Oglądam serial, w którym jest Pan i Pani. Pan ma żonę i czwórkę dzieci, a Pani ma męża. I ten Pan z tą Panią robią bara bara. Głównie w hotelowym pokoju, ale z braku laku lądują też w swoich małżeńskich łożach. Bzykać kochankę/kochanka w małżeńskim łożu to wyższa szkoła zdradzania, jeśli ktoś mnie zapyta, ale nie w tym rzecz.

Pan na początku się waha. Co innego robi i co innego mówi. Najpierw jej wpycha język w usta, a za chwilę szepcze ‘ja mam żonę’, zaraz paluszek w majty i namiętne ‘nie mogę, to nie jest fair’, za chwilę, kiedy już całym cielskiem na niej leży, a członek zanurzony między nogami kochanki jest, on znowu swoje, że boże co ja robię. Gdyby facet, którego ja chcę i który rzekomo pragnie mnie zachowywał się jak ostatnia pipa, to dostałby kopa w jądra, a dokładniej między nimi i na tym zakończyłby się nasz ognisty romans. Dosyć boleśnie.

Jeśli już decydujesz się na romans na boku, to miej jaja, żeby przyznać się przed samym sobą, że to jest właśnie to, czego potrzebujesz. Wypłacz się misiowi do poduszki, jeśli sumienie zacznie cię po kawałku wyżerać, ale nie pierdol do niej, czy do niego, jakie to nie fair i że nie możesz, bo po pierwsze jesteś w samym środku miłosnej afery, więc jednak możesz, a po drugie monologi zrozpaczonych niewiernych nie są kochankom potrzebne, bo oni doskonale wiedzą, co jest fair, a co nie, co powinni a czego nie powinni, tylko najzwyczajniej w świecie mają to w dupie, albo cierpią w samotności. I ty też powinieneś.

Ale nie w tym rzecz.

Pan w pewnym momencie zaczyna być szantażowany. Dzwoni do niego inny Pan, nazwijmy go Kutas. I ten Kutas życzy sobie trochę zielonych banknotów, bo jak nie, to wiadomo, żonka się o wszystkim dowie. A przecież on kocha żonę, i nie chce stracić ani jej, ani dzieci, bo rodzina dla niego to świętość. I Pan popełnia dwa zasadnicze błędy. Idzie do przyjaciela po pożyczkę, opowiada mu całą historię, ale ostatecznie rwie czek na strzępy i decyduje się na chwilę szczerości z żoną. A powinien zajebać Kutasa, wyrwać chwasta, ukatrupić niedobrego pana i trzymać gębę na kłódkę.

Ale nie w tym rzecz.

Pan z serialu staje zbity jak pies i opowiada żonie jak to się zapomniał. Nie raz i nie dwa razy, ale regularnie przez całe wakacje. Po raz kolejny egoistycznie myśli tylko o sobie. Zamiast samemu mierzyć się z zaspami kłamstw i ślizgać się po lodzie zdrady, ciągnie za sobą żonę, bo nagle jej potrzebuje. W tym momencie chce jeszcze ratować swoje małżeństwo, nie wie, że pragnienie tej drugiej będzie na tyle silne, że spakuje manatki i pobiegnie za zapachem tej drugiej cipki. Po jakiego grzyba mówi więc o zdradzie? Ano dlatego, że chce zmniejszyć swoje poczucie winy. Frajerstwo.

I w tym rzecz.

Tylko frajer mówi, że zdradził i wykłada kawę na ławę, zmuszając swojego partnera do jej wypicia. Bo ta kawa mu nie posmakuje. Bo ta kawa sparzy jego całe podniebienie. Bo ta kawa to będzie ‘rura’, której rurowatość będzie czuł jeszcze długo. Jeśli jedynym powodem dla którego mówisz o zdradzie jest zmycie z siebie winy, to strzel sobie baranka o ścianę, a później zostań z tym poczuciem winy i rozwalonym łbem sam. Tak jak sam podjąłeś decyzję o wskoczeniu do innego łóżka, sam zmagaj się z gryzącym cię sumieniem. Nie czułeś potrzeby szczerej rozmowy z partnerem przed skokiem w bok, zapomnij o szczerej rozmowie po.

I w tym właśnie rzecz.

Naucz się żyć ze zdradą albo z żalem za grzechy, których nie popełniłeś.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Close