kryzys wieku sredniego

– Ja chcę znowu być młoda! – Piotrek patrzy na mnie jak na nienormalną.

– Masz kryzys? – podpytuje, zamiast zapewnić, że jestem młoda, piękna i całe życie przede mną.

– Nie! Po prostu chcę być młoda! Tak jak oni! Chcę mieć znowu naście lat!

Patrzymy na młodych ludzi, siedzących na ziemi, podpierających ściany, czkających w kolejce pod prysznic. Był koncert pod gołym niebem. Były trzy dni skakania na główkę do rzeki alkoholu. Była pewnie trawka za krzakiem. Był pewnie seks, może pierwszy, może ostatni. Było totalne szaleństwo, trochę zapomnienia i zapewne kilka lekcji dorosłości.

– Chcesz mieć znowu pryszcze na dupie, prosić mamusię i tatusia o kasę? – Piotrek rozgląda się dookoła i kiwa z niedowierzaniem głową. – Smród, kiła i mogiła – dodaje. – Tylko popatrz na to bydło – wskazuje palcem dwóch kolesi.

Obaj na oko jakieś 19 lat. Blondyn z ogromną plamą na tylnej kieszeni spodni sprawia wrażenie kogoś, kto błędnie odebrał sygnał swoich zwieraczy odbytu i nie dobiegł do toalety. Wrażenie to pogłębiają portki zwisające na chudej kości biodrowej. Tylko ktoś odważny podejdzie bliżej i przekona się, czy w nich kupa, czy powietrze. Drugi patrzy na niego nieobecnym wzrokiem. Z kaptura w bluzie wystaje mu paczka papierosów i pusta (chyba) puszka po piwie.

– Też tak chcesz? – pyta Piotrek, podając mi kubek gorącej herbaty w papierowym kubku.

– Tak! Chcę iść na koncert pod gołym niebem. Chcę taplać się w błocie. Tańczyć w deszczu do białego rana. Drzeć się w niebogłosy, tracić głos i skakać przez płot w ucieczce przed samochodem policyjnym – nie słucham go w ogóle. Pozwalam sobie na monolog serca. – Chcę znowu się zakochać, najlepiej nieszczęśliwie! Płakać, szlochać, trwonić łzy! Chcę wyprowadzać na spacer swoje podarte serce i zaglądać do sklepów z pytaniem, czy mają nici, którymi mogę je zszyć.

– Ciebie porąbało!

– Pamiętasz jak to było kiedyś? Emocje parowały przez nagrzaną słońcem skórę, nawet zimną. Potrafiłeś zakochać się w dziewczynie tylko dlatego, że miała piegi w kształcie gwiazd. Pisałeś wiersze! A teraz? Musi być mądra, inteligentna, wykształcona, rozciągnięta jak joginka, biegle władać francuskim, mieć ogoloną cipkę, wybielone zęby, robić przysiady przy zmywaniu, mieć skończone trzy fakultety i historię zdrowia bez skazy do trzeciego pokolenia wstecz. A kiedyś? Mogła być histeryczką z problemami emocjonalnymi, na gigancie, z trzema złotówkami w kieszeni i chudymi jak patyki nogami. Wystarczyło, że liczyłeś jej piegi na policzkach i już było dobrze.

– Miałem wtedy 18 lat! Sam nie miałem wiele więcej oprócz piegów i to też skubane wyskakiwały tylko latem – odpowiada.

Kiedyś opowiedział mi o swojej pierwszej miłości. Była punkówą z długimi, gęstymi włosami. Ledwo skończyła zawodówkę, do której wysłali ją starzy, choć kiedy przystąpiła do testu badającego inteligencję, uzyskała wynik umieszczający ją w 2% populacji o najwyższym ilorazie, co z kolei kwalifikowało ją do zostania członkiem Mensy. Nigdy jednak nie opłaciła składki. Miała w dupie, co myślą o niej inni ludzie. Cierpiała na neurastenię, bezsenność i miała stany lękowe. Teraz takie jak ona omija szerokim łukiem. Razem z wiekiem zmieniły się jego wymagania.

– Piotrek, tylko spójrz na nich! Są głodni życia, zbuntowani, z marzeniami w nieładzie jak ich włosy po całonocnej balandze i jesteśmy my – zmęczeni, poddani, z marzeniami wypalonymi jak włosy po trwałej. Może nie do końca my. My się jakoś nie dajemy, ale nasi rówieśnicy?! Widzisz ten kontrast?

