spotkajmy sie w hotelu

Miałam wam napisać, jak było na koncercie Eda, opisać jak majtki nastolatkom spadały na płytę, jakie show dał, jaki fajny zespół odkryłam, ale pewna wiadomość pokrzyżowała mi nieco plany.
Dostaję od was trochę prywatnych wiadomości i cieszy mnie to niezmiernie, bo to znaczy, że czytacie, interesujecie się tym, co piszę, myślicie nad tekstem i jesteście ze mną. To miłe. Jeszcze milsze jest to, że z reguły dostrzegacie jakiś niuans, humor albo ironię wsadzoną w tekst niczym listek sałaty w kanapkę. Zawsze znajdzie się jednak jakaś zagubiona owieczka. I dziś o takiej jednej owieczce będzie.
W ostatnią niedzielę dostałam taką oto wiadomość (zachowana oryginalna pisownia):

A propos wpisu z 8go sierpnia „kiedy….i jestes kurwiszonem”….pytanie mam… czy ja moglabym poprosic o numer telefonu do tej „biednej kobiety – zony, jak sie domyslam”?
Bardzo zalezy mi, zeby jej pogratulowac….tak szczerze…od serca
Kobieta….(ktora, wiedzac, ze facet jest w zwiazku)….pisze o nim….”MOJ Serdeczny kolega”…pisze do niego tekst: ” spotkajmy sie w naszym hotelu” zasluguje…BEZ DWOCH ZDAN! …na nazwanie jej KURWISZONEM!

Widze tutaj….biedna , zdesperowana ” ze swedzaca cipka” kobiete, ktora pisze do facet w nadzieii, ze cos ublaga…a tu facet…wyrzuca ja z grona znajpmych….upssss…gardzi nia…zwyczajnie… Ta wtedy….zaskoczona….odbija sobie na jego zonie….nazywajac jej zachowanie slabym! A to jej zachowanie jest MEGA slabe!!!! Zalosne wrecz….

Wspolczuje!
Zupelnie szczerze….serio!
(Specialnie tutaj….nie na forum…bo nie chce nikogo obrazac…upadlac… jak pani… chce tylko uswiadomic, ze nie kazda kobieta to kupuje! Bo kto dal pani prawo oceniac co jest slabe? A co nie?)
Dla mnie pani (celowo z malej litery) historia jest slaba….choc pewnie nacechowana doswiadczeniem! Przykro mi, ze przeszla pani co przeszla!

Dlaczego nie przegadala pani tego przy winie (jak sama pani sugeruje)..tylko wywlekla na forum???
Jest pani bardziej poraniona niz ta zdradzana zona…szkoda, ze nadal wpatrzona w faceta…a nie bioraca strone „zony”

Przez chwilę miałam ochotę przyczepić się do literówek, błędów i ogólnego chaosu wypowiedzi, ale spodobała mi się ta ekspresywność przekazu i postanowiłam olać takie małe szczegóły. Przez moment chciałam też tłumaczyć przesłanie tekstu tak łopatologicznie, jak krowie na rowie, rozebrać tekst na części pierwsze, bo ja rozumiem, że tekst naszprycowany zdaniami złożonymi może być ciężki do strawienia przez niektóre szare komórki i przyprawiać o ból dupy. Pomyślałam jednak, że to byłby brak wiary w inteligencję moich czytelników. Plus ja naprawdę wierzyłam, że zaszła jakaś pomyłka w interpretacji. Napisałam więc krótko:

Dziękuję za wiadomość. Następnym razem proszę śmiało na forum. Zapewniam, że większość osób przeczytała tekst ze zrozumieniem i na pewno nikt nie poczułby się urażony, obrażony, czy jeszcze w jakiś inny sposób poniżony. Ludzie zazwyczaj w takich momentach piszą, że nie wiedzą od czego zacząć. Ja doskonale wiem. Proponuję przeczytać ten tekst jeszcze raz. Tym razem poświęcić mu trochę uwagi i wyłapać prawdziwe przesłanie. I jeśli znowu się nie uda, to proszę śmiało do mnie wrócić, a ja chętnie ten tekst rozbiorę na części pierwsze specjalnie dla Pani. Wyjaśnię zasadniczą różnicę między propozycją ‚spotkajmy się w naszym hotelu, wypijmy herbatę i wypełnijmy formularze’, a ‚spotkajmy się w naszym hotelu i bzykajmy się do utraty tchu’. Śmiało. Wracamy do tekstu i czytamy raz jeszcze. Wierzę, że tym razem się uda. Trzymam kciuki.

