-Mówiłam, kurwa, że pojęcie ‘rozmiar orzecha włoskiego’ to kwestia wysoce dyskusyjna –  zniesmaczona wyciągam orkiszowe ciasteczka z piekarnika, których kształt pozostawia wiele do życzenia. Na formie do pieczenia połączyły się w spójną całość tworząc rozlany, płaski kawał orkiszowego torfowiska. Bezkształtne gówno – myślę sobie. Nie będzie zdjęcia na Instagram – przeklinam w duchu swój brak talentu. Przypominam sobie focie na tych wszystkich profilach kulinarnych, gdzie perfekcyjnie okrągłe ciasteczka patrzą na ciebie i wołają ‘liż ekran, mały głodzie! Kontroluj ślinociek, wielki apetycie’, gdzie egzotyczne kwiatki, srebrne łyżki po babci, zgrabne czajniczki, ciągniki pojemność dwa czterysta i kombajny klasy jaguar tworzą spektakularne dekoracje wołające o tysiące czerwonych serduszek i tyleż samo kciuków w górę. U mnie tego nie będzie. A dlaczego? A dlatego, że jakiś babsztyl napisał w przepisie ‘rozmiar orzecha włoskiego’.

Ja nie wiem, czy ja się czepiam, czy mam zwyczajną inklinacje do precyzyjnego, jednoznacznie sprecyzowanego przekazu informacji, który sprawia, że w życiu nie istnieją ukryte plansze, po których nie masz pojęcia jak się poruszać, czy może mój mózg jest tak skonstruowany, że w prostej rzeczy dostrzega skomplikowane wzory matematyczne i kreuje wizje, które normalnemu śmiertelnikowi nie przyjdą nawet do głowy.

Rozmiar orzecha włoskiego. Noż kurwa. Ale orzech włoski z zieloną okrywą, która łatwo odpada jesienią i brudzi łapy na żółto i co najważniejsze dodaje objętości, czy orzech włoski bez łupiny, a tylko ze zdrewniałą skorupą, a może w ogóle chodzi tylko o jadalną część orzecha, która w ostatecznym rozrachunku daje nam, śmiem założyć, nawet centymetr różnicy?! Precyzja, drogie panie, precyzja.

– Chyba jednak chodziło o orzecha włoskiego bez tej zielonej łupinki, tylko w brązowej skorupce – słyszę za sobą i mam ochotę zabić.

Kiedy lepiłam kulki i rzucałam na formę zastanawiałam się, co z tego wyrośnie. Negowałam pojęcie ‘wielkość orzecha włoskiego’ i braku informacji na temat odstępu między kulkami. Ryzykowałam swój wolny czas z nadzieją na stworzenie czegoś pięknego. Oczekiwałam, że mogą wyjść duże, trochę większe niż te na zdjęciach, przy założeniu, że pojęcie ‘orzecha włoskiego’ ja i autorka przepisu, mamy nieco różne.  Ale to, co wyjęłam z piekarnika przekroczyło moje najśmielsze wyobrażenia.

– Ta baba napisała, że nawet trzyletnie dziecko będzie potrafiło je zrobić – mówię z wyrzutem i przypominam sobie fragment przepisu, w którym uwaga skierowana jest na małe brzdące i ich wkład w pomaganie w kuchni. Broda zaczyna mi lekko drżeć. Czuję się jak gówniarz, któremu upadł lód i który nie wie, czy prosić o nowego, czy może paść na kolana i zjeść z ziemi.

-Nie wszystko wychodzi za pierwszym razem – marne słowa pocieszenia wpadają w moją trąbkę słuchową i skaczą w różnych oktawach. Beznadziejne walory brzmieniowe. Beznadziejne pocieszenie.

Patrzę na formę i zastanawiam się przez chwilę, co tu zrobić? Pokroić, poczekać aż wystygną, wywalić od razu kosza? W kuchni roznosi się przyjemny zapach cukru trzcinowego, ciepłego masła i wanilii. Ten zapach koi moją zranioną duszę. Jakim ja muszę być beztalenciem, żeby nawet prosty przepis spartaczyć? Gdybym miała gorszy dzień, zapłakałabym się na śmierć. Gdybym cierpiała na depresję, to byłby gwóźdź do mojej trumny. Mówiliby o mnie w TVN24.

Agnes nie żyje. Just Agnes znaleziono w kałuży łez. Ktoś ją zamordował? Wszystko wskazuje na to, że to było zabójstwo. Agnes znaleziono w jej kuchni z bezkształtną masą w ręku, otwartym piekarnikiem i witryną internetową z przepisem na ciasteczka orkiszowe. Materiał dowodowy, jaki został zgromadzony przez policję na wstępnym etapie tego postępowania w sposób nie budzący najmniejszych wątpliwości wskazuje na to, że Agnes padła ofiarą nieprecyzyjnego przepisu, w którym mylące informacje spowodowały nadmierną pracę gruczołów łzowych, co w konsekwencji doprowadziło do utonięcia we własnej czarnej melancholii. Sprowadzony na miejsce zbrodni biegły specjalista od czytania z ruchu ust z Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego KGP zdradził, że jej ostatnie słowa to „pieprzony rozmiar orzecha włoskiego”.

Na szczęście miałam nienajgorszy dzień, więc zaczęłam się śmiać. Drżącą brodę doprowadziłam do porządku. To tylko głupie ciasteczka, a w dzisiejszych czasach nawet chujowa pani domu może zrobić furorę. Będę dumna, że w świecie idealnych kształtów ja stworzyłam coś, co można uznać za spektakularną artystyczną porażkę. Zdjęć nie będzie. Zamiast tego apel do wszystkich pań wrzucających przepisy w sieć. Precyzujcie rozmiar, bo to nie prawda, że on nie ma znaczenia. Ma. Nikt nie chce małego piwa, wolimy ludzi z wielkim sercem, a wielkość orzecha włoskiego może zabić.

3 Comments

  1. …..oczywiście że ma znaczenie :) nikt chyba nie chce być kurduplem , tylko przystojnym i dobrze zbudowanym facetem .A i w przeciwnym kierunku , niemal każdy facet potwierdzi opinię , że dobrze jest za co złapać kobietę tu i tam , niż szukać gdzie się to znajduje :)

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Close