolerancję fruktozy. Oboje świeżo po ogólniaku, z dyplomami, które pachniały czarnym atramentem. Wtuleni w siebie, zapatrzeni w niebo, otuleni ciepłym kocem, zakochani.

– Ty jesteś nie z tej ziemi – odzywa się Adam. -W twoich żyłach płynie miód, w twoich kościach płonie ogień, w duszy gra gwiezdny pył. Jesteś moim słodkim żywiołem, wiesz? – odgarnia jej pasmo czerwonych włosów i przylega do niej mocniej. Ona uśmiecha się. – Jesteś zupełnie inna niż dziewczyny, które znam. Zobacz, nawet gwiazdy rzucają na ciebie swój cień.

Adam poprawia wojskową latarkę zaczepioną na gałęzi smukłej brzozy.

– To są piegi, głupi ty –karci go Ewa, wtulając się w niego jeszcze mocniej.

– W kształcie gwiazd – dodaje on.

– Myślisz, że powinnam im posłać całusa?

– Gwiazdom? Czemu nie?! Gwiazdom też należy się! – Adam nuci biesiadny kawałek, przy którym jeszcze tydzień temu zdzierali struny głosowe na weselu jej kuzynki.

Ewa siada po turecku i zaczyna liczyć gwiazdy, zaraz później posyła całusa w eter. Taka była. Posyłała całusy gwiazdom, rozmawiała z ptakami, karmiła mrówki, tańczyła na środku ulicy, wierzyła w magię, marzyła o wielkiej miłości, takiej do grobowej deski.

– Ty nigdy nie dorośniesz. Nie pozwolę ci. Będziesz taka jak teraz. Zawsze… Moja… Na zawsze – powtarzał on, całując jej piegi, kąsając szyję, głaszcząc skórę pod bawełnianym materiałem, wdzierając lekko drżącą rękę w majtki kupione za pięć zeta pod warszawskim stadionem.

– Ale ja już jestem dorosła. Być dorosłym to być uczciwym ze samym sobą. Być uczciwym w tym czego chcesz i czego potrzebujesz. Być uczciwym odnośnie tego jak się czujesz i kim jesteś. Jestem dorosła. Wiem, czego chcę i czego potrzebuję.

– Czego?

– Ciebie.

Później las szumiał piosenkę o zakochanych co tylko siebie do szczęścia potrzebowali i kawałek ściółki leśnej, żeby umęczone miłością ciała odpocząć mogły.

***

18 lat później. Kuchnia Ewki. Z wysoką półką na książki kucharskie i wiklinowym fotelem przykrytym wełnianą narzutą. Miejsce, gdzie miłośnicy ciepłej michy siadają i przy kubku herbaty obserwują tych, którzy coś dla nich pichcą.

– Wycisnęliśmy z tego związku, ile się dało – mówi Ewka. – Sięgnęliśmy już dna. Tam na samym dole nie ma już nic dobrego. Nic. Kupa mułu, syfu i smrodu. Nie mogę tym dłużej żyć. Ja już go nie kocham. Ja już nie chcę z nim być – zapala papierosa, a ja patrzę na jej szare piegi, które w świetle lampki wyglądają jak plamy wątrobowe. Ma w oczach przeraźliwą pustkę.

Nie wiem, co powiedzieć. ‚Przykro mi’ brzmi jak fraza skradziona z poradników dla nieudaczników życiowych i rzucona zupełnie na odwal. ‚Nie jesteś jedyna’ wydaje się marnym pocieszeniem. Taka wygadana, a zawsze w sytuacjach jak ta mam pustkę w głowie i w gębie. Biorę Ewkę za rękę i mówię ‘rozumiem’. Przytulam ją do siebie. Jest mniejsza ode mnie, a ja do największych kobiet nie należę. Głaszczę po gęstych, kasztanowych włosach. Nie zadaję pytań. Nie gadam jak najęta. Przez tyle lat naszej znajomości nauczyłyśmy się, że czasami wystarczy posiedzieć razem w ciszy. Że to wielka sztuka umieć tak po prostu być ze sobą.

– Coś we mnie pękło wtedy, kiedy wywalił mnie z auta na środku ulicy w obcym mieście – odzywa się Ewka, a ja słucham, choć znam tę historię, choć słyszałam ją już nie raz. – Mężczyzna nie może robić czegoś takiego kobiecie. Nie może po prostu wykopać kogoś z auta tylko dlatego, że nie ma dobrego humoru, czy ochoty na rozmowę, dyskusję, słuchanie.

