starosc nie radosc, smierc nie wesele

– A ta moja siostra taka biedna jest. 40 lat dziewczyna i z tą łuszczycą już od miesięcy się męczy – wzdycha Hanka.

– A wiesz co? Ja słyszałam, że na łuszczycę pomaga picie tego grzyba herbacianego, Kombucha. To w ogóle jakieś cudo jest, bo hamuje rozwój grzybicy jelit i zmniejsza ryzyko występowania nowotworów. Może by tego spróbowała? – mówię i przypominam sobie, że sama miałam tego grzyba przywieźć od znajomych i ciągle zapominam.

– Ano właśnie słyszałam o tym. Może i by spróbowała? Tylko skąd tego grzyba wziąć? – martwi się Magda.

– Popytam ludzi, którzy to piją regularnie. Może dadzą mi jakieś strzępki, to ci sprezentuję – mówię i kradnę Hance dwa krążki kalmarów ociekające tłuszczem. Tylko żebym nie zapomniała – myślę sobie. Ostatnio z pamięcią już nie jest tak dobrze jak kiedyś. Zapominam nawet jak zapiszę.

– To może i na nadmierne pocenie się by pomogło? Ten mój Dawidek taki biedny. Tak mu się strasznie te stopy pocą. Kiedyś kazałam mu moczyć w naparze z szałwii i pokrzywy z dodatkiem lawendy, tymianku i kory wierzby. Trochę pomogło, ale może ten grzyb byłby lepszy?

– Dawidek teraz dojrzewa – wzdycha Magda. – To normalne, że wszystko mu żyje swoim własnym życiem, nawet jego stopy. Zobaczysz, zanim się obejrzysz, syn ci się z domu wyprowadzi.

– No, czas leci. Chcesz te kalmary? – pyta mnie Hanka. –  Nie będę tego jadła. Niedobre. Ja takich tłustych nie mogę. Na diecie byłam przez kilka dni i tak mi dobrze szło, aż któregoś dnia Stasiu uwędził te wędliny i kiełbasy. Grzechem było nie zjeść. Nażarłam się i teraz znowu mnie wywaliło. No wzdęcia, takie wzdęcia mam, że szok. Muszę coś z tym zrobić, bo przecież niedługo ludzie będą gadać, że w ciąży jestem. A jeszcze niedawno płakałam, że biegunka mnie dorwała i przez tydzień nie chciała puścić.

– A mnie coś połamało – Mówię przygarniając niechciane kalmary. Nie mogę być gorsza. Też mam jakieś dolegliwości i bóle, którymi mogę się pochwalić. Niech nie myślą, że tylko one – normalnie coś mi się przestawiło w dolnej części pleców i ból straszny. Ostatnio na siłce chciałam zrobić serię wypadów do tyłu i tak mnie wygięło, że myślałam, że już mi tak zostanie. Nie mogłam się wyprostować. Jak nie przejdzie w ciągu najbliższych kilku dni, będę musiała do jakiegoś fizjoterapeuty się wybrać – chwytam za słodkiego ziemniaka posypanego parmezanem.

– Ty z nas jesteś i tak najbardziej fit. Biegasz, po górach chodzisz, jak młoda kózka skaczesz, na siłowni ćwiczysz – mówi Madzia.

– Ta, biegam. Kolka mnie rwie jeszcze zanim wyjdę z domu, a jak jestem w górach to sapię jak stara baba. Masz ładny kolor włosów teraz – zmieniam temat, odgryzając kolejny kęs ziemniaka.

– Jaki tam ładny, wiesz ile siwych już mam? Ja bardzo wcześnie osiwiałam. To chyba genetyczne, po mamie – wzdycha Magda, przeczesując palcami burzę włosów.

– Ja to samo, ale ja to 16 lat miałam jak zaczęłam swoje farbować – mówi Hanka rzeczowym tonem. Starość nie radość, młodość nie wieczność, śmierć nie wesele – dodaje po chwili.

– A diabłu z dupy nie kareta – rzucam niezbyt zrozumiałym, zagadkowym powiedzeniem, które musiało utknąć w mojej pamięci po przeczytaniu jakiejś książki, bo w szkole tego na pewno mnie nie nauczyli.

Patrzymy na siebie i zaczynamy się śmiać. Kiedyś to były tematy do rozmów i śmiechów: Faceci, imprezy, miłości, złamane serca, randki, sex, drugs i jeszcze rock & roll. A teraz?

***

15 lat temu…

– Jezu, Hanka, ty się cała trzęsiesz – stwierdzam – Musiałaś się nieźle wstawić wczoraj. Dziwne trochę, bo piłyśmy po równo – marszczę brwi i staram się przypomnieć napoje wyskokowe ostatniej nocy:  Najpierw pół butelki  białego wina, które wykradłam od starych z lodówki, chyba i tak było już dobrze sfermentowane, bo w brzuchu po nim jeździło strasznie, później po dwa duże piwa na Świętokrzyskiej, później gin z tonikiem, nie pamiętam ile, ale popłynęłyśmy i w głowie zaszumiało, a na koniec jeden drink, który wyglądał jak kawałek zakrwawionej macicy ze strzępem pępowiny uwięzione w szklanym słoiku.  A i jeszcze jakiś mały kawowy likier z czymś mocnym. I to by było tyle…

– To nie od tego. Nie mam żadnego kaca – oznajmia Hanka, wrzucając kawałek cytryny do szklanki z nałęczowianką. – Źle spałam – mówi, jakby to był sekret jakiś.

– Nie zadzwonił?

– Zadzwonił.

– I co powiedział?

– Nic.

– Jak to nic? – ciągnę za język.

– Nie wiem. Nie odebrałam.

