nie powiedzialas mu ze masz meza

Siedzę na tym lodowcu. Patrzę w mroźną przestrzeń. Kawa paruje w aluminiowym kubku. On powoli wystawia głowę z namiotu. Dmucha w powietrze. Mała zmrożona chmurka przybiera kształt kozich bobków. Wraca do środka. Wciąga na siebie gruby polar i po chwili siada obok mnie. Podaję mu kubek kawy. Uśmiecham się.

– Wiesz, zasługujesz na wszystko co najpiękniejsze. Na te lodowce, morza i oceany – mówię. – Zasługujesz na te widoki jak nikt inny. Mam dla Ciebie prezent – wyciągam kilka kartek zwiniętych w rulon.

– O! Co to? – Pyta podekscytowanym głosem.

– Papiery rozwodowe – odpowiadam spokojnie.

***

– Nie mogę. Nie dam rady. Mam spotkanie z tym księdzem – Filip potrząsa głową i proteinowym koktajlem w aluminiowej butelce.

– Z jakim księdzem? – pytam. Pracuję tu od roku i nigdy nie widziałam żadnego typa w sutannie.

– No z tym, co się szkoli na księdza. Krzysztof jakiś tam.

– Krzysztof? Ten co dopiero wrócił z Ameryki i tak śmiesznie zaciąga? – przypominam sobie młodego kolesia, którego niedawno przywiało w nasze strony. Rzeczywiście miał wytatuowany różaniec wokół prawego nadgarstka.

– Tak! Tak! To ten! – krzyczy Filip jakby dopiero co znalazł swojego zaginionego penisa w stercie wibratorów na zapleczu sexshopu.

– No to niezły z niego ksiądz. Kilka dni temu zapraszał mnie na piwo – sama nie wiem, czemu się głośno z tego spowiadam. Zazwyczaj zachowuję takie szczegóły dla siebie. Nie potrzebuję potwierdzenia swojej atrakcyjności w postaci przechwalanek, że ten, czy tamten smarował do mnie cholewki.

– Co? – zdziwienie wylatuje z ust Filipa niczym para wodna z dziubka z czajnika.

– Zapraszał mnie na piwo – powtarzam, bo skoro już się wygadałam, to nie będę z tego robić wielkiej tajemnicy. – Powiedziałam, że po pracy jestem zbyt męczona i że nie mam czasu – dodaję, żeby zaspokoić ciekawość rozmówcy. Żeby sobie niczego nie dopowiadał.

– Ale że masz męża, to już nie powiedziałaś? – Filip patrzy na mnie podnosząc brwi.

– Nie musiałam. To nie był powód dla którego nie przyjęłam zaproszenia – odpowiadam i czuję, że szykuje się na poważną rozmowę, w której znowu będę broniła swojej racji w pojedynkę.

– A powinnaś. Powinnaś powiedzieć, że nie możesz, bo w domu na ciebie czeka mąż, któremu musisz zrobić kolację, wyprać skarpetki i wyprasować koszulę do pracy – Filip się nakręca i choć przyjmuje żartobliwy ton, ja wiem, że w jego schemacie na życie właśnie tak powinno być.

– Zapomniałeś jeszcze o nadstawieniu dupy i spełnieniu obowiązku wobec pana – idę drogą wskazaną przez Filipa, w kierunku chorej wizji małżeństwa.

– Nie powiedziałaś mu, że masz męża! – Filip nie daje za wygraną i wraca do punktu wyjścia. Albo próbuje wytrącić mnie z równowagi, albo uważa to za zabawne, albo najzwyczajniej w świecie lubi pierdolić w kółko te same farmazony.

– Założyłam, że skoro koleś przyszedł do naszej placówki bez białej laski, czy psa przewodnika, to znak, że nie jest ślepy i potrafi zauważyć obrączkę na moim serdecznym palcu.

Filip łapie mnie za dłoń i sprawdza, czy aby na pewno noszę ten kawałek stopu złota na znak mojej miłości i wierności. Ja go naprawdę lubię, ale za chwilę się zdenerwuję i wsadzę mu tego palucha w oko.

– Słuchaj, ja nie wiem w jakim ty świecie żyjesz, ale to, że mam męża, nie znaczy, że nie mogę wyjść z innym facetem na kawę, piwo, spacer, czy obiad. To nie jest zaproszenie na dziką orgię w hotelowym pokoju, ruchanko w nocnym klubie, tudzież pijacką i rozpustną imprezę na jego chacie, kończącą się pozycją sześćdziesiąt dziewięć w łóżku jego rodziców. To jest zwykłe zaproszenie na kawę z drugim człowiekiem. Bardzo ciekawe doświadczenie, nawet dla osób będących w związku. Powinieneś tego spróbować.

– Nie powiedziałaś mu, że masz męża! – Filip patrzy na mnie, grozi mi palcem i cmoka w taki sposób, że ma się ochotę walnąć go w łeb. Ja nakręcam się zupełnie niepotrzebnie, bo wiem, że racja jak dupa, ja mam swoją i Filip ma swoją i te dwie dupy raczej się ze sobą nie zetkną.

