manifest glodnego serca

Tu mieszkanie, tu ściana, tu mieszkamy.
Tu mieszkanie, tu ściana, tu mieszkamy.
Tu mieszkanie, tu ściana, tu mieszkamy.
Ale jakby spojrzeć z boku…
Tu mieszkanie, tu ściana, tu mieszkamy,
Wszystko jakby marne, plastik…

Usmażyłam meble, wyprasowałam naczynia, nakarmiłam krokodyle i podlałam dywany. Zaparzyłam pokrzywę, bo podobno dobrze robi na włosy i z niesmakiem spojrzałam na jeszcze mokry, śmierdzący stęchlizną namiot. Przez dwa tygodnie nie miałam czasu, żeby coś z tym zrobić, to teraz płacę za lenistwo i brak organizacji. Namiot cuchnie mokrym powietrzem, grzybem i ogólnym syfem, mimo że już po pierwszym czyszczeniu.

Siadam na kanapie. Zmęczone dupsko wpada między miękkie poduchy. Ja wpadam w zadumę.
Mam 36 lat. Nie mam dzieci i nigdy nie będę ich miała, bo nie chcę. Nie mam też domu z ogródkiem i gankiem na którym rosną krwiste pelargonie, ani nawet małej kawalerki ze stadem karaluchów. Jakoś nigdy nie było to moim priorytetem. Mam jakiś obcy kawałek dachu nad głową i namiot. To wystarczy. Nie mam szybkiej fury, a auto którym jeżdżę pamięta ubezpieczenie od wikingów. Nie mam milionów na koncie, bo co zarobię, to…. Dzwonek do drzwi. Nawet nie mogę sobie w spokoju podumać.

– I co? Szczytowałaś? – słyszę od progu.

– Nie. Nie doszłam. Zabrakło czasu i sił – odpowiadam zgodnie z prawdą, choć zaczynam brzmieć jakbym się usprawiedliwiała.

– Szkoda! – słyszę w odpowiedzi i spojrzenie, które mówi „a jednak czasami i tobie coś nie wyjdzie’.

Zaprawdę powiadam wam nie zrozumie decyzji o odwrocie ktoś, kto nigdy tej decyzji nie musiał podjąć. Wyjazd w szwajcarskie Alpy był spontaniczny, zorganizowany na wariackich papierach i przypomniał mi, jakie to uczucie być w wysokich górach. Przypomniał mi też, że jakiś czas temu olałam swoje marzenie. A to takie nie w moim stylu.

W takich chwilach jak ta
Zawsze wyjście jest na brzeg
Stań na brzegu i znajdź
Swoje miejsce w tym co ma sens

– Wracam do planu zdobycia Korony Europy – mówię głośno, dumnie i wyraźnie. – Pierwszemu Polakowi, któremu udało się szczytować na wszystkich dachach europejskich zajęło to 14 lat i 7 dni. Ja się poddałam po 5 latach – mówię lekko wkurwiona na samą siebie, bo przez ostatni rok niewiele zrobiłam w tym kierunku.

– Ty nie możesz mieć normalnych marzeń, nie? – Anka zapada się w poduchach na kanapie.
Normalność. Jakie straszne to słowo!

– Tak, czasami myślę sobie jak fajnie byłoby mieć proste marzenia, kochać kawałek ziemi znany od dzieciństwa, podlewać pomidory, sadzić bratki pod płotem i bić schabowe dla całej rodziny, w grudniu lukrować pierniki, a na Wielkanoc malować jajka – mówię. – Zastanawiam się jakby to było, gdybym wrzuciła swoje dzikie serce do klatki i przyzwyczaiła się do ogólnie przyjętych norm społecznych. Urodziła dziecko, posadziła drzewko i umarła spokojnie.

– No właśnie. Umarłabyś, nie? – Anka czyta w moich myślach. – Byłabyś jak niektórzy ludzie, którzy umarli, choć nadal są żywi.