– Ale dlaczego? Przecież wpadł ci w oko. Widziałam jak z nim tańczyłaś pod filarem. Wciskał cię w ścianę tak, że z mojego miejsca to wyglądało jakby cię nieźle posuwał.

– Tylko się całowaliśmy! – wykrzykuje Hanka.

– Całujesz faceta, masz na niego chrapkę, a później jak dzwoni, nie odbierasz. Nie kumam – robię głupią minę i uświadamiam sobie, że od zawsze miałam problemy ze zrozumieniem kobiecej logiki.

– Bo nie chcę mu pokazać, że mi na nim zależy, żeby sobie nie myślał niewiadomo co.

– No ale przecież ci zależy – stwierdzam.

– No tak, ale on nie musi o tym wiedzieć. Ty nic nie rozumiesz. Jak facet dzwoni, to nie odbierasz od razu, bo pomyśli, że śpisz z telefonem w ręku, leżysz przy aparacie w stanie pogotowia albo biegniesz na dźwięk dzwonka z wywalonym do pasa jęzorem. Musisz mu pokazać, że tak ci trochę nie zależy. Odbierasz po kilku sygnałach dopiero. On musi wiedzieć, że ty masz inne życie, swoje życie, a nie tylko warowanie przy telefonie i wzdychanie do niego – Hanka wygłasza swój referat z psychologii związku, a ja łapię się za głowę.

Zerkam na telefon. Dzwoni Magda.

– Przyjedźcie do mnie, bo ja nie mogę wyjść z chałupy i ludziom się pokazać!

– Co się stało?

– Ufarbowałam włosy. Miał być miedziany blond, a wyglądam jakbym tydzień na złomowisku leżała. Ja tak się na ulicy nie pokażę!

– Na pewno przesadzasz – mówię spokojnie. Magda słynie z wyolbrzymiania.

– Nie przesadzam. Przyjeżdżajcie. Tylko kupcie mi po drodze farbę. Może być naturalny blond z Garniera. Mam dobre lody! – krzyczy na zachętę.

– Możemy być, ale dopiero późnym wieczorem. Jestem u Hanki, a ona w rozsypce. Jeszcze w piżamie. Nic nie jadłyśmy.

– Zdam wam relację z ostatniej nocy – Magda sięga po cięższy kaliber. Wczoraj wyszła z imprezy wcześniej, w towarzystwie przystojnego bruneta, którego poznała tydzień temu w Stodole. Fajne ciacho. Sama takie chętnie bym schrupała, gdyby tylko wpadło mi w rękę.

– Będziemy za godzinę. Pa! – krzyczę w słuchawkę i karzę Hance się ubierać.

Niecałą godzinę później jesteśmy już u Magdy, w wynajmowanej kawalerce, w której karaluchy uciekają na nasz widok. Od samego słuchania robi nam się mokro i gorąco.

– Przyparł mnie do ściany tak, że ten zegar co od was dostałam, spadł ze ściany, baterie i jedna wskazówka mu wypadły. Baterię znalazłam, ale wskazówki do tej pory nie mogę – recytuje Magda, przeczesując zardzewiałe włosy. – Pewnie gdzieś w pajęczynie pod lodówko utknęła. Nawet nie dotarliśmy do pokoju. Może i lepiej, bo nie stać mnie na nową kanapę, a przy takiej sile pieprzenia, jestem pewna, że byśmy ją zarwali. Chłop z polibudy to jednak wie jak zrobić, żeby było zwarcie i porażenie prądem. Przez chwilę byliśmy jak mały pieprzony transformatorek. Jego stalowy rdzeń i moje uzwojenia pasowały do siebie idealnie. I jaka energia z tego była! Jaka siła! Jaka moc!

– Jaka?! – wykrzykujemy obie niemal jednocześnie.

– Jaka? Jaka? Idealna! Przecież mówię! Transformator idealny to był.  Idealna sprawność i tylko niewielkie straty mocy przy wyjściu.

Nie zdziwię się jak po tym wszystkim Magda przeniesie papiery z uniwerku na polibudę.

***

A teraz? Tylko śmierdzące męskie stopy, biegunki, wzdęcia, bóle pleców, siwe włosy i zaniki pamięci. Aż boję się co to będzie za kolejne 15 lat…

– Wybaczcie spóźnienie, utknęłam w windzie – powie Hanka – to przez ten balkonik. Mówiłam, że taki mały wystarczy, ale Dawidek się uparł, że zrobi większy, to mi będzie wygodniej. Wcale mi nie wygodniej. Tylko się namęczę. Mówię wam, co ja mam za życie. Każdego ranka wstaję o siódmej, poczłapię do łazienki i od razu męczyć się zaczynam, bo problem z oddawaniem moczu mam straszny. Chciałabym, a nie mogę – wyciągnie zza rękawa płócienną chusteczkę do nosa, smarknie dwa razy, po czym rzuci okiem na to, co z jej nosa wylazło.

– I myślisz, że to ty masz problem? Ja każdego ranka wstaję o ósmej i chcę zrobić kupę, a nie mogę – powie Magda wypluwając w chusteczkę swoje zęby. – W toalecie przesiedzę pół dnia. Już nawet TV do łazienki sobie wstawiłam. Mówię wam, permanentne zaparcie to straszny złodziej czasu. Gorszy niż brazylijskie telenowele.

– A ja robię kupę i siku każdego ranka o ósmej – pochwalę się ja, podnosząc trzęsącymi rękoma kubek rumianku, wylewając na siebie jego połowę.

– To ty Agnes nie masz żadnego problemu! Tobie to dobrze.

– No trochę mam, bo ja nigdy nie budzę się przed dziewiątą – odpowiem zupełnie niezakłopotana.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Close