Nastaw budzik na seks

– Desperackie czasy wymagają desperackich posunięć! – mówi Piotrek, akcentując ostatnie słowo i unosząc przy tym znacząco brwi.

– Czyli ty zgadasz się z tymi bzdurami? – Podskakuję bliżej niego i wyrywam mu wakacyjne wydanie Women’s Health, które przed chwilą sama podsunęłam mu pod nos. Mam ochotę walnąć go tym magazynem w łeb.

„Zapracowanie, zmęczenie zawodowe i stresy to główne przyczyny seksualnej abstynencji związków – twierdzi dr Rachel Needle z Center for Marital and Sexual Health of South Florida. – Dlatego jestem zdania, że seks należy sobie zaplanować.” – czytam.

– A ja śmiem twierdzić, że panią doktor troszeczkę pojebało  – dodaję. – Zaplanować to sobie można wakacje albo niedzielę wolną od pracy i też nie masz pewności, że coś tam po drodze ci nie wyskoczy i wszystko pójdzie zgodnie z planem. Seks to nie jest zadanie do wykonania.

– Ja uważam, że to doskonały pomysł!  Ty też powinnaś zacząć nastawiać budzik na seks, bo ostatnio chodzisz podkurwiona – wykrzykuje Piotrek, czując mój monolog nadchodzący wielkimi i długimi zdaniami.

– To przez tą dietę! – tłumaczę się.

– Nastaw budzik! – podpowiada.

– Chłopie, zlituj się! – reaguję chyba zbyt agresywnie. – Samo nastawienie budzika kojarzy się z przykrym obowiązkiem. Wiesz jak bardzo lubię latać, wiesz. Mogę mieć w planach smażenie poślada w gorącym słońcu albo zdobywanie kolejnego szczytu, ale jak muszę być na lotnisku o chorej godzinie, np. 4.30, to mam ochotę skopać tańczącego kundla. – Piotrek patrzy na mnie i nie wierzy w to, co słyszy.

– Żartowałam. Kundle nie tańczą! – wyjaśniam i otwieram okno. Duszno tu jakoś.

– Przecież piszą, żeby zmienić dźwięk budzika, żeby nastawić inną melodyjkę. W ten sposób wymazujesz pejoratywne skojarzenie  – Piotrek tłumaczy, myśląc chyba, że mam problemy z czytaniem ze zrozumieniem.

– To nie wystarcza! To nie wystarcza w sytuacji, kiedy człowiek chce spać. Nieważne czy to będzie Mozart, Rihanna, dźwięk sierpniowego deszczu, lipcowego wiatru, pierdu wiewiórki, porannego siku, brzdęku jajek – wyrzucam siebie nazwy dzwonków, które być może istnieją tylko w mojej chorej wyobraźni.

Piotrek unosi rękę niczym policjant na skrzyżowaniu z niedziałającą sygnalizacją świetlną. Wie, że jak się rozkręcę, to mogę tak w nieskończoność. Zamykam się na chwilę.

– Tak samo jest z robotą. Nie wiem, jak bardzo mogę lubić, to co lubię, ale jak mam zrywać się o świcie, żeby zacząć na czas, to flaki mi się przewalają. Rozumiesz? – pytam, ale nie daję mu szansy na odpowiedź. –  Nie chcę utożsamiać dźwięku budzika, jakiegokolwiek dźwięku, który do tej pory wiązał się z ‘muszę wstawać’ ‘pora zrobić to i tamto’ ‘ale mi się nie chce’, ‘kurwa, budzikom śmierć’, ‘jeszcze pięć minut’, ‘pierdolę, nie wstaję’ z czymś tak przyjemnym jak seks. Bo seks to ma być przyjemność, a nie pieprzony obowiązek! – niemal wykrzykuję ostatnie zdanie, bo jestem już podirytowana.

Jestem na diecie niskowęglowodanowej (choć nigdy nie byłam na żadnej), chodzę ciągle głodna (żadna nowość), wkurwiam się, że adidas obiecał dostarczyć mi gacie do biegania w przeciągu 4-5 dni i nie wywiązał się z obietnicy i jeszcze teraz czytam takie bzdury.

– Przesadzasz. Mówisz tak, jakby trzeba było ten budzik nastawiać na przynajmniej dwie godziny przed czasem. Bądźmy szczerzy, w większości związków wystarczy nastawić budzik na trzy minuty wcześniej i jeszcze po całych porannych igraszkach zostanie minuta na drzemkę  – Piotrek zaśmiewa się w głos ze swojego dowcipu.

Ciężko mu nie przyznać racji. W takich czasach żyjemy. Faceci udają orgazmy, kobiety grę wstępną, prostytutki cierpią na ból głowy, a na sam seks trzeba teraz nastawiać budzik. Świat zwariował.

Piotrek wyciąga z kuchennej szafki paczkę malinowych delicji wedlowskich. Spogląda na mnie. Odkłada delicje na miejsce. Rozumiemy się bez słów.

– Bo wy kobiety zaraz się martwicie, że z paszczy wali wam jak z murzyńskiej chaty, zapominając, że możecie oddychać w poduszkę, a nie w twarz faceta, że nie macie tapety na sobie, że jest za jasno, że worki pod oczyma i mały wągier na czubku nosa też będzie domagał się pieszczot.

– Piotruś, kurwa, mówimy o związkach, które mają za sobą kilka lat doświadczenia w pożyciu. O związkach, które na co dzień borykają się z problemem papieru toaletowego nieodrastającego na uchwytach i brudnych gaci nielewitujących do pralki. Wiesz mi, nie oddech tu jest problemem i nie brak makijażu. To nie o seks o poranku, tylko o nastawianie budzika na seks chodzi! O sam fakt traktowania seksu jako zadania do wykonania. A gdzie namiętność? Gdzie pożądanie?