– To jest strasznie wkurzające, wiesz? Że w naszej kulturze małżeństwo to ciągle jest więzienie i ograniczanie wolności drugiego człowieka – mówię. – Kobieta zamężna powinna pokazywać się tylko u boku swojego męża, wychodzić na obiady tylko ze swoim mężem, podniecać się tylko na myśl o swoim mężu. To jest chore. Nieludzkie. I wróży popierdolony związek.

– Nie powiedziałaś mu, że masz męża! – no i weź tu gadaj z takim. Macham ręką i idę nastawić wodę na herbatę.

Przypominam sobie reakcję znajomej, kiedy dowiedziała się, że okazjonalnie wychodzę na obiad ze swoim byłym, a mój chłop okazjonalnie spotyka się przy piwku ze swoją byłą. Rozdziawiła usta i patrzyła na mnie jak duch na błyskawicę. Coś takiego nie mieściło się w jej głowie, a dziewczyna całkiem rozgarnięta i nie z tych, których zadziwia konstrukcja cepa. Nie potrafiła zrozumieć jak to się dzieje, że ani ja, ani on nie mamy nic przeciwko. Mnie mój by nie puścił – skwitowała to jednym zdaniem.

I teraz jeszcze Filip, który nie czai bazy. Jestem wolną, choć zaobrączkowaną kobietą. Małżeństwo ma sprawiać, że jestem bogatsza, szczęśliwsza, pełniejsza (i nie o ciążowe kształty mi tu chodzi), nie odwrotnie. Małżeństwo nie zamyka mnie w złotej klatce zakazów. Jeśli chcę wyjść z kimś na kawę, przyjąć zaproszenie na obiad, zadaję sobie tylko jedno pytanie „czy ta osoba jest na tyle interesująca, że chcę jej poświęcić swój czas?” I jeśli odpowiedź jest tak, nie zastanawiam się ‘ale co inni pomyślą’, albo ‘ale co ja chłopu powiem’.  Czasami tylko przemknie mi przez głowę myśl typu  ‘ale czy on przypadkiem nie chce dobrać mi się do majtek?’.

Na mojej wsi do tej pory sąsiadki wiszą na płotach, rozrywając sobie waginy, żeby tylko zobaczyć kto tym razem zabiera mnie na obiad. Za każdym razem wywołuję nie lada sensację, kiedy pod chatę podjeżdża inne niż nasze auto i wychodzi z niego inny niż mój chłop. Przecież jestem mężatką. Gatunek męski powinnam omijać szerokim łukiem, poza małymi wyjątkami w postaci członków rodziny. Na obiad tylko z mężem, na zakupy z bratem, którego nie mam, do dentysty z ojcem, a na spacer z dziadkiem. Na widok obcego faceta powinnam odwracać się na pięcie i odchodzić. Nie kusić. Nie prowokować. Przecież okazja czyni złodzieja.

Wrzucam saszetkę zielonej herbaty do gorącej, ale nie wrzącej wody, żeby zachować przy życiu wszystkie antyoksydanty. Myślę sobie, że my jesteśmy nadal zacofani i ograniczeni. Zamężna kobieta wyznania rzymskokatolickiego, mieszkająca gdzieś tam w Polsce, czy w innym kraju w Europie nadal nie może przyjąć zaproszenia na kawę, bez kąśliwych uwag i dwuznacznych spojrzeń. To aż się prosi o kilka linijek do świętej Rity z Cascia – patronki spraw beznadziejnych, choć wątpię, żeby Rita mogła coś tu zdziałać. Ciemnogród i zacofanie, aż trudno uwierzyć, że żyjemy w XXI wieku. Wstyd normalnie.

Chwytam kubek za gorące ucho i wracam na stanowisko pracy. Nie powiedziałaś mu, że masz męża! – słyszę za sobą słowa, które odbijają się o moje plecy. Salutuję środkowym palcem i posyłam Filipowi buziaka.

***

– Ty to lubisz interpretować swoje sny i doszukiwać się w nich znaczenia, co? – Piotrek patrzy na mnie z rozbawieniem.

– Tak naprawdę to mi to wisi. Nie wierzę w senniki, ale uważam, że obrazy, które maluje nam mózg mogą być kluczem do podświadomości.

– To jak zinterpretujesz ten sen?

– No właśnie nie za bardzo wiem. Trochę kupy się nie trzyma. Bo z jednej strony robimy coś wspólnie, coś co oboje kochamy, więc nie ograniczam go utartym ‘nie możesz, nie powinieneś, jak kaktus mi tu na dupie wyrośnie’, ale z drugiej strony, chcę mu dać więcej, niż on sam może pragnąć będąc ze mną w związku, bo wiem, że na to zasługuje.

– Mam nadzieję, że wyciągnął rękę po te papiery rozwodowe i nie musiałaś zepchnąć go do szczeliny lodowcowej krzycząc ‘dopóki śmierć nas nie rozłączy’. 

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Close