Zmęczona byłam. Późno było. Chciałam iść spać i marzyć o przystojniaku z BeMy, mieć mokre sny, więc wiadomość była krótka, ale treściwa. Liczyłam, że pani odrobi lekcję domową, ale nie, rano otrzymałam taką wiadomość:

Droga pani…nie uznaje pani…. i nie chce sie pani nawet zastanowic dlaczego?….ktos moze miec inne zdanie niz pani. Niestety nie ma roznicy w tych dwoch wiadomosciach….”spotkajmy sie w hotelu….(ma taki a nie inny przekaz i podtekst….ze po „”i” nic juz nie ma znaczenia….no niestety! „Swedzaca cipka” nie poswiecila ani chwili zeby zastanowic sie nad tym…a powinna (jesli faktycznie nic zlego na mysli nie miala) co pomysli jego zona (bog jeden wie w jakim stanie fizycznym i psychicznym) nie zastanowila sie co pomysli dziecko ktore moze przypadkiem przeczytac wiadomosc do „tatusia” Niestety lub stety nie mam czasu na dluzsza dyskusje wiec napisze krotko…nie fikcja literacka a faktem z zycia: text od bezmyslnej baby do zonatego faceta wywolal zalamanie psychiczne u matki , ktora wychodzila wlasnie z dolka po zdradach meza a w efekcie jej zalamania 12sto letni chlopiec powiesil sie na szaliku w swoim pokoju!!!!
Do nieuslyszenia!

Skupię się na tych bardziej rażących fragmentach wiadomości, a przymknę oko na ogólny chaos w treści.

Piszę ‘MÓJ serdeczny przyjaciel’, bo nie wiem, jak mogę inaczej go określić. Nie znam innego zaimka przymiotnikowego, dzierżawczego, ani żadnej innej części mowy, która byłaby tu na miejscu. Mówię moja mama, moja przyjaciółka, mój nauczyciel, mój sąsiad, mój pracownik. Słowo ‚mój’ nie oznacza tutaj wyłączności, nie znaczy, że dana osoba należy tylko do mnie, że jest moją własnością, bo przyjaciel nie jest rzeczą, którą się posiada. Wskazuje na przynależność kogoś, w tym przypadku mojego przyjaciela do mnie. Proszę mi zastąpić określenie ‘mój przyjaciel’ innym, stosowniejszym, a ja zapewniam, że zacznę go używać.

Piszę ‘nasz hotel’, bo to jest nasz hotel, miejsce, w którym wypiliśmy litry kawy, chodziliśmy razem na siłownię i na drinka. To nasz hotel, w którym mój przyjaciel pocieszał mnie, kiedy nad moim niebem pojawiła się gradowa chmura. To nasz hotel, w którym wspólnie tworzyliśmy business plany, oglądaliśmy filmiki z wakacji, opychaliśmy się świątecznymi piernikami i wymienialiśmy urodzinowe prezenty. To nasz hotel, w którym świętowaliśmy moje zaręczyny i opłakiwaliśmy jego przeprowadzkę do innego miasta. To nasz hotel, nasze miejsce.

Ja biorę odpowiedzialność za swoje słowa. Nie mogę jednak brać odpowiedzialności za to, jak świat je rozumie i jak je po swojemu przetwarza.

