wizyta u kregarza

-I jak mi przystawił tę różdżkę do głowy, to ona zaczęła wariować. Mówię ci, od razu wyszło, że pod sufitem kuku na muniu i kółko graniaste. Odchylała się to w prawo, to w lewo, jakby ją tam jaki diabeł od ściany do ściany ciągnął. I powiedział mi jeszcze, że moje czakramy są otwarte i że dużo stresu, głównie z przeszłości – mówię podekscytowana wizytą u osiedlowego kręgarza.

Jakiś czas temu coś mi jebło w plecach. To było w trakcie ćwiczeń, z masą własnego ciała, bez dodatkowego obciążenia. Zwykły, najnormalniejszy przysiad. Taki jakich zrobiłam w swoim życiu miliony, biliony, a może nawet tryliony. Coś dosłownie zwaliło mnie z nóg. Przez chwilę myślałam, że jestem sparaliżowana i że widzę anioły, ale to był tylko design na koszulce babeczki, która ćwiczyła obok. Trening oczywiście dokończyłam, ale od tamtej pory coś było nie tak. Przez dwa tygodnie stękałam, marudziłam, ledwo poruszałam się przy użyciu parasola. Nie trenowałam przez jakieś dwa miesiące, co oczywiście odbiło się na mojej psychice, bo co tu dużo gadać, odbijała mi kolba. Jakoś niedawno wszystko niby wróciło do normy, ale po treningu siłowym z dużym obciążeniem stękam jak facet ze ściśniętymi jajami. Postanowiłam, że trzeba coś z tym zrobić.

– Idź do tego kręgarza. Niech cię nastawi. – powiedziała moja recepcjonistka, której ostatnio ulżył w cierpieniu. Jest właśnie na siłowni – dodała, sugerując, że nie ma co czekać, trzeba kuć żelazo póki gorące i umawiać wizytę, dopóki ja w ogóle chce dać się komukolwiek dotknąć.

– W boga nie wierzysz, w lekarzy nie wierzysz, to, kto ci ma pomóc, jak jesteś w potrzebie – usłyszałam w głowie słowa własnej matki i postanowiłam wszystkich zaskoczyć. – Uwierzę w kręgarza! – powiedziałam sama do siebie i podreptałam w stronę wschodzącego kręgu.

– To ty jesteś tym znanym kręgarzem? – puknęłam w plecy faceta w spranym, wyciągniętym tshircie.

– Nie. Pracuję jako kucharz – spojrzał na mnie zdezorientowany.

– Kucharz? – spojrzałam na niego zdziwiona tym, że facet się tłumaczy, że tak od razu rzuca wykonywanym, a może i wyuczonym zawodem.

– Tak, kucharz.

– A, to sorry. – wymamrotałam i zawinęłam się na pięcie, kiedy usłyszałam ‘Żartowałem. To ja’.

Żartowniś się znalazł.

Później poszło szybko. Umówiłam wizytę i o 6ej po południu leżałam na jego łóżku.

Najpierw był masaż. Wsadzam głowę w ten otwór w łóżku i staram się zrelaksować. Kręgarz masuje, kółka kreśli na moich plecach. Tu ugniata, tam uciska. Jest dobrze. Ciało poddaje się jego ruchom. Jest drugim masażystą w spodniach, w ręce którego się oddałam. Przypominam sobie pierwszego i jego wzwód, który poczułam na przedramieniu w połowie sesji. Do dziś nie wiem, czy powinnam to traktować jako komplement, czy brak profesjonalizmu. Mój kręgarz podchodzi do sprawy czysto zawodowo. Nie stęka przy tym, nawet się za bardzo nie męczy. Ugniata mnie jak ugotowane ziemniaki na kluski śląskie.

Jest mi dobrze. Lepiej niż dobrze. Niech ta chwila trwa wiecznie. Na kilka minut wyłączam kontrolę nad własnym ciałem i poddaję się energii kręgarza. Myślę, że taki to ma życie. Gdyby to odpowiednio rozegrał, to mógłby w ciszy dojść, spuścić się na plecy klienta i wmasować nasienie w jego skórę. Gdyby nie stękał, nie jęczał, nie dyszał, gówno bym wiedziała. Leżałabym sobie na brzuchu, z głową w dziurze, nieświadoma tego, co tam z tyłu się dzieje, a on, z diabelskim uśmichem, wmasowywałby spermę w moje plecy.

Liczę, że w głowie mojego kręgarza większy porządek niż w mojej. Że to jednak facet z zasadami, normami etycznymi, że żona wieczorem stawia na stole ciepłą strawę, a później rozkłada nogi i daje mu tak, że facet idzie do łóżka zaspokojony. Że nie strzelają mu do głowy takie poronione pomysły.

Czas na punkt kulminacyjny, czyli nastawianie, naprawianie i ogólny przegląd.

– Twoja lewa noga jest krótsza od prawej – powiedział jeszcze na siłowni, na której go odnalazłam. – To przez biodro. Tu z lewej uniesione, tu z prawej opuszczone. Usiądź na podłodze .

Usiadłam.

– Widzisz? – chwycił mnie za kostki i przyciągnął do siebie.

– No widzę – bo ciężko było nie zauważyć.

