seks po trawce

Chon jest jak zimna stal, Ben jak gorące drewno. Chon rżnie, pieprzy jak królik, Ben się kocha. Chon to ziemia, Ben – powietrze. – mówi Ophelia w Savages; ponad bezprawiem. Kochają się we troje, a właściwie we czwórkę, bo jest jeszcze Maryśka, którą zapraszają pod swój dach dosyć często. Przynosi im ulgę, szmal i zatracenie.

Naciskam pauzę i poruszam temat seksu na po trawce.
Anka przeciąga się leniwie na dywanie i uśmiecha się znacząco.

– W moim przypadku nie wpływa na samo pobudzenie, wiesz, czy ci się chce, czy nie chce, czy masz ochotę, czy nie. Zdecydowanie jednak wyostrza wszystkie zmysły. Odczuwasz wszystkie bodźce silniej, to na pewno. Taki zwykłe ocieranie ciała o ciało staje się bardziej erotycznym doznaniem. No i jak już dojdziesz, to leżysz i kwiczysz. Nie mdlejesz, ale tracisz kontakt ze światem. Jakby ktoś wycierał ci gumką mózg i zaraz szybko zapisywał na nim najpiękniejsze erotyki świata, najbardziej ozdobną czcionką. Taka magia, o której Władca Pierścieni nie ma pojęcia.
– Magia? To jak mam nazwać prymitywny, zwierzęcy seks, którego ostatnio doświadczyłam? – Madzia słynie z tego, że zadaje pytania i nigdy nie czeka na odpowiedź. – Pieprzyły mnie zwierzęta lasu. Tak właśnie! – wykrzykuje podekscytowana. Najpierw widziałam ryjek lisa. Dymał ostrożnie, z gracją, delikatnie. Jak to lisek, dostojnie poruszał kitą. Kilka pchnięć i zamiast lisiej mordy widzę borsuka. Wiesz, takiego z dwoma czarnymi pręgami na głowie. Przyspiesza ruchy. Drapieżnie wchodzi we mnie głęboko. Wbija we mnie swój niezmordowany, buchajowy bolec. Bum, bum, bum. Kiedy jestem na krawędzi, kiedy prawie dochodzę, przestaje. Spoglądam na niego zaskoczona i widzę gębę dzika. Rozumiesz? Rżnie mnie dzik. Widzę jego długi ryj, czuję pod palcami szczecinę, słyszę chrząkanie, rechtanie i osobliwe sapanie. Sama nie wiem, jak to się stało, że nie spierdoliłam z tego łóżka. Co jak co, ale bzykanko z przodkiem świni domowej nigdy nie było moim marzeniem. Musiałam wyglądać na przerażoną, ale było mi tak dobrze. Dziko. Zwierzęco. Nawet nie drgnęłam. Zatracam się w dzikich harcach i kiedy znowu jestem blisko, te wszystkie gęby się chowają i widzę jego – Króla Lasu, czarnego jelenia. Bierze mnie w swoje posiadanie. Jest wielki i silny. Czaisz? Widzę jego poroże i małe oczka wpatrzone we mnie. Wszystkie zwierzęta chowają się za drzewa i na tej grzesznej polanie jestem tylko ja i on i nasz szalony seks. I w tym seksie jest wszystko. Jest pasja, jest ogień, jest pożądanie, jest moc natury. Grzmoci mnie czarny jeleń, król-kurwa-lasu. Czuję się tak bezpiecznie. Najpierw wchodzi we mnie powoli, ale głęboko. Później przyspiesza i zanurza się w moje runo jeszcze głębiej. Pieprzy jak prawdziwy władca, rytmicznie, sprawnie, a ja mu się poddaje bez słowa. I nagle zapada niemal idealna cisza, powietrze gęstnieje i opada na mnie prawie sto kilo żywej wagi. Prawie jak zwierzę.

Kaśka patrzy na Magdę przerażona i nie mówi nic, tylko zadumana suszy jedynki. Anka wypija kieliszek wina jednym haustem, choć zarzekała się, że dziś nie pije. Gośka wrzeszczy jak oparzona, że też tak miała, tak samo, ale zupełnie inaczej i swoim tradycyjnym bełkotem zaczyna opowiadać.