Dla mnie hotel to hotel, budynek, miejsce w którym można się pieprzyć jak dzikie króliki pod domkiem myśliwego albo zwyczajnie spotkać się towarzysko i wypić drinka w hotelowym barze. Większość spotkań biznesowych ma miejsce UWAGA w hotelach, bo hotele dysponują pokojami, w których panuje kameralna atmosfera i właśnie taka jest idealna do spotkania w gronie współpracowników przy kawie lub lampce wina. Możesz pracować spokojnie, myśleć, analizować, robić burzę mózgów, a jak zgłodniejesz, to idziesz do dobrej knajpy zjeść wspaniałego steka. Hotel to jest takie miejsce moja droga pani, który oferuje nie tylko łóżko do pierdolenia, ale również saunę, basen, siłownię, restaurację, bar, ciche lobby i pewnie inne miejsca, o których istnieniu jeszcze nie mam pojęcia. Przykre jest, że niektórym ludziom tylko takie ograniczone funkcje jak skok w bok przychodzą do głowy, kiedy słyszą słowo ‘hotel’.

Jeśli pójdziemy taką drogą, takim torem rozumowania jak Pani, która wysłała do mnie wiadomość, to w niewinnym ‘chodźmy na zakupy’ albo ‘idziemy do sklepu’ też doszukamy się drugiego dna, bo… UWAGA w sklepach, w przymierzalniach ludzie też się bzykają! Może nie tak często jak w hotelu, ale jednak. Idąc dalej tą drogą, propozycja pójścia na spacer do lasu to już niebezpieczne balansowanie na granicy przyzwoitości, wyjście na lody zahacza o chorą perwersję, a propozycja polizania znaczka to grzech śmiertelny, za który na pewno wszyscy pójdziecie do piekła (ten co lizał, i ten, co kazał lizać też).

Poważnie, przecież to idzie w paranoje wpaść. Gdybym zastanawiała się jak ktoś inny odbierze moje słowa, to bym nic nie powiedziała, nic, ani jednego zdania, ani jednego słowa, nawet pół nie. Bo co jeśli ja np. chcę, żeby kumpel kupił mi lizaka, bo akurat mam ochotę na truskawkowego chupa chups i powiem ‘kup mi lizaka’, a ta jego pani ma traumę, bo kiedyś ktoś jej takiego w dupę wsadził i jej się to nie do końca podobało? A skąd ja mam wiedzieć? Czy to znaczy, że mam nie prosić o coś słodkiego? Jeśli pójdziemy tą drogą, to człowiek powinien zamilknąć i nic nie mówić, bo przecież wszystko co powie może zranić drugą osobę.

Powtarzam raz jeszcze: Odpowiadam za to, co napisałam/powiedziałam, ale nie za to, co ty zrozumiałeś.

I wreszcie, jest zasadnicza różnica między ‘spotkajmy się w naszym hotelu’, kiedy celem spotkania jest uściśnięcie dłoni przyjaciela i obgadanie jakiegoś tematu, a ‘spotkajmy się w naszym hotelu’, kiedy naszymi intencjami jest rozłożenie nóg i wypięcie dupy. Jeśli ktoś tej subtelnej różnicy nie dostrzega, to proponuję powrót do szkoły albo wizytę u jakiegoś terapeuty.

I już zupełnie na koniec, dlaczego miałabym brać stronę żony, która zamiast załatwić sprawę jak człowiek rozumny, zadać pytanie, grzecznie wyjaśnić jej podejrzenia i obawy, rzuca się w moją stronę z obelgami? Proszę o wyjaśnienie, bo ja i moja swędząca cipka tego nie rozumiemy.

Z poważaniem
Wasz Kurwiszon

7 Comments

  1. Jedni mają obawy i starch , a ja z niecierpliwością czekam na sztuczną inteligencję , będzie szansa że coś się poprawi :)

  2. A ja się do formy, przypierdole, bo prawie mi oczy pękły.
    Wielokropkoholizm zazwyczaj zdradza pretensjonalność, do tego zazwyczaj jest wizytówką osobnika uważającego się za istotę niezwykle głęboką intelektualnie i duchowo, podczas gdy owa głębia jest zbliżona do błotnistej kałuży.
    Poza tym autor chce się otoczyć mgiełką tajemnicy.
    Niby wie. Na pewno wie więcej od rozmówcy, a jeśli nie mówi wprost, to nie dlatego, by nie wiedział jak, tylko by dodać głębi swoim pomrukom. Zawiesza głos, rzekomo podtrzymuje napięcie oczekiwania na coś, co może być zaraz wypowiedziane, ale po co mówić,skoro autor liczy na domyślność czytelnika. Jeśli czytelnik się nie domyśla,znaczy się, niegodny emocji, które pod wszystkimi wielokropkami kryją się w odmętach psyche autora. Odmętach przypominających bardziej szambo, niż cokolwiek innego.
    Szlag mnie trafia jak widzę takie gramatyczno-semantyczne rzygi.
    To tyle….. Miłego dnia….

