– Chcę kota – powiedziałam zupełnie poważnie, przeglądając zdjęcia na Instagramie. Spasiony kot rosyjski niebieski, a może kot brytyjski krótkowłosy (nigdy nie umiałam ich rozpoznać) wyciąga do mnie pazurki. Ma taką mięciutką mordkę. Tylko się zakochać i łapać za niego, dla niego myszy.

– A kto tym kotem będzie się opiekował, jak Ty będziesz w Himalajach? – Sprowadza mnie na ziemię chłop.

– Ty – odpowiadam bez chwili zastanowienia. Inteligentny facet, a odpowiedzi na tak trywialne pytanie się domaga.

– A może ja też będę chciał gdzieś polecieć w tym czasie – to brzmi trochę bardziej jak stwierdzenie, ale słyszę też taki nieśmiały znak zapytania. Taki znaczek. Maleńki, zakrzywiony haczyk wchodzi mi pod skórę.

– To wezmę go ze sobą. Będzie wspinał się razem ze mną. – Już widzę te nagłówki gazet “Pierwszy kot na Evereście”, “Zimowe wejście Kota na Broad Peak”, “K2 dla Kota”, “Kot na Południowej Ścianie Lhotse” To może przynieść miliony. – Kupię mu taki mini kask Petzla z otworami na uszy i małą kocią uprząż. Raków nie będzie potrzebował, bo koty mają pazury. Tylko czy koty dobrze znoszą wysokość? – zastanawiam się zupełnie poważnie. – Małe mają te płucka, to i zdolności pewnie marne, ale kto tam wie? Tyle wiemy o kotach, na ile ich sprawdzono.

Chłop patrzy na mnie z politowaniem. Przywykł do moich dziwactw, dziwnych pytań i tematów.

– Myślę, że dobrze dają sobie radę z wysokością, ale niekoniecznie z zimnem.

– No nie wiem, czy z tą wysokością dają sobie dobrze radę. Jak byłam mała, to taki jeden z sąsiedztwa wlazł na drzewo i później skurwiel nie chciał zejść. Weszłam po niego, bo miałkał przeraźliwie, strasznie, tak bardzo.  I jak już siedziałam na najwyższej gałęzi, to on skik, wziął i zeskoczył. Ja zostałam na tym drzewie. Nie mogłam zejść. Siedziałam i darłam się wniebogłosy. Ojciec mnie z tego drzewa ściągał, bo zawodziłam przeraźliwie, strasznie, tak bardzo. Widzisz więc, że nie mam dobrych skojarzeń ze słowami: kot i wysokość. – Przypominam sobie starą, płaczącą wierzbę na której, o ironio nazw, wszystko się wydarzyło. Kot płakał, ja płakałam, drzewo płakało i pewnie mój ojciec też.

– Z wysokością sobie poradzi. Najwyżej spadnie na cztery łapy. Tylko pamietaj, że koty bardzo, ale to bardzo tęsknią za domem. I nie lubią obcego żarcia, więc będziesz musiała nieść na własnym garbie puszki kociego żarcia, dokładnie takiego jakie jada w domu.

– Mleko jaka będę mu dawać. Podobno jest smaczniejsze, pożywniejsze i zdrowsze niż to pochodzące od krowy.

– Nie tolerują.

– No to liofilizowane żarcie – nie widzę żadnych problemów ani przeciwności losu. Dostrzegam tylko rozwiązania.

– Chujowo im idzie wiązanie pętli, a jeszcze gorzej rozwiązywanie supełków. I pamiętaj, że nie ma na rynku uprzęży pasującej na koci grzbiet. – spadają mi pod nogi słowne kłody. – I ciężko ci będzie znaleźć taki kask, o jakim mówisz. Może jaszczurka będzie lepsza?

– Chcę kota – niemal warczę. – Wyślę go na zimowy kurs turystyki wysokogórskiej. Tam nauczy się wszystkich pętelek, samoasekuracji czekanem, zdobędzie podstawy przetrwania i budowy jamy śnieżnej. – wymieniam podekscytowana. – Mogę sama zaprojektować uprząż na kocią dupę i mogę zamówić kask dla karłów i wiertarką wywiercić otwory na uszy. Ja po prostu nie chcę polegać na sąsiadach, kiedy będę w górach. – Mówię poważnym tonem. – Poza tym, zobacz jakie one są słodkie. – podstawiam mu pod nos zdjęcie brytyjskiego kota krótkowłosego. – Utuczę go. Bo one im grubsze, tym słodsze. – wpadam na kolejny genialny pomysł.

– Zwariowałaś?! – Chcesz żeby stękał i jęczał i marudził całą drogę na szczyt? Albo co gorsza, chcesz nieść takiego grubasa?

– Masz rację. Że też ja o tym nie pomyślałam. Dziekuję.

Muszę to narysować! – Pomyślałam.

Ja czasami zachowuję się jak dziecko autystyczne. Myślę obrazkami. Widzę wszystko. Krowę podpisującą dekret o wprowadzenie przymusowej konsumpcji steków w knajpach wegetariańskich, choć każdy wie, że nie jest to możliwe, bo takiego dekretu żadna z krów by nie podpisała. Dzika tańczącego tango, choć wszyscy wiedzą, że dzik euroazjatycki woli jednak poloneza prowadzić. Dzika w polonezie i czerwonym ferrarri też mogę zobaczyć, bo moja wyobraźnia nie zna granic. Nikt ani nic nie stawia mi barier, ani nie kreśli granic dla moich myśli. A w moich myślach w tamtej chwili był tylko kot…

Kot taternik, kot alpinista, kot himalaista, pierwszy kot zdobywca Korony Himalajów i Karakorum, kot członek Klubu Wysokogórskiego Kraków, kot lider kilkudziesięciu wypraw w góry Azji, Afryki, Europy i obu Ameryk, kot podróżnik.

Oto i on. Poznajcie mojego przyszłego kota.

kot himalaista

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Close