podróż dookoła świata

Wiecie co się dzieje z człowiekiem, który porzuca swoje marzenia? Jego dusza pokrywa się zmarszczkami wielkości Rowu Mariańskiego, a w sercu zadomawia się wielki, obrzydliwy pająk, który każdego dnia zjada cię kawałek po kawałku. Zatruwa krew swoimi odchodami i nie przestaje tkać śmierdzącej nici, którą oplata twoje serce i płuca. Zapach zgnilizny czuć przy każdym oddechu i wypowiedzianym słowie. Każdego dnia pnie się wyżej, co raz wyżej. W końcu każdy, nawet najmniejszy neuron pokryty jest lepką, cuchnącą nicią. Nawet twoje oczy, niegdyś pełne blasku, teraz pokryte mętną powłoką patrzą na świat i nie widzą jego piękna. Powoli zdychasz.

Tak jak ja teraz. Zdycham. Tylko (i aż) dwa miesiące minęły od mojego ostatniego wypadu do Meksyku, a ja już powoli tracę równowagę, zaczynam się jąkać, coś mi rzęzi w klatce piersiowej i czuję nieustanny smród pod nosem. Tak, mój wewnętrzny pająk już odgryzł kawałek mojej śledziony i zaczyna zabawiać się ze mną. I wiecie co ja na to? Fuck you very much! Lily Allen śpiewała to zapewne jakiemuś fagasowi. Ja to śpiewam pająkowi. No, ale ja nigdy nie byłam normalna. Fuck you, fuck you very, very much!

Na samym początku wyjaśnijmy sobie jedno: nie mam mrocznej przeszłości, nie ścigają mnie amerykańskie służby specjalne, nie zalegam z opłatami za rachunki telefoniczne, nie mam byłego męża, który czai się za drzwiami z siekierą. Nie uciekam przed demonami z przeszłości. Po prostu jestem głodna świata. Chcę go pożreć kawałek po kawałku. Chcę go wąchać, dotykać, bawić się nim, układać go w kształty piękniejsze niż jedna wielka kula ziemska.

Biorę łyk herbaty. Spoglądam na 501 Najwspanialszych Cudów Natury. Wyciągam opasłe tomisko i otwieram na chybił trafił. Bliski Wschód. Iran. Morze Kaspijskie. Największe jezioro albo najmniejsze morze świata. Zamykam oczy. Jest Lipice 2015. Przypominam sobie ‚nieudaną’ wyprawę do rezerwatu ptaszorów. Mam na sobie tunikę kolorową jak tysiące motyli, które w tym samym czasie wpadły do wentylatora i szal na głowie w podobnych klimatach. Stoję na brzegu i patrzę na morze. Kaspijski błękit. Jest w tym kolorze wielka siła i wielki smutek. Myślę o wielorybach tańczących pod falami i smokach gdzieś tam za horyzontem. Jestem szczęśliwa. Moje jedyne zmartwienie to dylemat typu: wejść do wody w ubraniach i schnąć w oparach soli morskiej, czy rozebrać się i ryzykować aresztowaniem?

Biorę kolejny łyk herbaty. Jaśminowa. Podobno po niej lepiej się śpi. Otwieram cegłę raz jeszcze. Podróżnicze chybił trafił. Miałam znajomą, która tak robiła z Biblią. Moją biblią jest dziś 501 Najwspanialszych Cudów Natury. Bez żadnych alfabetycznych spisów, bez żadnych współrzędnych pokazujących miejsce na mapie, bez żadnej nawigacji prowadzącej do celu. Na chybił trafił.

Pamukkale. Turcja. Geologiczny cud świata, termalne baseny, z których tylko nieliczne udostępnione do zwiedzania. Oj, pamiętam, pamiętam. Dzień przed wyjazdem poszłam do fryzjera w instytucie Sharley. To co oni mi tam zrobili na głowie powinno być ukarane pozbawieniem prawa wykonywania zawodu. Kolor moich włosów to był głęboki odcień sraczki. Czy znacie kobietę, która byłaby szczęśliwa z takim kolorem na głowie? Kolor sików już byłby lepszy, ale sraczka? Każdego dnia budziłam się w hotelowym łóżku i rwałam włosy z głowy. Z bezradności, złości i ogólnego wkurwienia. Czwartego albo piątego dnia, pozasłaniałam wszystkie lustra prześcieradłami, z dna walizki wyciągnęłam chusteczkę, zawiązałam na głowie i zapomniałam o problemie. Wszyscy patrzyli na mnie z podziwem: że chora, umiera na raka, a podróżuje. Tak, Pamukkale fajne jest. Warto zobaczyć.

Myślę o tym jaki ten świat wielki i jaka ja mała. Przewracam kolejne kartki: malownicze krajobrazy lodowcowe, zatoki otoczone wysokimi klifami i nieskazitelnie czystymi plażami, podziemne rzeki, aktywne wyspy wulkaniczne, pasma górskie i doliny, piaszczyste pustynie, naturalne rezerwaty, siedliska morsów i niedźwiedzi polarnych. Moje serce aż podskakuje, wyrywa się z klatki. Rozglądam się po wynajmowanym mieszkaniu: trochę książek, kilka roślinek, jakieś 400 kiecek, 150 par butów, no i te misie.. A gdyby tak to wszystko upchnąć na allegro i pojechać w podróż dookoła świata?

                                                    ***
Pomysł szalony, ale zakiełkował w mojej głowie już jakiś czas temu. Chyba rośnie, bo głowę mam z dnia na dzień coraz większą. A może to łeb od ludzkiej głupoty mi pęka? Niech dojrzewa sobie w spokoju, a póki co będę ten świat kawałek po kawałku pożerać. Najwyższy czas na cząstkę czekolady na tych filipińskich wzgórzach. Czas przepędzić pająka do dżungli. Tam, gdzie miejsce takich gigantów. Bilety już zarezerwowane! FI LI PI NY!!!!!!!

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Close