Kopciuszek 2015

Nadmiar słodyczy szkodzi. W czasach, gdy każdemu wolno mieć własne zdanie, a Internet oferuje nieprzebrane połacie ubitej ziemi, gdzie od świtu do nocy ścierają się anonimowo przeciwnicy i zwolennicy dowolnej idei, to chyba jeden z ostatnich nienaruszonych bastionów. Zgadzają się z tym matki i teściowe, muzułmanie i katolicy, PiS i PO. Apelują lekarze, wtórują im dentyści, dietetycy, trenerzy i nauczyciele. Twórcy najnowszej hollywoodzkiej wersji Kopciuszka (2015) nic sobie jednak z tego nie robią.

– Przecież to bajka – obrusza się Piotrek, który z braku laku obejrzał i Kopciuszka.

Zgadza się. A Pięta Achillesowa to mit. Mimo to twórcy „Troi” zgrabnie z tego predykamentu wybrnęli. Odpowiedzialny za Kopciuszka Kenneth Branagh nawet nie podejmuje walki. Jego bohaterka jest nudna jak wyścig planktonu nocą i przez bite 105 szczerzy się sennie, jakby była na prochach. O, właśnie! Prochy! Jakże to by odświeżające było, gdyby faktycznie na prochach była. Gdyby spokojną toń klasycznej bajki zaburzyć nieregularnym w kształcie kamieniem. Gdyby wprowadzić pościg na ubitym trakcie w stylu Steviego McQueena. Scenę pełną dynamicznych ujęć, z parą buchającą z końskich nozdrzy, żwirem pryskającym spod kopyt i iskrami krzesanymi przez rozpędzone koła.

Gdyby do odgrzewanego po raz kolejny dania dodać świeże składniki: ciut politycznej niepoprawności, ciut nagości. Gdyby taniec Kopciuszka z księciem, był czymś oryginalnym, jak w „Magic Mike”, czy też w „Obłędnym rycerzu”. Gdyby to był choćby tradycyjny rock & roll. Nie żeby zaraz posuwać się do perwersji i czynić Kopciuszka ofiarą bardzo wizualnego molestowania ze strony złej macochy i przyrodnich sióstr, bo taką wersję zapewne bez trudu znaleźć można wpisując w google „Cinderella + porn”.

Ja wiem, że to kino familijne, ale nie ma powodu, by umniejszać inteligencję dzieci i wychowywać pokolenie upośledzonych, wbijając im do głowy frazesy w stylu:

– Nie ma nic za damo!
– Dobroć jest za darmo! (I znowu ten rozanielony wyraz twarzy, jak po zgrzewce valium)

Może jest, może nie jest. Kwestia dyskusyjna. Bezdyskusyjnie chce się natomiast rzygnąć tęczą na takie uwagi.

I jeszcze ten biedny książę, co w luksusy w pałacu opływa, nocami na świeżo krochmalonej pościeli sypia, a za dnia poluje na jelenie w okolicznym zagajniku, ale na ciężką depresję cierpi, bo chce się hajtać z miłości, a nie w celach taktyczno-politycznych. Chcesz się chłopie hajtać z miłości, to trzeba było świniopasem zostać, a nie na króla kandydować. Świniopas może się hajtać z kim chce. Świniopas nie ma na głowie rzeszy poddanych, którym zapewnić trzeba bezpieczeństwo przez polityczne unie. Poddani niekoniecznie chcą być najeżdżani przez większego sąsiada, bo księciunio chciałby pociupciać z naćpaną blondyneczką w zgodzie z Bogiem i sakramentem. Żony i córki lokalnych farmerów nie będą wybierać z kim pociupciają, jak armia rozochoconych najemników do wioski wpadnie. Gdybym to ja była królową i syn by mi taką rewelację na łożu śmierci zaserwował, to bym mu się nachylić kazała i ostatkiem sił w potylicę trzasnęła. A potem kazała oddać kasę włożoną w jego edukację.

Braku odpowiedzialności i ulegania chuci taki film dzieci uczy. Do akceptacji gównianej sytuacji i czekania na magię, którą w życiu trzeba sobie umieć wypracować. Do bierności zachęca, zamiast nakłaniać, by chwycić życie we własne ręce i być kowalem własnego losu. Bo za samą dobroć dobry bóg księciem w białym BMW z wtryskiem nikogo nie wynagrodzi.

Dwója na szynach panie Disney. Byłaby lufa, gdyby nie Cate Blanchett i ten woźnica z gęsim dziobem.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Close