kintsugi

Mam kryzys wieku średniego. Jednego dnia chcę lecieć w Himalaje i dorwać robotę jako porterka, żeby tylko być blisko śnieżnych gigantów i tam oddychać pełną piersią. Drugiego dnia myślę sobie, że to jednak ciężka robota i decyduję się na rabowanie banków. Trzeciego dnia dochodzę do wniosku, że to jednak zbyt ryzykowne, a ja nie mam odpowiedniego doświadczenia w temacie. Czwartego mój tok myśleniowy zatacza okrąg i wracam do punktu wyjścia: nigdzie nie jadę, zostaję tu, gdzie jestem, ale skupiam się na tym co, mam, intensywnie trenuję i planuję kolejne szczyty, które gdzieś tam w świecie na mnie czekają. Piątego dnia dochodzę do wniosku, że chcę do Indii, do klasztoru albo do szkoły Czerwonych Czapek, gdzie doprowadzą mnie do porządku. Będę podróżować na latającym dywanie, jeść, modlić się i kochać. Szóstego mam nowy pomysł na życie: będę uczyć małe orangutany z Borneo pisać na maszynie, żeby zapewnić im lepszy start w dorosłe życie. Siódmego stwierdzam, że zainwestuję w przebranie pandy wielkiej i wyjadę do Chińskiej Republiki Ludowej, co by obserwować niedźwiadki w ich naturalnym środowisku. Był Grizzly Man, ja będę Panda Woman. Ósmego dnia stwierdzam, że zamiast pandy wolę jednak pandorę i myślę o jakimś kierunku artystycznym, który pozwoli na rozwinięcie własnej kreatywności.

Olśnienie przyszło jednak wczoraj wieczorem. Miało na sobie satynowe kimono w orientalny wzór, we włosach pałeczki do sushi i wiadro złotego pyłu w dłoni. Będziesz mistrzynią Kintsugi – powiedziało tonem nieznoszącym sprzeciwu. Kintsugi, kintsugi – powtórzyłam kilka razy pod nosem. Zapachniało kwiatem kwitnącej wiśni.

W tym miejscu na chwilę cofniemy się do XV wieku. Bo czemu nie? Wyobraź sobie, że jesteś sąsiadem Ashikaga Yoshimasa, szoguna. Któregoś ranka oprócz piania koguta, słyszysz również brzdęk rozbiajnej miseczki. Szogun jadł z niej priobiotyczną owsiankę dla zabieganych, kiedy niezdara strącił ją i zwalił na marmurową podłogę. Szogun bardzo lubił tę swoją miseczkę. Była bliska jego sercu. Współczesny szogun podniósłby skorupy, popatrzył na nie z żalem albo i bez i wyjebał do kosza. Ale nie Yoshimasa. Yoshimasa odesłał miskę do kraju jej pochodzenia (made in China) i poprosił o naprawę. Małe chińskie rączki odwaliły fuszerkę. Połączyły zbite kawałki w całość badziewnymi klamrami, które wzywały o pomostę do nieba wszystkich japońskich bogów estetyki. Brzydkie to było, no. Nasz szogun nie poddał się jednak. Znalazł odpowiednią osobę, która przy użyciu swoich magicznych sztuczek, nadała misce nowe, jeszcze piękniejsze życie. Sporządziła mieszankę na bazie laki, wypełniła pęknięcia złotem i dała początek Kintsugi, sztuce naprawiania.

Strasznie podoba mi się idea, która za tym stoi w odniesieniu do tego, co robimy dziś z naszymi relacjami. Przenieśmy się na chwilę do chwili obecnej, do TERAZ, do XX wieku i pomyślmy na chwilę o naszych związkach z rodziną, przyjaciółmi, z mężem, żoną, chłopakiem, dziewczyną, paprotką zwyczajną i chomikiem Geniem.

Zdradził mnie? Niech spierdala. Okłamała mnie? Pożałuje tego. Poróżniliśmy się? Musimy się rozstać. Doprawiła mu rogi? Wywalę sukę z domu. Ona chciała po bożemy, a on chciał od tyłu? Trzeba znaleźć nowych partnerów. Złamał mi serce? Nigdy więcej się do niego nie odezwę! Zawiodła mnie? Spakuję się i wyjadę. Pies naszczał po raz setny na perski dywan? Wywiozę kundla do lasu. Paprotka zgubiła wszystkie liście? Kupię w to miejsce szaflerę drzewkowatą. Heńka powiedziała o jedno słowo za dużo? Następnym razem zaproszę na kawę tylko Baśkę. Chomik Geniuś znowu śmierdzi? Wystawię małego skunksa na mróz, niech się wietrzy.

Łatwo przychodzi nam pozbyć się tego, co zbite, poranione i zepsute. Bo miarka się przebrała, bo z tego orientalnego piękna zwanego miłością nie zostało już nic oprócz kilka skorup leżących na podłodze, na które nawet pies z kulawą nogą nie chce naszczać. A potłuczone kawałki nadają się do jednego: do wywalenia. Nikomu nie chce się bawić w sklejanie, ratowanie tego, co kiedyś może i było bliskie naszemu sercu, ale teraz już tylko straszy pająki. Zbiłaś kubek? Kupisz nowy na allegro. Upadł talerz? W Ikei mają teraz promocję, dwa zestawy w cenie jednego. Rozsypała się waza od teściowej? Nareszcie doczekałaś się tego momentu. Chłopak nie spełnia twoich oczekiwań? Założysz nowe konto na Tinder.com. Nikt nie będzie dumał nad magiczną miksturą, która połączy zbite kawałki w całość.

Mało jest miłośników życiowego Kintsugi. Bo Kintsugi wymaga precyzji, chęci, cierpliwości, ale przede wszystkim czasu. Czasu na pozbieranie wszystkich kawałków i dopasowaniu ich do siebie, na precyzyjnym zlepieniu braków i wypełnieniem ich złotym pyłem. A my żyjemy szybko i wygodnie i mało komu chce się naprawiać rzeczy, które najłatwiej wywalić.

Tymczasem Kintsugi uczy nas jeszcze jednego. Że ta nowa waza, której ktoś dał nowe życie, że ten nowy kubek ze swoimi złotymi bliznami, że ta nowa miska popruszona złotym pyłem, nie rzadko jest piękniejsza od swojej poprzedniej wersji. Ma swoją historię. Ma swoją zranioną i zreperowaną duszę. Ma w sobie piękno istnienia i wolę przetrwania.

Tego samego wieczoru otwieram szawkę z ceramiką. Z drewnianej półki ściągam uszczypany kubek z Garfieldem, nadgryziony zębem czasu głęboki talerz, wyszczerbioną filiżankę, utłuczony dzbanek do parzenia herbaty. Wszystko leci do kosza. Trzeba wiedzieć, co naprawiać, a czego się pozbyć. To też sztuka.

2 Comments

  1. ……cool :) rusza mózgownicę przy kawie.Dzięki Agnes

    • Takie wolne przemyślenia spisane na serwetce, ale cieszę się, że poruszają szare komórki. Czasami trzeba po prostu zadać sobie jedno, zajebiście ważne pytanie: naprawić, czy wywalić?

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Close