Pojechali razem do Wrocławia. Ewka poruszyła jakiś temat. Adam nie miał humoru, kazał jej się zamknąć. Ona nie posłuchała. Adam zatrzymał samochód na środku ruchliwej ulicy i kazał jej wypierdalać. Dodał jeszcze, że nie chce jej oglądać, nie chce jej słuchać i generalnie ma robić wyjazd z jego życia. Dokładnie takich słów użył. Ewka zdążyła tylko chwycić płaszcz. Za ostatnie pieniądze w kieszeni kupiła bilet powrotny do Warszawy. Z Adamem nie widziała się przez kilka tygodni, choć napisał do niej długiego mejla z przeprosinami jeszcze tego samego dnia. Że to poniżej jego godności, że to co zrobił było złe, że nie ma usprawiedliwienia, że przeprasza, że kocha i prosi i wybaczenie. Wybaczyła, choć nigdy nie zapomniała.

– Ja mu wszystko wybaczałam, ale już więcej nie mogę – Ewka gasi w połowie wypalonego papierosa i odruchowo odpala drugiego – Wybaczałam mu jego odzywki, jego kłamstwa, jego kurwy, które leciały w moją stronę, nawet tę rękę, która zawisła nade mną ostatnio – zaciąga się głęboko i przymyka oczy. – Więcej już nie mogę. Zniszczył moje marzenia. Wszystko się pojebało – dodaje urywanymi zdaniami. – A byliśmy tacy zakochani – ścisza głos, jakby wstydziła się tego uczucia, które kiedyś dzielili.

Mam ochotę zanucić stary kawałek Połomskiego „Kiedy miłość odchodzi, nie zatrzymuj jej siłą, nie przywróci nam słowik tego, co się skończyło.” Zamiast tego biorę głęboki oddech i przybieram poważny ton.

– Ewka, po prostu zadaj sobie jedno zajebiście ważne pytanie: czy tak sobie wyobrażałaś życie z nim – brzmię jak jakiś terapeuta za złotówkę. – Byliście młodzi. Mieliście plany, marzenia. Po drodze coś jebło, zdarza się. Teraz tylko co z tym dalej zrobisz. Bo to, o czym mi mówisz to patologia. Nie chcę którego dnia wyciągać noża z twoich albo jego pleców. – dosyć drastycznie maluję ich możliwości, ale tak to się zaczyna. Najpierw jajko, szklanka, talerz, później krzesło, nóż, co wejdzie pod rękę.

Tak ostatnio wyglądał ich kontakt. Spojrzenia, które mogły zabić, łacina podwórkowa, krzyki, awantury, kłótnie, rozbite szkło, słowa, które raniły albo obojętność przez którą można było odmrozić sobie serce. Żadnych czułości, rozmowy pełnej znaczenia, dobrego słowa, choćby najcieńszej nici porozumienia.

– Nie jesteś już tą osiemnastolatką – mówię, bo pamiętam, że tyle miała lat, kiedy poznała Adama. – Jesteś już dorosłą kobietą.

– Tak, a być dorosłym to być uczciwym ze samym sobą. Być uczciwym w tym czego chcesz i czego potrzebujesz. Być uczciwym odnośnie tego jak się czujesz i kim jesteś. – recytuje Ewka jakby to były słowa jakiegoś wiersza. –  Nie jestem dorosła. Nie wiem, czego chcę i czego potrzebuję. Wiem tylko, że już go nie kocham i nie chcę z nim być.

– Wiesz, czego nie chcesz. To wystarczy. To naprawdę wystarczy – mówię i mam nadzieję, że starczy jej siły na podjęcie właściwej decyzji.

Drzewa za domem przez cały czas szumiały piosenkę o byłych zakochanych, co tylko kawałek ostrego narzędzia potrzebowali, by móc przeciąć męczącą ich więź.

1 Comment

  1. Tekst jest tak dobry, że I can’t even.

    I nigdy nie sądziłem, że dojdę do takiego momentu, że któregoś razu też będę chciał męża wykopać z samochodu. Wydawało mi się to nieprawdopodobne. A jednak. Jeszcze do tego nie doszło, ale są momenty, że noga wędruje na hamulec. Co się dzieje z ludźmi w związku?

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Close