wiersze

Zaczęło się od Kaji… Ale o niej, będzie później, bo dziewczyna zasługuje na pomnik z moich słów, który niebawem jej wybuduję. Kupiłam ją za pieniądze. Tyle, ile mogłam. Otworzyłam i obudziła się we mnie ta dziewczyna, która wierszem pisała świat. Założyła sukienkę w kwiaty, wypiła kieliszek prosecco, wciągnęła buty za kostkę i poszła wierszem pisać tegoroczną wiosnę. Po drodze znalazła kawałki serca rozrzucone niedbale pod łóżkiem. I wiecie co? Ja tych wierszy trochę mam. I tak sobie myślę, że może kiedyś jakiś tomik poezji wydam. Bo czemu nie? Dziś panie i panowie, kolejne trzy, które wpadły mi w ręce.

***

Napisałam list do ciebie,
O godzinie zero, na sygnale.
Przez wypadek na głos go pisałam,
W zeszycie w kratkę.
Jedno słowo złapało grypę, drugie miało atak serca, trzecie niewydolność morfemu, a cała reszta połamała się przy wchodzeniu do koperty. I jeszcze do tego kropki się pogubiły.
I zamiast na pocztę biec do szpitala musiałam.
Nie udało się żadnego uratować.. Dokąd idą słowa po śmierci?
Pytałam starą kobietę w parku. Nie wiedziała.
A później ze szpitala na cmentarz biegłam.
O godzinie drugiej dwadzieścia, po cichu, na palcach.
Pisałam: Odszedłeś tak nagle, że ani uwierzyć, ani się pogodzić.
Patykiem na ziemi, przy grobie kasztanowca, pod którym kiedyś mnie całowałeś.

***

Zamieszkał twój głos pod moją skórą.
Rozsypał się skitelsam.
Wypełnił usta,
Głowę wypełnił.
Kolorowe słowa,
Z ust twoich do moich.
Czarne kłamstwa,
Czerwone pożądanie i żółte skwaszone uśmiechy.
I jeszcze cała paleta nienazwanych, nieistniejących, tych wibrujących,
W głowie,
W sercu,
W ustach,
I między nogami.

***

Przyniosłam kwiaty z lasu,
Porąbałam je na opał.
Kawałki drewna wyrwane z ogrodu,
Wsadziłam do wazonu.
Zjadłam twoje kłamstwa na śniadanie,
Już po dziewiątej piętnaście miałam zgagę.
Odbiłeś się czkawką i trupim
Oddechem martwej miłości.
Spojrzałam w ścianę.
Zobaczyłam swoje serce,
Nieumalowane,
Tyle blizn, ran i zmarszczek.
Było cmentarzem.
Pochowałam na nim wspomnienia o tobie,
O mnie, o nas.
Polałam rzewną kawą inką. Niech nie zmartchwychwstają.

Kochani wydawcy. Nie zabijajcie się o pierwszeństwo w przygotowaniu, opracowniu i drukowaniu porywów mojego serca. Wystarczy, że napiszecie do mnie e-maila ze słowami uznania, dołączycie zdjęcie nagiego, przystojnego członka i jestem wasza. Pamiętajcie, to ja jestem waszym niebem i słońcem! Cmok!

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Close