– Bartek zawsze miał dostęp do dobrego zioła. Ja go nigdy nie pytałam, skąd to bierze, on nigdy nie mówił. Poza tym wątpię, żeby chciał zdradzić swoje źródła. Pamiętacie go. Moja matka do tej pory myśli, że był niemową, do tego opętanym. Nie lubiła go, do tej pory nie wiem dlaczego.
– Gośka!!!!! – doprowadzamy ją do porządku, wszystkie głodne pikantnych szczegółów dymanka na trawie, po trawie.
– No też tak miałam! Takie mikroscenki. Chodzi o to, że najpierw pieprzył mnie ośmioletni Bartuś, później nastoletni Bartek, zaraz później młodzieniec Bart, potem dorosły już Bartłomiej, a na koniec staruch z pomarszczonym jądrami. Wiecie o co mi chodzi? Jeden seks i cały cykl życia faceta, który mnie brał. Najpierw czułam go takiego małego i nieporadnego, nie mógł we mnie trafić. Wypadał, wymykał się, zupełnie bez wprawy. Później był bardziej skupiony i jego penis większy, najlepiej mu szło w okresie pełnej dorosłości. Brał mnie jak młody bóg, a ja tylko pojękiwałam z rozkoszy. Nawet dupę miał taką gładką jak z marmuru. Stary Bart męczył się, co przyspieszył, to musiał zwolnić, bo nie dawał rady. Serce jak nie-dzwon. Najlepsze jest to, że widziałam, jego twarze zmienione upływem czasu. Gładka buzia dziecka, dorosła twarz ustatkowanego człowieka i na koniec czoło pokryte siatką zmarszczek. Cieszę się, że mój mózg zrezygnował z ostatniej możliwej fazy. Seksu z umarłym Bartem chyba bym nie przeżyła.

Kaśka patrzy na Gośkę przerażona i nie mówi nic, tylko zadumana suszy jedynki. Magda wypija kolejny kieliszek wina, choć zarzekała się, że ten poprzedni to był jej ostatni, a Renia nabija się w głos z doświadczeń dziewczyn.

– Ja tak nigdy nie miałam. Mnie się po prostu chciało pieprzyć. Na środku stacji benzynowej o mały włos nie podwinęłam kiecki. Krzysiek musiał mnie pilnować, żebym z gołą dupą nie sterczała między dystrybutorami paliwa. Innym razem miałam cholerną ochotę sprawdzić jak to jest w zaspie śniegu. No i seks był zawsze intensywniejszy, trwał dłużej, przynajmniej w mojej głowie.
– A ja miałam 15 orgazmów! – wrzeszczy Kaśka z wysuszonymi już jedynkami.

Na trzy, cztery, wszystkie spoglądamy na nią. Renia macha ręką, co ma znaczyć, że jej chcica w porównaniu z Kaśki metafizyczno-cielesno-duchowo-religijnymi stanami to nic i że oddaje jej głos. Zamieniamy się w słuch.

– No 15. Może więcej. Sama nie wiem. Później przestałam liczyć. Czułam ogień między nogami, skurcz kręgosłupa i mrowienie w prawej źrenicy. Taki to był odlot. A Piotrek mówił, że moja cipka to jak małe, głodne, wilgotne zwierzątko było. Oddychała, ruszała się, połykała go w całości i chciała więcej. Nigdy wcześniej ani później czegoś takiego nie czułam. To był kosmos. Seks w innym wymiarze.
– Czyli wielokrotny orgazm to nie jest żadna ściema – wzdycha milcząca do tej pory Sylwia. – Macie może jakieś dojścia do tego towaru? Bo po tym co ja wypaliłam, to tylko żreć i spać się chciało.

Zero odpowiedzi. Spoglądam na dziewczyny. Każda rozmarzona, z pustym kieliszkiem w ręku. Idę po kolejną butelkę. Przyda się.

 

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Close