nakrycie głowy na pakerni

Ja nie wiem, jak te kobiety to robią, że nie ćwiczą, nie trenują, wpieprzają jak dzikie i ciągle świetnie wyglądają. Smukłe laski z płaskim brzusiem, jędrną pupą i rączkami jak u Barbie. Wyglądają jak wyrzeźbione w marmurze karraryjskim, wygładzone drobnymi ziarnami papieru ściernego. Ja, wystarczy, że przestanę na chwilę trenować i zamieniam się w coś pozbawionego mięśni, w jakąś galaretowatą substancję, w miskę kisielu. To musi być kwestia smaku, tzn. wieku. Po 30tce metabolizm zwalnia jak polski Internet po przekroczeniu limitu, nie zapomina i nie wybacza.

Chodzę więc na siłkę regularnie. Czasami wręcz się zmuszam. Tak jak dzisiaj. Miałam leżeć na kanapie i kisić się z książką w ręku, ale widmo pomarszczonej dupy i zwiędłych cycków wygrało. Kilka minut i jestem na lokalnej pakerni.

Wskakuję na bieżnię. Stopniowo zwiększam prędkość. Dziesięć minut rozgrzewki i biegnę w stronę tony żelastwa. Dziś tylko łapki sobie zrobię, jakieś cardio na stepie trzasnę plus brzunio. Tak, to brzmi jak doskonały plan. Chwytam metalowe talerze, nadziewam je na sztangę. Jak zawsze biorę za wiele i już po chwili pocę się i sapię jak pedofil w Smyku. Zrobię jeden set i zdejmę jakieś 3 kilo, myślę, bo inaczej się zniechęcę albo jeszcze gorzej – uszkodzę.

Krótka przerwa na łyk wody. Szybkie spojrzenie na otoczenie. Znam ich wszystkich. Koleś, którego kilka razy widziałam w knajpie nawalonego jest meserszmit. Widać, że zawsze daje z siebie 100%, nie tylko na siłce. Ma twarz w kolorze papieru ze starej gazety schowanej w kartonie na strychu. Pewnie popił wczoraj, a może chory? W kącie panna z takim tyłkiem, że moje źrenice zaczynają tańczyć z radości. Piękne, kształtne pośladki. Nie wiem, czy dobre geny, czy tysiące przysiadów. Cieszę oko tym widokiem przez chwilę, po czym odwracam wzrok w stronę wyciągu i widzę kolesia w krótkich spodenkach, bawełnianej koszulce na ramiączka i… wełnianej czapce!

Patrzę na niego i nie mogę oderwać wzroku od tego cudaka. Szara czapka zrobiona na drutach. Na siłowni, w zamkniętym pomieszczeniu, zimowa czapa wczesną wiosną. Mam ochotę podejść i zapytać ‘na chuj ci ta czapka, chłopie?’, ale grzecznie wracam do swojej sztangi. Zdejmuję 3 kilo żelastwa i lecę dalej. Czapka na siłowni? To jeszcze gorsze niż kapelusz za kółkiem. Nie mogę przestać o tym myśleć.

Przy dziesiątym powtórzeniu otwierają się drzwi i wchodzi koleś ze spojrzeniem człowieka, w którego oczach cały świat jest zrobiony z trawki. Wyblakła tęczówka jakby ktoś polał ją domestosem, zachwiane ruchy i próba odnalezienia się w niedzielnej rzeczywistości. Szare spodenki z trzema białymi paskami, odsłaniające jakieś disajnerskie gacie, grafitowa koszulka i… wełniana czapka w kolorze dojrzałej konopi indyjskiej!