My, ludzie 21 wieku. Większość z nas nadgryziona zgniłym zębem rzeczywistości. Mamy piękne mieszkania na kredyt, w których nie ma miłości albo zapierdalamy w robocie od rana do wieczora, żeby móc ten kredyt wziąć i żeby starczyło na wkład własny, nie mając ani siły, ani czasu dla osoby, która zasypia obok nas. Nasze dni wypełniamy lekcjami matematyki. Jeśli kupię nowe kafelki do łazienki za 3 tysiące i tę nową lampę z Ikei za 1200, to już nie zostanie na ten dywan. Kalkulujemy, czy lepiej wysłać Zosię na kurs pływania, czy Pawełka na karate. Co bardziej się opłaca wakacje nad Bałtykiem, czy może wycieczka autem na Słowację albo do Chorwacji, nawet na kilka dni. Rację miał ten, kto powiedział, że matematyka jest nauczycielką życia.

Ratujemy się kolorowymi zdjęciami wrzucanymi na fejsa albo insta. Samych siebie chcemy przekonać, że mamy takie życie, jakie sobie wymyśleliśmy. Kolejne lajki robią nam dobrze i na chwilę zapominamy, że gdzieś tam za kolejną kartką kalendarza zdycha nasze kolejne marzenie. Odkładamy życie na później. Na przyszły rok, na kolejne wakacje, na święta, na ‘kiedy dzieci będą większe’, na ‘kiedy złotówka będzie lepiej stała’, na kiedyś. I kiedyś budzimy się nagle ze snu i widzimy życie z żoną, którą posuwa inny, dzieci o których życiu dowiadujesz się z ich profilu na fejsie, na który wchodzisz modląc się, żeby tylko nie zostawić po sobie śladu. Budzisz się stary, z hemoroidami wielkości śliwki, żałując, że kiedy byłeś młodszy, nie żyłeś wcale.  Żałujesz, że jej nie pocałowałeś, że nie zaprosiłeś do tańca, że nie wyjechałeś z nimi na wakacje, że nie walnąłeś wtedy temu kolesiowi w ryja, że nie spróbowałeś tych grzybków serwowanych ze szklanką kompotu, że nie ufarbowałeś włosów na czerwono. Żałujesz, że nie żyłeś.

Patrzę na kolesia, który na boso spaceruje dookoła drewnianego stołu. Kręci kółka po brudnej podłodze i ma gdzieś, że przeszło po niej jakieś tysiąc ludzi. Nie boi się! Nie boi się grzybicy stóp, potnicy, łuszczycy, wrzodów. My się boimy! My dorośli boimy się, że nam te stopy odpadną, jeśli nie wciągniemy na nie gumowych klapeczków z trzema paskami. My się boimy wszystkiego. I ten strach nas paraliżuje. Nie pozwala nam działać. A najbardziej boimy się opinii innych ludzi.

Chodzimy z kijem w dupie, bo nie wypada nam się uśmiechnąć, zapłakać, zaklnąć, zaśpiewać, pokazać, zrobić minę, być spontanicznym. Tak, nam ludziom w pewnym wieku nie wypada. Nam nie wypada. My nie powinniśmy. Ale jak to będzie wyglądało, ale co ludzie powiedzą? W twoim wieku? Czyś ty ocipiała z radości? Zachowuj się! Weź, przestań. Wszyscy się na ciebie patrzą. Głupia jesteś! Tak nie można! Ile ty masz lat? Wariatka!

Dociera do mnie, że jestem właśnie w tym wieku, kiedy się powinno, kiedy trzeba, kiedy należy. Dociera do mnie, że jestem na etapie totalnego buntu przeciw tym chorym zasadom, tego szufladkowania wiekowego.

– Ja tak, kurwa, nie chcę! – wykrzykuję.

– Skup się na pozytywach. – pociesza mnie Piotrek, a ja czuję, że za chwilę usłyszę coś głupiego. – Są tacy, którzy mają gorzej od ciebie. Ty przynajmniej nie musisz łapać swojej sztucznej szczęki przy kichaniu. Najlepsze jeszcze przed tobą – puszcza do mnie oczko.

Patrzę na Piotrka i chcąc nie chcąc zaczynam się śmiać.

– Ja już jestem po tej drugiej stronie górki! – krzyczę – Rozumiesz? A z górki zawsze jest szybciej. To dlatego ten czas tak zapierdala. Bo doszłam na szczyt, postałam tam chwilkę i teraz czas wracać. To nie zegarki powariowały, to nie kukułki dostały skrzydeł, to naturalne prawo wszechświata! Z górki nabierasz prędkości! Boże, ja umieram! – chyba trochę rozpędzam się w tych swoich przemyśleniach, ale dokładnie tak się czuję. Dociera do mnie, że nie będę żyć wiecznie, że się starzeję, że nie jestem już taka młoda.

Dopijam herbatę. Wracam do domu. Wieczorem szukam jakiegoś koncertu w okolicy. Pod gołym niebem, z bandą małolatów. Będę skakać do samego nieba, pić tanie wino pod chmurką i cieszyć się, że mogę.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Close