Mroki Jaroslaw Borszewicz

– Czytam i płaczę z nadmiaru piękna i żalu, że ja tak nie potrafię – stukam w komputer i pociągam nosem. – To jest napisane takim językiem, że chcesz łykać każde słowo i żuć jak donaldówkę, wyssać z niej smak, a później zużytą przykleić pod szkolną ławkę, żeby jeszcze woźna mogła się nią nacieszyć. Dziękuję za polecenie. Nie znałam, a to prawdziwa perełka. Moje klimaty! – kontynuuję i zanurzam nos w książce.

Zjadam każde słowo. Wyciągam z niego najlepsze wartości odżywcze. Mielę językiem. Delektuję się każdym kęsem. Jezzzzu, jak to smakuje. Idealne połączenie poezji niedomówień, zabawy słowem i tajemnicy łączenia słów w jeden spójny tekst. Jest zabawnie, czasami mrocznie, romantycznie i zdecydowanie inaczej, czyli tak jak lubię najbardziej.

– Więcej takiego czytania chcę! Więcej! Polecaj! Rzucaj książkami! Bombarduj tytułami! Zalewaj cytatami! Chcę więcej. Od dziś jesteś moim kanclerzem nadwornym, duchowym przewodnikiem, książkowym drogowskazem, nazwij się jak chcesz – wysyłam kolejną wiadomość do tej, która książkę mi poleciła. – Teraz będę chorować na te jego wiersze o miłości. W ogóle to chyba go odnajdę i zrobię mu loda albo przynajmniej uścisnę dłoń serdecznie. Uważasz, że to dobry pomysł?

Ja to wiem, jak sprowokować natychmiastową odpowiedź. Magiczny zwrot: zrobić loda. Jak się okazuje, działa nie tylko na faceta. Ta, która poleciła książkę, odpisuje po sekundzie.

– Ale o kim ty mówisz? Jakbyś dopisała, komu będziesz robić loda, to by było cudownie. No i dobrze, że jestem nadwornym kanclerzem, a nie np. błaznem. Byłoby gorzej.

Nie zdążyłam odpisać, a kolejna wiadomość wyświetla się na ekranie.

– Aaaaa, Mroki. No, książka jest zdecydowanie oryginalna.

No jest. Oryginalna, inna niż wszystkie, niezwykła, jedyna w swoim rodzaju. Od pierwszej strony wiesz, że właśnie zaczynasz doświadczać uczty i najpierw lecisz do łazienki, bo przypomniałeś sobie, że masz nieumyte łapy, a zaraz później chcesz, żeby świat o tobie zapomniał. Zamawiasz materiały do izolacji akustycznej ścian, wyciszasz chałupę, eliminujesz wszelkie pogłosy, wyłączasz telefon, zasłaniasz okna i pogrążasz się w mroku, a raczej w Mrokach.

Popieprzona – taka była moja pierwsza myśl. Nie wiem, co autor bierze, ale ja też chcę – taka była druga. Trzeba o tym napisać na blogu – taka była trzecia.

Mroki nie są dla wszystkich. Zdecydowanie nie dla tych, kórzy zatrzymali się na poziomie elementarza pierwszoklasisty i dla których metafora to nieprzyjemna choroba zakaźna, którą trzeba leczyć. Mroki to uczta dla wybranych. Mroki to pisanie, które zostaje w tobie, żyje w tobie, nie opuszcza.

Zresztą nie będę jak ta dziunia w Sephorze, co przez dwadzieścia minut nawija o właściwościach nowego kremu z wyciągiem z żabich cipek, zamiast po prostu dać próbkę. Przetestujcie sami.

3… 2… 1… START!

Gdyby mi ktoś powiedział:
– Idź do parku
i siedź tam dwa lata,
a po dwóch latach
Ona przyjdzie na spacer z psem,
Ale będziesz ją widział tylko przez minutkę…
To pobiegłbym do tego parku
i czekał dwa lata!

***

W dorożce.
Kobieta i mężczyzna.
– Ty wiesz, że ja kiedyś całowałem listy od ciebie? – mówi mężczyzna.
– A teraz?
– Teraz drę je bez przeczytania.
– Niewielka różnica. I wtedy, i teraz wysyłam ci puste koperty.