Dziwny jest ten świat. Czesiek miał rację. 36 lat żyjesz i nagle się dowiadujesz, że masz jedną nogę krótszą, a drugą dłuższą. Wiedziałam, że mam tak z cyckami, ale cholera wychodzi na to, że cała moja lewa strona jest mniejsza, krótsza, słabsza, lżejsza, po prostu gorsza. Gdyby nie mój silny charakter, to tutaj, na tej niebieskiej wykładzinie zaliczyłabym doła. Cała moje lewa połowa wpadłaby do niego i już nigdy się nie wydostała.

Mogłam spojrzeć na faceta i go wyśmiać. Mogłam poprawić pozycję i podważać autentyczność jego tezy. Mogłam zaprzeczyć, wykłócać się o słuszność swojej racji. Mogłam dyskutować. Mogłam krzyknąć ‘to nieprawda!’, ale zamiast tego zadałam mu tylko jedno, zasadnicze pytanie: Będziesz potrafił mnie naprawić?

I właśnie teraz, wymasowana, leżę u kręgarza, oczekując na swoją pierwszą w życiu terapię nastawiającą. I wiecie co? Mnie się to strasznie spodobało. Bo on mnie wykręcał na wszystkie strony, ugniatał tak, że zostawiał odciski swoich palców na mojej skórze, wyciągał w nieskończoność, przyciskał, rozciągał, przekładał jak szmacianą lalkę.

-Dużo stresu z przeszłości. Lewa strona odpowiada za przeszłość, prawa za przyszłość – mówi.

Chłopie, żebyś ty wiedział jakie cyrki w moim życiu się działy i dzieją – pomyślałam, ale nie powiedziałam nic oprócz ogólnego ‘Każdy ma dziś dużo stresu.’

– Chodź, sprawdzę jeszcze twoją energię.

Wyciągnął miedziane wahadło. Przystawił centralnie przed moim nosem. I się zaczęło. Wahadełko zaczęło wariować.

Każda żywa istota, każdy Heniek i każda Janina, każdy chomik o imieniu Zenek, a nawet każdy obiekt w naszym otoczeniu, emituje wiele promieniowań: magnetyczne, elektryczne, geopatyczne. I wiecie co? Natężenie tego promieniowania w mojej głowie musiało przekroczyć normę. Wahadełko napieprzało jak to w zegarze z kukułką. Mnie to śmieszyło, ale wina kręgarza bezcenna!

– Za dużo myślisz. Twój mózg za dużo pracuje. Jest zmęczony – powtarzał w kółko krótkie, pojedyncze zdania.

Chłop był przerażony. Długa fala i duża intensywność – takie jest promieniowanie w mojej głowie.

Przystawił różdżkę do klatki piersiowej. Trochę się uspokoiło. Zjechał niżej w okolice pępka. Zatrzymało się zupełnie. Przesunął jeszcze niżej. Nawet nie drgnęło. Moja wagina jest spokojna. Zaspokojona. Nic złego się tam nie dzieje. Niepewnie podstawił różdżkę pod nos i wahadełko zaczęło wariować ponownie. Jak wycieraczki samochodowe podczas najgorszej ulewy. Prawa, lewa, prawa, lewa, prawa, lewa… Na największych obrotach. Jak batuta najaranego dyrygenta orkiestry symfonicznej. Prawa, lewa, góra, dół… Prawa, lewa, góra, dół.

– Masz otwarte czakramy – mówi do mnie bez zbędnej ekscytacji.

– Czakraco? – pytam, choć czuję, że otwarte to już dobrze. Zamknięte – źle. Otwarty umysł, otwarte drzwi, otwarte pory, otwarta Rzeczpospolita, otwarta rozmowa… Wszystko kojarzy się z czymś pozytywnym. To musi być coś dobrego.

Przypominam sobie znajomą, która była zafascynowana medycyną Dalekiego Wschodu i potrafiła godziny całe opowiadać o energii, którą wdychamy, wydychamy, połykamy i znajdujemy. To ta sama z którą próbowałam medytacji. Mówiła, że kręgosłup to drzewo życia, kamień węgielny naszego zdrowia, że to czysta energia.

– Kręgosłup jest drzewem życia, arbor vitae– mówi mój kręgarz. – Wzdłuż niego leżą główne czakramy, czyli punkty wymiany energii. Twoje są otwarte. To dobrze.

Wyobrażam sobie piękne drzewo. Jesion z podłużnymi, spłaszczonymi tarczkami które jako dziecko otwierałam i przyklejałam na nos. Wyniosłe gałęzie, lancetowate, ostro ząbkowane na brzegach liście. Nie zgniecione przez człowieka, nienaruszone przez wiatr, niepołamane, sprężyste i otwarte na świat. Tak jak moje czakramy.

Czyli jednak miałam rację. Takie małe, a cieszy. Jedna noga krótsza, jedna dłuższa, w głowie kuku na muniu, ale przynajmniej czakramy otwarte. Zawsze mogło być gorzej.

– Nad czym się tak zamyśliłaś? – pyta chłop, kiedy już wymasowana, wyciągnięta, wyprostowana siedzę wygodnie w fotelu i popijam herbatę ziołową.

– Jak to by było z kręgarzem…..

Jestem pewna, że dokładnie w tym momencie wahadełko na półce kręgarza drgnęło.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Close