– Obudzi się kilka minut po tobie, don’t you worry – zapewnia mnie Piotrek jakby posiadał certyfikat Polskiego Towarzystwa Seksuologicznego i lata doświadczeń w nastawianiu budzika na bzykanie.

– Właśnie nie, Piotruś! Pożądanie nie da się wyregulować! To nie jest szwajcarski zegareczek, który wystarczy nakręcić kilka raz i już będzie pani zadowolona do końca życia albo przynajmniej do upływu terminu gwarancji. Pożądanie zależy od naszego samopoczucia, od poziomu zmęczenia, od naszej kondycji fizycznej, od całej bandy hormonów  i tego ile stresu i zmęczenia wzięliśmy na klatę poprzedniego dnia  – biorę oddech. – Podam Ci przykład. Jeśli ja w środę zrobiłam tyle przysiadów, że prawie szwy mi na dupie poszły, do tego w pracy miałam wizytę japońskiej komisji, których przedstawicieli próbowałam zrozumieć, ale nie wychodziło, szef znowu niedopieszczony, to zamiast na pieprzenie będę miała ochotę na duszenie. Własnego faceta! Jego własnymi skarpetami albo gaciami, albo górą od piżamy, albo sznurówką, albo kablem od lampki nocnej, albo poduszką, albo paskiem, albo prześcieradłem, albo kablem wysokiego napięcia, albo włosem, albo…

Piotrek unosi jeszcze raz dłoń, tak jakby chciał powiedzieć, że już wystarczy, już dość, już zrozumiał przesłanie.

– Albo nicią dentystyczną! – dodaję, bo nagle przypominam sobie, że trzymam jedno pudełko na stoliku przy lampce nocnej.

– Czyli Agnes uważa, że nastawianie budzika na seks jest chujowe  – Piotrek poprawia okulary na nosie. – Interesujące – mówi tonem terapeuty, który w piwnicy swojego domu przeprowadza niecne eksperymenty.

– Tak.

– I jakie rozwiązanie pani proponuje?

– Lepiej spędzić trochę czasu wspólnie i poczekać na lepszy moment. Zaplanować nie seks, ale wolny czas dla siebie. Bez wrzeszczących bachorów, bez rodziców, teściów, szefa żyjącego w twoim gmailu i akwizytorów pukających do twojego życia. Wtedy przyjdzie odpowiednia chwila i wróci chęć na bara bara, nawet jeśli tej chęci wcześniej nie było. Robisz notatki?

– Nie. Piszę do tego centrum z Florydy, żeby zwolnili Rachel, a zatrudnili ciebie.

– Głupi jesteś – rzucam. Patrzę na zegarek. – Muszę spadać. Obowiązki wzywają. – dodaję.

– Nastaw budzik na seks! – krzyczy w moją stronę, a echo biegnie po korytarzu szybciej niż ta Etiopka, co pobiła ostatnio rekord świata na 10km.

***

W domu podaję szczegółowej analizie sprawę z budzikiem. Rozbieram ją na czynniki pierwsze, a potem jeszcze rozwalam na atomy.

Bardzo ciężko jest sprostać współczesnym ideałom partnerstwa. Zgadza się. Nie jest lekko. Trzeba być pięknym, mądrym, młodym i bogatym. Czytaj: harówka od białego rana do ciemnej nocy, weekendowe kursy, szkolenia po godzinach, zaawansowany kurs niemieckiego w biznesie i hebrajskiego dla początkujących, darmowe webinaria i spotkania z ludźmi, na widok których chce ci rzygać. Żarcie z plastikowych pudełek pośpiesznie odgrzewane w mikrofalach albo odwrotnie – sto kotletów uformowanych w jeden poranek. Stres na pierwsze śniadanie, sraczka nerwówka w porze obiadowej i jeszcze bełcik w toalecie na wieczór, bo trzeba było wygenerować zysk, ale trochę nie wyszło. No i jeszcze trzeba lecieć na jogę, pilates, zajęcia z kickboxingu, pobiegać, poskakać, pokopać, zaliczyć spotkanie z dietetykiem, kosmetyczką i fryzjerem. No i jeszcze książka, kino i teatr, żeby w towarzystwie nie wyjść na takiego, co cierpi na zgąbczenie mózgu.

Zgadza się. Jest chujowo. Zbyt dużo od siebie wymagamy, zatracając przy tym wiekowe wartości. Ciągle chcemy być lepsi od kogoś, inni, tak jakby bycie człowiekiem już nam nie wystarczało. Ciągle nie mamy czasu. Ciągle jesteśmy zmęczeni. Nie mamy ochoty. Nawet na seks.

I wtedy pojawia się rozwiązanie, któremu ja mówię ‚nie’. Bo nastawienie budzika na seks to nic innego jak zadaniowe podejście do tematu. I nieważne czy jest to 5.30 rano, dziesiąta zaraz po niedzielnej mszy, czy 19.00 podczas dobranocki, kiedy dzieci zajęte. Bo jeśli seks staje się zwykłym zadaniem do wykonania, takim, który odhaczamy na liście rzeczy do zrobienia, to traci swoje znaczenie. Seks ma być naturalny. Nieważne czy ostre rżnięcie, czy czułe kochanie, szybki numerek, czy leniwe bzykanie (Nawet nie czuję, że rymuję!). Ma być zgodny z tobą. Z twoimi wewnętrznymi pragnieniami i twoim samopoczuciem. Seks ma przynosić radochę i frajdę. A do tego trzeba się wyluzować… I… wyspać!

Dziękuję za uwagę! Budzikom śmierć!

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Close