pozycja na jezdzca i wiersze

Jaka była reakcja znajomych, bliższych i dalszych przyjaciół, kiedy się dowiedzieli, że chcę wydać wiersze? Większość się śmiała, gdzieniegdzie padło zwykłe ‚Wydaj!’, ktoś połechtał moje serce i powiedział, że piszę tak, jakbym przeprowadzała anatomię uczuć człowieka i że słowa są moją bratnią duszą (Love Lis), a moja największa fanka wypowiadała tylko jedno słowo, które każdego dnia daje mi siłę: piękne! (Love Asia).

Inni zachęcali do działania w bardziej wysublimowany sposób:

1. A może byś tak za coś konkretnego się wzięła? 40 prawie lat kobita i fiu bździu w głowie. Wiersze! Kto teraz czyta wiersze! A dajże mi spokój (Love mama).

2. Wiesz, że zawsze trzymam za ciebie kciuki, ale raczej czekałam na powieść czy inną książkę, a nie shit. Niestety poezja zazwyczaj trafia do koszyka ‚wszystko po 5zł’, ale ja kupię po cenie regularnej obiecuję. Wybacz, oczekiwałaś mojego wsparcia, a jaka taka suka. (Love Asia).

3. Niecierpliwie czekam na Twoje wiersze. Koniecznie coś mi podeślij. Obiecuję pochwalić, nawet jeśli mi się nie spodoba ;) Żart, żart. Chciałbym poznać jednak. Na sukces wydawniczy nie licz. Wątpię, by ktoś chciał wydać wiersze, a jeśli nawet wyda, to się nie sprzedadzą, choćbyś była nową Szymborską. Ale… jeśli to są bardzo dobre wiersze, to kiedyś się przebijesz. (Love Piotruś).

4. Wiersze? Na chuj tera komu wiersze? Wiersze…Wiersze są potrzebne człowiekowi tak jak mi kutas na łokciu. (Love pan spod sklepu wielobranżowego, który przypadkiem podsłuchał moją rozmowę telefoniczną).

Trzeba iść za ciosem i jak się powiedziało A, to trzeba dojść do Z, w imię umiłowanego alfabetu i miłości do słowa. Zebrałam do koszyka łzy swojego serca i uwaga, choćby skały srały, ja je wydam! I z uśmiechem będę patrzeć jak tym wybranym rosną penisy nad stawem łokciowym. Może nawet wręczę im bukiet z pałek wąskolistnych? Wiecie, tych sterczących, sztywnych, których latem pełno nad brzegiem jeziora, rzeki albo w rowach.

Zrobiłam wstępną selekcję tekstów i z 200 zrobiło się nagle 144. Następnego dnia zostało 108. Zakładam, że po kolejnej butelce wina wyrzucę jeszcze kilkanaście, ale co zostanie, to moje.

Dziś dzielę się z Wami kolejnymi wierszami, bo właśnie te wybrałam na próbkę reprezentatywną, której już wyrosły skrzydła i która już poleciała w kilka miejsc.

(1)

Chcę pocałować ekran z wyświetlonym twoim imieniem
Językiem pieścić piksele
Zamknąć oczy
Otworzyć serce raz jeszcze
Zapisać nowy obraz
W folderze
Na zawsze
Trzymać cię mocno w ramionach
Słuchać
Jak kopiuję najpiękniejsze chwile
Na wszelki zapas
I odkupienie plików z wczoraj
By żyły wiecznie
W pamięci o dostępie swobodnym

(2)

Matka ziemia płakała
Kiedy przybijałeś moje serce do krzyża
Z którego zdjęty Jezus
Bezradnie rozkładał ramiona
Szepcząc
Wiosną zakwitnie
Twoja korona cierniowa

Słyszałam śmiech głupców
Kiedy mówiłam
Że wierzę

W ogrodzie oliwnym
Wpadłam w szczelinę czasu
Lato jeszcze nie przyszło
Wiosna już odeszła
A ja na moście w zawieszeniu
Nadal czekam
Na kwiaty we włosach.

(3)

Rozdrapuję cię
Do tych wspomnień
Które bolą najbardziej
Wydłubuję tkanki z chwil
Które jeszcze dyszą
Tam w piersi
Między żebrami
Czerwonym paznokciem wiercę
W dniach
Sztucznie podtrzymywanych przy życiu
Kroplówkę marzeń podkręcam
Na oddziale uporczywej miłości
Zastrzyk trucizny
Cierpliwie czeka pod łóżkiem

 

(4)

W pełni chcę
Wyhodować księżyc
W doniczce
I Twoje dłonie
Gotowe
Do pieszczoty
Nocą

(5)

Zakopałam nóż wiolinowy
Pod poduszką własnych marzeń
Wyłączyłam nuty z gniazdka
Ciemna cisza rozbiła akoladę spinającą nasze światy

 

(6)

Zakochani widzą słonie
Mój ma duszę w kolorze złota
I ciało purpurowe
Zapięte na perłowy guzik
Podróżuje do nieba
I zbiera gwiazdy
Które wypadły z twoich ust
Kiedy mówiłeś, że kochasz
 
Kiedyś był czerwony
Jak słowa rozpalone, gdy szeptałeś
Że pragniesz
 
Był też zielony
Zakwitł jak gałąź wiśni
Który urwałeś dla mnie
Spod cmentarnej bramy
Mówiłeś, żeby nie tracić nadziei
 
Niebieski chodził czasami po nici widma
Penetrując kształt mojego smutku
 
Żółty wyciskał cytrynę prosto w moją duszę
Celowo
Drwił z podkówki w moich ustach
 
Bywał czarny
Jak noc, kiedy mówiłam, że nienawidzę
Ciskając kawałkami szkła
O ścianę płaczu
 
I szary, kiedy chciałam odejść
Po kruchym lodzie i gwoździach nieprawdy
 
Teraz jest transparentny
Bo w skrzynce cisza
Gryzie moje serce
 
Poczekam aż podejdzie
Obetnę trąbę i przemaluję na zebrę
Skurwysyna

Mam kilka pomysłów, które latają mi w głowie niczym statki powietrzne tanich linii lotniczych. Jestem przekonana, że coś z tego wyjdzie. Będziecie trzymać kciuki?

P.S. Tytuł notki jest wytworem tej piątej klepki, której mi brakuje :) Dziękuję państwu za uwagę.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Close