– Zdechłabym! – przyznaję Ance rację, a ta zaczyna wyglądać jakby odkryła właśnie drogę na skróty do raju. – Wiesz, miałam bardzo dobry start. Francuski Mont Blanc, austriacki Grossglockner, niemiecki Zugspitze, hiszpański Mulhacen, słoweński Triglav, słowacki Gerlach, a do tego jeszcze kilka mniejszych szczytów. I w pewnym momencie coś jebło. Ciągle było coś ważniejszego, a te góry mnie wołały, śniły mi się po nocach, mrówki na chodnikach układały się na ich kształt. I co z tym zrobiłam? Nic. Utopiłam swoje marzenie w kupie codzienności – nakręcam się w swoim monologu i nie daję Ance dojść do słowa.

Sama wiesz najlepiej
jak ze sobą żyć,
więc model samej siebie sklej
Zagnij i złóż na dwa
wzdłuż tych linii ciętych
równo na pół

– Ja nie chcę żyć poprawnie, nudno i przeciętnie! – krzyczę. – Chcę odwiązać liny, opuścić bezpieczną przystań i złapać wiatr w żagle. Rozumiesz to?

– Nie rozumiem, ale kontynuuj – mówi Anka, zajadając suszoną żurawinę.

– Chcę podróżować, śnić i odkrywać. Nie chcę trwać w codziennym marazmie od posiłku do posiłku, jak Burek ze schroniska. Chcę żeby niepokój pchał mnie w ten żar świata. Chcę chodzić wąskimi uliczkami i ganiać umykające cienie. Chcę tęczy w nocy i motyli na śniegu. Rozumiesz?

– Nie rozumiem, ale nie przerywaj sobie – macha ręką na znak, że mam kontynuować.

– Ja chcę mieszać motywy z najlepszych filmów i zszywać je ze skrawkami własnej rzeczywistości. Chcę coś tworzyć, kreować. Chcę wspinać się na największe góry, pływać w najgłębszych wodach, odwiedzać ukryte miejsca, schodzić z utartych szlaków, cieszyć się na widok słońca, liczyć spadające gwiazdy, kolekcjonować najpiękniejsze orgazmy, kochać, a kiedy sił zabraknie kląć i płakać. Rozumiesz?

– Nie rozumiem, ale dawaj dalej.

– Nie chcę żyć od dziewiątej do piątej. To nie dla mnie. Ten model szczęścia nie jest moim modelem. Ja jestem ulepiona z innej gliny i czuję, że dopiero teraz w wieku 36 lat nabieram kształtów. Nie chcę kolekcjonować zer na koncie. Chcę kolekcjonować pięknie wspomnienia. Chcę się śmiać, tańczyć na boso, spijać poranną rosę, krzyczeć wniebogłosy, że życie jest zajebiste. Chcę żyć! I dlatego lecę w Himalaje – kończę swój manifest wiecznie głodnego, dzikiego serca.

– Nie rozumiem. Himalaje to nie Europa – słusznie zauważa Anka. – Kiepska jestem z geografii, ale tyle to jeszcze pamiętam!

– Grecki i bułgarski szczyt za tydzień w ramach pracy nad projektem Korona Europy, a Himalaje w październiku, żeby znowu zacząć wierzyć w siłę marzeń – odpowiadam.

– Teraz już wszystko rozumiem – wiem, że nie rozumie, bo to nie jej bajka, ale jakoś jestem jej wdzięczna za ten komentarz.

Idę o drugi kubek pokrzywy. Namiot nadal mokry, ale zaczyna pachnieć lodowcem, mokrym śniegiem i nadzieją. Oddycham spokojnie. Dopóki są marzenia, ja żyję.

Pijane kawałki, wrzucone tzw. kursywą pochodzą z tekstów zespołu LemON, który z cytryną ma niewiele wspólnego. Posłuchajcie, bo dobry jest. Zwłaszcza kawałek ‚TU’. Dziękuję temu, który polecił. Cmok x

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Close