***

Każdej nocy umiera się inaczej.
Z poniedziałku na wtorek umiera się lacrimoso,
a z wtorku na środę staccato.
Ze środy na czwartek kona się crescendo,
A z czwartku na piątek – legato.
Z piątku na sobotę zdycha się leggiero,
A z soboty na niedzielę – cantabile.

Każdej nocy umiera się inaczej
I każdej nocy umiera się tak samo.
Czasem tylko
– na przykład z niedzieli na sobotę –
to się tak umiera,
jak gdyby miało się żyć wiecznie.

***

List ekspres od Moniki.
Wracaj!
Wszędzie tam, gdzie cię nie ma,
Jest mi ciebie za dużo.

***

Wiktor:
– Zawsze, w każdych okolicznościach zadaję sobie pytanie: co dalej? I jeżeli potrafię na nie odpowiedzieć, to żyję i jest dobrze. Ale od trzech lat poruszam się po życiu brajlem i błąkam się jak qrwa po kościele!

***

Wiktor:
-Byłem w synagodze, cerkwi, meczecie i kościele. Taki teścik zrobiłem. Myślę: zobaczę, gdzie będę odczuwał największy spokój, taką religię wybiorę. Ale wszędzie wqurwienie takie samo!

***

Pamiętasz, Nieobecna…?
– Ciekawa jestem, co byś zrobił, gdybym odeszła od ciebie? – zapytałaś.
– Nie wiem. Podobno wielka miłość zaczyna się dopiero wtedy, jak się kończy. Ale pewnie przez jakieś trzy godziny myślałbym o samobójstwie.
– A później?
– Przez trzy dni bym pił.
– I co dalej?
– A przez trzy miesiące śniłabyś mi się raz na kwartał.
– Mroczna ta nasza miłość – szepnęłaś. – Tak jakby Pan Bóg w nocy ją wymyślił…

***

Posłuchaj, Nieobecna… Złapałem się na tym, że nie ma takiej godziny – co tam godziny, minuty takiej nie ma, żebym o tobie nie pomyślał. A co myślę? W jednej minucie, że cię kocham, w drugiej, że nienawidzę. Kolejność przypadkowa. W jednej, że bez ciebie ani kroczka, w drugiej, że przy tobie stoję w miejscu albo nawet, że się cofam. W jednej, że ogień, w drugiej, że woda… I tak bez przerwy. I od tego myślenia już mi się wszystkie sprawy – wszystkie razem i każda z osobna – potasowały… Zbłądziły mi się końce i początki, biele i czernie, przestworza i grudki ziemi… Ani co dobre, ani co złe – nie wiedziałem, Nieobecna. Ot, klasyczna nienawimiłość.

***

Wiktor:
– Szukam świata.
– Jakiego znowu świata?
– Nie wiem dokładnie. Ale innego, zupełnie innego niż ten, w którym żyjemy.
– Szukaj.
– Musi, musi być gdzieś taki świat, w którym jedna jaskółka czyni wiosnę.
Pauza.
– W którym szewc chodzi w butach.
Pauza.
– W którym, jak cię widzą, to dzień dobry.
Pauza.
– W którym człowiek człowiekowi człowiekiem…

Mroki, Jarosław Borszewicz, wydawnictwo ISKRY

***

Update: Właśnie znalazłam w necie informację o śmierci autora. Chciałam tylko zamówić ‘Pomroki’. Bo skoro facet tak pięknie pisał o śmierci, to ciekawa byłam jak pisał o miłości. A tu klepsydra i zawiadomienie o uroczystości pogrzebowej 8ego czerwca 2016 w kaplicy cmentarnej w Łasku. Myślę sobie ‘jakiś żart’, taki wyrwany z niezapisanej jeszcze strony „Mroków’, ale nie… Borszewiczowi nie udało się zrobić kostuchy w ciula. Wkurw pomieszany ze smutkiem, rzucone w probówkę z mieszaniną tlenowodorową. Tak się czuję. I tyle ode mnie. Przeczytajcie Mroki. Nie dla mnie. Nie dla autora. Dla siebie.

1 Comment

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Close