    • Karolina, sama kiedyś cierpiałam na wielokropkoholizm (bardzo podoba mi się ta nazwa), ale się z tego wyleczyłam. Jest więc szansa i dla naszej drogiej czytelniczki! Trzymajmy kciuki. Miłego… dla Ciebie… również… ;)

  3. Dziwię się, że w dzisiejszych czasach wciąż jeszcze trzeba ludziom takie komunikacyjne miny rozbrajać.

    • Dawid, to taka syzyfowa praca, bo niektórzy ludzie nadal mają mentalność wyciągniętą z epoki ciemnoty i ogólnego zacofania. Jak mężatka, to nie może z innym chłopem na kawę pójść, jak homoseksualista to najlepiej spalić na stosie, jak bezdzietna, to trzeba nad nią płakać, jak gruba, to super, bo znaczy, że się powodzi, jak ksiądz coś powie, to święte… Skąd to się wszystko bierze?

      • Chyba z emocji. I z ego. I bezrefleksyjności.

        Pierwsze – jeśli jestem od kogoś uzależniony emocjonalnie, to bardzo przeżywam ryzyko, że mnie opuści i panicznie reaguję na takie sygnały, niezależnie jak paranoiczne są.

        Drugie – druga osoba ma wysławiać się zgodnie z moim rejestrem komunikacyjnym i nie dopuszczam możliwości, że ten sam komunikat może zostać zinterpretowany różnorako przez różne osoby. Nie chcę wrzucać reklamy, ale dobrze opisane jest to na blogu bezego.com – dał mi on sporo dystansu do życia i poniekąd uratował ośmioletni związek, kiedy wisiał na włosku i wystarczyło dmuchnąć, żeby poszedł w pył. Zamiast pójść po linii najmniejszego oporu, dałem partnerowi tydzień terapii, rozmów, czasu na dojście do wspólnej płaszczyzny porozumienia. Dzięki temu wyszliśmy z kryzysu nieco mocniejsi jako para, ale – co ważniejsze – jako ludzie.

        Trzecie – widzę, że ludzie nie lubią się wysilać. Widzę to w pracy, widzę na przykładzie różnych dramatów w związkach. Cofnięcie się i zadanie pytania „ale dlaczego?” lub „czy na pewno jest tak, jak wydaje mi się, że jest?” przekracza ich możliwości. Stąd nieporozumienia, niedomówienia, ciotodramy. To bezustanne drążenie i pytanie „dlaczego?” chyba pomogło mi w kryzysie, o którym wspomniałem wcześniej. Nie chodzi tylko o życie prywatne. Do tej pory wspominam, jak pozornie proste oświadczenie koleżanki w pracy mogło doprowadzić do niepotrzebnych komplikacji. Skończyło się na trzech godzinach weryfikowania i dochodzenia do prawdy (z sukcesem!) przed wysłaniem jednego e-maila. Komunikacja do zdradziecka sucz.

        Syzyfowa praca. Dobrze powiedziane. I chyba nie ma sensu się przy niej upierać. Wydaje mi się, że analityczne podejście w człowieku musi wypłynąć z jego wnętrza – czy to wyssane z mlekiem matki, czy nabyte przez doświadczenia. To jak z żarówką z żartu o psychologach – jak będzie chciała, to sama się zmieni. Ciężko jest zaszczepić taki mindset „kwestionuj wszystko” w dorosłym (celowo nie używam słowa „dojrzałym” człowieku). Na własnym przykładzie widzę, że nie da się motywacji ludzi przyłożyć do jednego szablonu i często sam się strofuję za wyciąganie zbyt pochopnych wniosków, stawiam krok w tył i ewaluuję swoją interpretację.

        gramatyki i interpunkcji ałtorki listó… nie komentuję…. bo zbiera mi się na bełcik…

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Close