podetne skrzydla

– Krzysiek powiedział, że jak mi nie wyjdzie, to on nas utrzymywać nie będzie. – Szlocha mi przez telefon moja znajoma, którą namawiałam na rozkręcenie własnego biznesu. – Chyba dam sobie z tym spokój. – Dodaje.

-Nic się nie bój. Wyjdzie. – Słowami wycinam narośl rakową na jej tkance samooceny i przeklinam w duszy wszystkich tych, którzy podcinają skrzydła innym.

Miałam kiedyś faceta. To był taki trochę kulawy związek, bo wszechświat rozdał nam pomieszane karty i kostki do gry z dwóch różnych planszówek. Pionki też nam się w pewnym momencie poplątały i pod koniec krótkiego, acz gorącego romansu, graliśmy kawałkami śmierdzącego sera i kością niezgody. Skończyło się na złamanym sercu, wybitej duszy, rozdartej planszy i wiadra żalu rozpuszczonego pod skórą. Tak było na koniec, bo początek był piękny.

Nie pamiętam, co mnie w nim zafascynowało, ani dlaczego właśnie ja rozbudziłam jego zainteresowanie. Jak teraz sobie myślę, to mam wrażenie, że byliśmy jak dwa poranione ptaki, które bardzo chciały latać i za wszelką cenę próbowały obok siebie, mając nadzieję, że jedno pokaże drugiemu jak rozwinąć połamane skrzydła. On z rozbitej rodziny, ja zawsze bujająca w obłokach, fanatycznie pragnąca miłości. Pamiętam, że kiedy mówił do mnie po francusku miałam gęsią skórkę za uchem. Nie rozumiałam ani słowa, ale skóra pulsował życiem, kąciki ust unosiły się do góry, a policzki wibrowały maliną. Napisałam też wtedy tysiące wierszy, miliony słów, żeby uspokoić oszalałe serce. Wypadają jeszcze dziś ze starej, dębowej szuflady.

Że coś jest nie teges zorientowałam się, kiedy zdobyłam dla niego cenne informacje, dzięki którym uzyskał pochwałę swojego dyrektora, a zaraz później przeskoczył na wyższe stanowisko. Pracowaliśmy w innych branżach, ale znałam się trochę na jego działce. Podsunęłam mu materiał, bo wiedziałam, że zrobi z niego świetny użytek. Chciałam mu zaimponować. Skurwiel nie powiedział nawet ‘dziękuję’, a w napisach końcowych nie wymienił mojego imienia, choć już wtedy nieoficjalnie dobierał się do moich koronkowych majtek.

Nie było wojny między nami, bo olałam temat, zarzekając się, że następnym razem będę zwracała większą uwagę na to, co komu mówię, dwa razy się zastanowię zanim zechcę się komuś przypodobać i generalnie nie dam się zrobić w balona. Mój błąd. Powinnam wytłumaczyć jak krowie na rowie, że to co zrobił to zwykłe chamstwo i jeśli zrobi tak jeszcze raz, to następnym razem ogolę mu jaja maczetą. Powinnam walczyć o swoje. Powinnam upomnieć się o swój udział w jego sukcesie. Być może w tamtym momencie miałam szansę zostać kimś innym, reżyserką o światowej sławie, wygrzewającą się pod Złotą Palmą, a później spacerującą z Oscarem pod ręką. Przeszło koło nosa. Facet obrósł w piórka, a ja postawiłam mur nie do przebicia.

Byłam w takim wieku, że nie uznawałam kompromisów, nie wierzyłam w czyściec, istniało albo niebo, albo piekło. Żadnego pomiędzy, albo białe, albo czarne, żadnych szarości. Młoda i głupia byłam. Facet próbował dobrać się do archiwum mojej wiedzy, licząc na kolejny tani sukces. Bawiłam się, udając, że coś wiem, że mam kontakty, że mogę mu pomóc, choć tak naprawdę oprócz tego jednego trafnego strzału, w dupie byłam i gówno widziałam. Bardzo szybko zrozumiałam z jakim ziółkiem mam do czynienia. Nagle zamiast słów fascynacji moją osobą, pojawiły się ciągle pytania o to i tamto. Znudzona i odkochana odeszłam. Teraz w innych majtkach szuka inspiracji i inne sutki ciągnie za pomysły. Z tego co wiem, całkiem nieźle sobie radzi.

