spiaczka

Pokój niewietrzony od kilku dni. Zatęchłe powietrze wypełnia przestrzeń znakami szarości. Na kanapie magazyn ‘Wysokie Obcasy’. Wydanie wrześniowe. Nie miałam nawet czasu zajrzeć do środka. Nietknięta okładka lśni swoim dziewiczym blaskiem. W rogu kanapy stos książek kupionych kilka tygodni temu. Patrzę na nie i ślinka cieknie z oka. Karpowicz leży na Żulczyku. Andrzej Stasiuk poszedł na samo dno, ale i tak go stamtąd wyciągnę. Joanna Jodełka lekko zawstydzona towarzystwem samych facetów musi cierpliwie czekać na swoją kolej. I czekają wszyscy razem w tym niewietrzonym od kilku dni, wypełnionym zatęchłym powietrzem pokoju.

Pałaszuję placki jaglane. Gdybym wczoraj wieczorem nie zjadła wszystkich malin i borówek, dzisiejsze śniadanie nadawałoby się na Insta. A tak, licho panie na tym talerzu. Ubogo bardzo. Włączam komputer i niemal schodzę na zawał serca. Gdzieś tam ktoś kogoś nazwał wściekłymi małpami, panie stały na deszczu, wilki jakieś, ale to wszystko nic, bo wchodzę na swojego własnego, prywatnego bloga i widzę, że on w śpiączkę zapadł.

Czy to się stało, kiedy robiłam przysiad i coś w plecach jebło? Czy to możliwe, że blog jest w jakiś dziwny sposób połączony z mięśniami grzbietu właściciela? Może to było tak, że jak trzasło w plecach, to i trzasło na blogu? Jakiś dysk wypadł z pleców i z komputera, w którym mój blog mieszka? A może to było wtedy, kiedy testowałam siłę swoich zwieraczy, wychodząc z domu z biegunką tak silną, że hałas dobiegający z mojego brzucha przeganiał wszystkie bezpańskie koty w okolicy? Może siła skurczu zwieracza była tak wielka, że rozwaliła porządek wpisów na moim blogu? Tylko czy to miałoby sens? Czy istnieje jakieś wytłumaczenie na zaistniały stan rzeczy?

Nie wiem, kiedy ani jak to się stało. Śpiączka jak nic. Totalny bezruch. Zaburzenie wszelkich funkcji. Brak reakcji nawet na silne bodźce w postaci propozycji współpracy pachnącej kupą hajsu i wiadomości od zrozpaczonych czytelników. Pewnie jakiś wypadek się zdarzył – mówią ludzie na forach. Ale chorował ten blog? Cierpiał na jakieś zaburzenia? – dopytują. Może to powikłanie po przebytych chorobach zakaźnych, typu trypanosomatoza afrykańska? – przeczytałam na jakimś blogu podróżniczym. Śpiączka jak nic. Nie wybudzą go choćby miała się posrać. Zero odruchów. – Czytam na fejsie.

Z pewną dozą nieśmiałości, otwieram bloga. Próbuję ocenić stopień śpiączki. Czy w przypadku blogów można zastosować taką samą skalę jak w przypadku ludzi? Nie wiem, ale innych skal nie znam. Skala Glasgow musi wystarczyć. Wpisuję dobrze znany adres. Działa. Blog otwiera oczy. Powoli reaguje na polecenie. Wygląda tak samo. Nic się nie zmienił. Ma te same kolory, ten sam kształt. Nie przytył, nie stracił zbytnio na wadze. Nie urósł, ani się nie skurczył. Może tylko taki trochę opuszczony się wydaje. Trochę przygaszony. Taki bez energii stałej. Przyglądam mu się przez chwilę. Czytam ostatni post. Odpowiadam na zapomniany komentarz, który pod nim zagościł.

– Już dobrze. Wróciłam – szepczę i klikam w edytor tekstów.

Otwieram okno. Świeże powietrze pachnie wanilią z kardamonem.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Close