nie moge zapiac sukienki

To wydarzyło się wczoraj. Postanowiłam przeprosić sukienki wiatrem podszyte i być w tym sezonie chodzącym kwiatem, przebojem lata i ambasadorką polskiej mody. Wiecie, taką laską, na którą się palcem wskazuje, ale w zachwycie, a nie w efekcie ośmieszania i ogólnej beki.

Wyciągnęłam szarą sukienkę w olbrzymie, białe grochy. Przez chwilę zastanawiałam się, czy wyjęłam ją z szafy, czy z gardła żyrafy. Wygnieciona, że pożal się boże i łolaboga w jednym. No, ale założyłam. Spojrzałam na odbicie lustrzane. Szara, nijaka, kopciuszkowata taka, błagała o pieszczotę żelazka. Ale to nie to było problemem. Postałam chwilę. Uniosłam ręcę do góry. Pochyliłam się. Wyprostowałam. Wypięłam pierś do przodu. Nie, no za ciasna. Mogłam nie jeść wczoraj tej babeczki Pavlova – pomyślałam przez chwilkę, ale zaraz szybko przepędziłam tę myśl. Taka dobra była. Taka delikatna. Taka słodka. Taka… wspaniała. W dupie. Zdejmuję kieckę. Nie będę się w niej męczyć.

Znalazłam inną, w kolorze brudnego różu, w jakieś drobne kwiatki, pod biustem misternie zapinaną na pasek z guziczkami z pętelką. Już lepiej. Długość niezobowiązująca. Dekolt nie za duży. Bawełniana podszewka idealna na taką pogodę. Dosyć obcisła, ale damy radę. Wszystko cacy, tylko z tym paskiem coś nie tak. Za krótki. Nie mogę się nim obwiązać, bo paru centymetrów brak. Wciągam brzuch, ale to nic nie pomaga, bo pasek biegnie dużo powyżej tali. Jak oni uszyli tę kieckę?! Patałachy jedne. Za krótki pasek, no! Materiału pożałowali! Ja nie wiem, jak ja ją nosiłam w zeszłym sezonie.

Wyciągam kolejną, w kolorze dojrzałej flegmy pacjenta odksztuszającego kawałki anginy. Jakoś tak niewygodnie od razu się zrobiło. Cycki się wylały, tracąc przy tym swój oryginalny kształt. Deformacja w pełni. Brzuch ściśnięty zaburczał. Pod pachą coś mi się werżnęło, zostawiając czerwoną pręgę. Jak się bardziej napnę albo oddech głębszy wezmę, to pójdzie na plecach jak nic. Pomyślałam i wyskoczyłam z kiecki szybciej niż w nią wskoczyłam.

Czwarta okazała się strzałem w dziesiątkę! Kolorowa, kwiecista, przewiewna, luźna i nigdy wcześniej nienoszona, bo kupiłam ciut za dużą i tak sobie leżała w szafie i czekała na odpowiedni moment, który właśnie… Nagle dotarł sygnał do zbłąkanej komórki mózgowej. Połaczyłam fakty. Tu za mało, tam za ciasno, babeczka Pavlova, malinowe brownie od Grycana, lody wczoraj i przedwczoraj i jeszcze przed przedwczoraj, bo przecież mi ciągle gorąco… Gorąco! Tak! I wszystko jasne! Wszystkiemu winny jest ten lejący się z nieba żar, bo przecież nie, że przytyłam! Te kiecki po prostu się pokurczyły!

Już wam tłumaczę. Znalazłam na to naukowe wyjaśnienie. Kochane kobiety (bo faceci, to raczej mają to gdzieś), jeśli tego sezonu nagle przestałaś się mieścić w sukienkę z poprzedniego lata, jeśli nie możesz się zapiąć i coś tam pęka w szwach, to nie jest to wina kilku dodatkowych kilogramów i centymetrów! Nie! To wszystko wina temperatury otoczenia.

Posłużę się tu przykładem z budownictwa. Mogę śmiało założyć, że nie ma wśród nas osoby, która nie widziała w życiu drewnianej podłogi. Taka podłoga zrobiona jest z… materiału, tak? Tak samo jak nasze sukienki… W przypadku podłogi owym materiałem jest drewno. Różne może być. Może być dębowe, to może być jesion, akacja, klon, a nawet bardziej egzotyczne gatunki jak np. orzech amerykański. W przypadku sukienek to jest tkanina. Różna może być. Może to być bawełna, jedwab, kaszmir, wełna z dupy morinosów, a nawet sztuczny, ale wytrzymały poliester.

Ale wróćmy do tej podłogi drewnianej. Drewno różnie zachowuje się w zależności od temperatury otoczenia. Jak jest gorąco, to wysycha i się kurczy. Sezon grzewczy, kiedy temperatura wzrasta jest czasem szczególnym dla drewnianych parkietów. Deski w podłodze się wypaczają i zmieniają kształt. Jest sucho, więc oddają wilgoć do powietrza i wysychają. Następuje ich kurczenie. I ja wczoraj odkryłam, że tak samo zachowują się sukienki, kiedy wkładasz je na tyłek latem!!!! Jest gorąco i ich materiał wysycha i się kurczy!!!!!! Teoria strun wyjaśniona!

Z podłogami to jeszcze jest tak, że mogą powrócić do pierwotnych kształtów (np. wtedy, gdy wzrośnie wilgotność), ale może być również tak że przesuszone, skurczone deski zaczną pękać. Dokładnie tak jak w przypadku naszych sukienek! Mogą wrócić do rozmiaru przed skurczeniem, ale może też się zdarzyć, że materiał nie wytrzyma naprężeń i zacznie pękać. Puści gdzieś pod pachą albo na dupie, albo na plecach. Dokładnie tak, jak niemal pękła ta moja ostatnia. A wszystkiemu winna zbyt wysoka temperatura otoczenia….

Pamietaj, to nie ty przybrałaś na wadze, to twoja sukienka się skurczyła przez ten żar i upał tego lata, albo poprzedniego, albo tego w 2010….

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Close