Dziś patrząc na to z perspektywy czasu wiem, że nie zabolał mnie fakt, że koleś wykorzystał mój pomysł i nawet nie podziękował. Nie postawiłam sprawy jasno, więc nie mogę go winić za to, że nie czytał w moich myślach i nie wiedział, jakie miałam oczekiwania. Choć z drugiej strony inteligentny facet powinien potrafić docenić i wyrazić kilka słów uznania, które połechtałyby mnie w najdelikatniejszym miejscu mojego charakteru. Taki mądry i inteligentny, a jednak frajer. To nie zabolało jednak najbardziej. Bardziej zabolał mnie fakt, że dostrzegając mój talent, widząc, że jestem w czymś równie dobra jak on, nie próbował być moim partnerem, nie motywował, nie zasiał ziarenka, które mogło dać piękną roślinę, że generalnie miał wyjebane. Teraz wiem, że podciął mi skrzydła, które na szczęście dosyć szybko odrosły.

Bo podciąć komuś skrzydła można na kilka sposobów. Można stworzyć listę przeciw i na każdy pomysł wystrzelony w kosmos reagować negatywnie. Ja to nazywam aktywnym podcinaniem skrzydeł. Aha, ale ciekawe skąd weźmiesz na to pieniądze? Przecież ty tego nie potrafisz. Myślisz, że ludzie od razu będą chcieli to kupić? Może w innym kraju to by się przyjęło, ale nie tutaj. Chciałbym to zobaczyć. Nie wypali na bank. A kto się zajmie tym i tamtym? Ale zapomniałaś, że przecież to już na rynku istnieje. Jakoś tego nie widzę. Za duże ryzyko. Zobaczysz, utopisz wszystkie oszczędności. Ale nie masz przecież odpowiedniego lokum. Teraz jest tego za dużo. To już było. A może byś się zajęła tym, co potrafisz? Nie dasz rady. To się nie uda. Przecież ty tego nie potrafisz. Sama tego nie zrobisz. Nikt na to nie pójdzie. Bez sensu. A pomyślałaś o tym i o tym? A nie lepiej dać sobie spokój? Przemyśl to jeszcze. I krzyśkowe Jak ci nie wyjdzie, to nas utrzymywać nie będę.

Ale skrzydła można też podciąć, bez wyciągania noża. Można biernie upierdolić komuś lotki. To się dzieje wtedy, kiedy facet albo bliska osoba nie zachęci, nie powie czegoś pozytywnego, nie da ci sygnału, że w ciebie wierzy, nie skieruje cię w odpowiedniej chwili na właściwe tory. Generalnie totalnie oleje twój pomysł właśnie wtedy, gdy ty potrzebujesz słów otuchy i kilku deko motywacji. Nie zachęci, nie podsunie pomysłu, choć dostrzega, że jesteś w czymś dobry albo dobry stać się możesz, bo masz w sobie potencjał. Zwyczajniej w świecie nie podtrzyma cię na duchu albo zrobi tak, jak to zrobił mój kochaś. Weźmie, co mu dasz, nie podziękuje i jeszcze całe zasługi przypisze sobie.

Go for it! Zrób to! Jeśli nie ty, to kto? Pomogę. Uda się! Będzie dobrze. Wierzę w ciebie. Małymi krokami. Kiedy startujesz z tematem? Świetny pomysł! Super! I bardzo dobrze! Tak trzymać! Jestem z ciebie dumny! Cudownie! A dlaczego nie? Wspaniale! Jestem tu dla ciebie. Podzielam twój entuzjazm. Perfekcyjnie! Brawo, ty! Do boju! Byłabyś w tym świetna! Będzie super.

Takimi zdaniami chcę wylepiać swój świat. Takiego podejścia oczekuję od swoich bliskich. Nie zgadzam się na nic poniżej. Nauczyłam się mówić otwarcie: Nie podcinaj mi skrzydeł. Chcę żebyś mnie wspierał, popierał i był po mojej stronie. Nawet jeśli planuję łapanie leśnych żuków i przerabianie ich na biedronki. Chcę, żebyś we mnie wierzył, nawet wtedy, kiedy ja sama przestaję.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Close