Przecieram oczy, patrzę na niego jak dziecko na wyrazy ciągu Finobacciego i nie mogę się nadziwić. Czapka, wełniana, ciepłodajna, grzejąca łepetynę czapka! Taka, jaką ja zakładam zimą na spacery. Taka, jaką ludzie zdejmują w większości supermarketów, wpychają do kieszeni kurtki i gubią gdzieś w alejce ze zdrową żywnością, między ziarnami amarantusa, a soczewicą. Czapka! Na siłowni! Gdzie ruszasz głową, kręcisz szyją, pochylasz się, zginasz, skaczesz, grzejesz. Czapka! Robiona na drutach! Na samiuśkim czubku głowy, jak u krasnala z bajki. Toż to wbrew zasadom fizyki! Jak on ją przymocował ? Za pomocą taśmy dwustronnej? Ojć, to musi go boleć przy ściąganiu, chyba że ma tonsurę.

Jestem w trakcie czwartego seta, kiedy wpada kolejny z czapką na głowie, a ja zaczynam się bać. Czuję się jak w złym śnie. Nagle jestem otoczona kolesiami w wełnianych czapkach. Są wszędzie. Poruszają się powoli, trzymając się blisko siebie. Jak zombie. Jeden gwałci orbitreka, drugi żongluje hantlami, trzeci pieści ławkę, czwarty podziwia swój mięsień piwny w lustrze. Króluje szarość, butelkowa zieleń, ale gdzieś w tłumie zauważam też zgniłego buraka.

Łapię łapczywie powietrze i przecieram oczy. Co ja wczoraj piłam albo brałam? To musi być ten nowy dopalacz… Ta, jak jej, komosa ryżowa. Skołowana zerkam ponownie, potrząsam głową, żeby odgonić ewentualne zwidy i sięgam po sztangę. Jak mnie zaatakują, to będę walić prosto w łeb. Nie wiem kim są i czego chcą. Mają czapki na siłowni! Na pewno należą do jakieś sekty. Może tylko grają niezainteresowanych mną? Może tak naprawdę chcą mnie skrzywdzić tylko dlatego, że nie mam żadnego nakrycia głowy?! Tylko dlatego, że jestem inna, normalna?!

Stoję jak widły w gnoju i rozglądam się dookoła. Gwałtownie rzucam sztangę na stojak, aż idzie echo na całą halę, a ja kurczę się pod ścianą. Muszę wyluzować. Muszę się uspokoić. Ściskam kurczowo powieki, tłumaczę sobie, że oni tu tylko ćwiczą, że to taka nowa moda, ale tak naprawę nie wiem, co się dzieje. Czy to ta era drwala? Czapka? Na siłowni? Ten niepokojący obraz wraca nawet wtedy, gdy na nich nie patrzę. Czapka? Wełniana? Do krótkich spodenek i koszulek na ramiączka? Really?

Były/są wąskie spodnie rurki, w którym facetom drętwieją jaja, tunele w uszach i ozdabiane ćwiekami adidaski. Były dresy szelesty, a wśród nich szczyt marzeń nie jednego małolata, tzw. kreszowe. Każdy chciał być rycerzem ortalionu. Była era bandamki misternie wiązanej na głowie albo wokół szyi i czas lenarów i fullcapów, królujących głównie w środowisku hip hopowej młodzieży. I ja to wszystko łapię i czaję. Bo to miało jakiś cel: zakryć dupę, sprawić, by człowiek był brzydszy, przypiąć łatkę należności do określonej grupy. Ale wełniana czapka na siłowni?

Na widok znajomej twarzy w drzwiach czuję odprężenie. Patrzę od razu na głowę. Uffff, nie ma czapki. Jeśli wyjmie wełnianą z plecaka, to zaczynam uciekać. Podchodzi, całuje na powitanie. Moje dziko bijące serce zwalnia, tętno wraca do normy, oddech się uspokaja. Nie jestem sama. On też nie ma czapki.

– Cześć.
– Cześć – odpowiadam wystraszona.
– Jak idzie? – pyta i rozgląda się dookoła.
– Dopiero przyszłam. Pustawo. Niedziela. Większość odsypia wczorajsze balangi – mruczę.

Sąsiad rozgląda się po sali. Wciąga koszulkę w szary dres i otwiera butelkę z wodą.

– Co z nimi nie tak? Po chuj im wszystkim te czapki na siłowni? – słyszę i zaczynam się śmiać.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Close