Kobieta wymusza zaręczyny, domaga się pierścionka, naciska na ślub

– Zaskoczył ją! Phi! Zaskoczył! – Mówi podniesionym głosem Gośka – Ciągle gadała o tym pierścionku zaręczynowym! Nie przestawała napieprzać dziobem ani na sekundę! Non stop wyciągała tego chudego palucha w jego stronę z pytaniem, kiedy go ozdobi odpowiednim diamentem. Gdybym to była ja, to bym jej tego palucha wyrwała razem ze stawem biodrowym! Zaskoczył! Czy ona w ogóle wie, co to znaczy kogoś zaskoczyć?

Patrzę na mały ekran telefonu podstawiony pod mój nos. Takie czasy nastały, że pierścionek jeszcze dobrze na palec nie wciśnięty, ale już focia na fejsa wrzucona i zbiera lajki. Oddalam telefon od siebie i spoglądam z odpowiedniej odległości. Kobieca dłoń, a raczej jej serdeczna część i kilka karatów wciśnięte na nią. Trochę makabrycznie to wygląda. Gdzie reszta palców? Nie znowu takie grube, żeby w kadr się nie zmieściły. 85 lajków, 64 komentarzy. Biedna, pewnie leży krzyżem i staje na głowie, z nadzieją na więcej. Spokojnie, ludzie kochają prywatę. Wrzuć jakiś widok z Wysp Trobriandzkich, to tylko nieliczni docenią piękno i egzotykę miejsca. Wrzuć rozmazaną gębę dzieciaka znad kanapki z szynką, przyklejoną do stołu pokrytego ceratą w polne maki, a zbierzesz sto lajków w ciągu kilku minut.

– Gośka, tu trzeba współczuć – odzywam się wreszcie – Widać od razu, że dziewczyna kompleksy leczy. Brak akceptacji samej siebie się za tym kryje.

– Współczuć? Kopnąć w zad, a nie współczuć! – gdybyśmy stały gdzieś na wiejskim podwórku, pewnie splunęłaby przez ramię, wbiła widły w ziemię, podkreślając dosadnie, co myśli o tego typu kobietach – Wymusiła te zaręczyny na nim, a ten pajac tak po prostu się dał. Domagała się tych zaręczyn przy każdej możliwej okazji. Pamiętasz wesele Krzyśka? Myślałam, że się porzygam od tego ciągłego ‘Żabeńko, a kiedy my?’, ‘Prosiaczku, ale u nas będzie inaczej, prawda?’, ‘Rybeńko, ten paluszek potrzebuje świecidełka i to szybko’. Nie wiem za jakie grzechy posadzili nas obok nich. Miałam ochotę wbić jej widelec między oczy i nóż do ryby w tchawicę, żeby tylko się zamknęła.

– Gdybym cię nie znała, pomyślałabym, że jesteś zazdrosna – rzucam w nią orzechem nerkowca i zanoszę się śmiechem.

Gośka należy do tych kobiet, które instytucję małżeństwa uważają za hańbę, ujmę dla honoru naszych dzikich serc. Nie potrafi zrozumieć, jak można stanąć przed księdzem, merem, samym buddą i zagwarantować, że nigdy nie dotknie się innej kobiety niż własna żona albo innego faceta niż własny mąż. Ciągle powtarza, że męża może mieć zawsze, niekoniecznie swojego.

– Kobieta nie może domagać się zaręczyn! Domaganie się zaręczyn to elementarny brak godności. To naruszenie prawa do wyboru i wolności drugiego człowieka. Nie można tego robić facetom. To nieetyczne. To śmierdzi. To jest feee! – Gośka bierze oddech i nawija dalej – Jako kobieta w związku masz prawo, zadawać czasami nawet niewygodne pytania. Ba! Nawet powinnaś, bo jeśli marzysz o białej sukni do samej ziemi i kilogramach falbanek, a on z różnych przyczyn nie chce się wiązać, to lepiej być świadomym sytuacji w jaką się pakujesz jeszcze na samych początku. Masz prawo, a nawet powinnaś zapytać, czy chce mieć dzieci, bo jeśli ty marzysz o piątce pyzatych szkrabów, a on o podwiązaniu nasieniowodów, to macie problem. Masz prawo i powinnaś pytać i oczekiwać odpowiedzi, ale nie naciskać, nie wymuszać, nie domagać się, nie szantażować emocjonalnie. Nie! Nie! Nie! Idę siku – Ucina nagle temat.

Myślę o tych wszystkich Bożenkach, które takim bądź innym sposobem starają się przywiązać do siebie faceta. Co się za tym kryje? Zazwyczaj strach przed utratą związku i zaniżone poczucie własnej wartości. Naciskanie faceta na pierścionek, to otwarte pokazanie: jestem byle jaka, bezbarwna, nic nie warta i on sam z siebie nigdy nie padnie na kolano. Takie Bożenki należałoby położyć na kozetkę i tłumaczyć, że zawarcie małżeństwa wcale nie daje poczucia bezpieczeństwa i stabilizacji, jeśli tej stabilizacji i poczucia bezpieczeństwa nie ma w człowieku. Ślub nie jest gwarancją miłości do grobowej deski. Można by pomóc sobie slajdami z rozpraw rozwodowych, zdjęciami doradców małżeńskich zawalonych robotą i obrazkami porcelanowych talerzy rozbijanych o cztery ściany w chwilach bezradności.

– O, zoba… , jus sto pitaście lajków! – Gośka komentuje wydarzenie fejsbukowe z buzią pełną orzechów. Gryzie nerwowo i ciągnie dalej – Nie wpieniłabym się tak, gdyby nie fakt, że jego do końca pojebało. Przerobiła go na swoją modłę. Tańczy, jak mu zaśpiewa, a ona, kurwa, śpiewać nie potrafi! No i to jej ‘totalnie mnie zaskoczył’. O jakim zaskoczeniu tu mowa? Zakłamane dziewuszysko.

– Wiesz, może u nich to było coś na zasadzie… – myślę nad jakimś trafnym porównaniem – no wiesz, powtarzasz facetowi, żeby wyniósł śmieci i ględzisz mu tak od tygodnia. Kiedy kuchnia już wali jak umarlak w pierwszym stadium rozpadu, on raczy je wynieść i ty jesteś zaskoczona, że wreszcie to zrobił, bo generalnie to straciłaś nadzieję na błysk w kuchni?

– Ty jesteś po mojej stronie, czy tej pindy? – Gośka wstrzymuje lot orzecha trzymanego między palcami, które zawisły kilka centymetrów od jej uchylonych ust i posyła mi żartobliwie groźne spojrzenie.

– Jestem po stronie prawdziwej miłości – mówię podniosłym tonem – i mądrych relacji ludzi, którzy swojego mózgu używają nie tylko do generowania snów.

W odpowiedzi dostaję orzechem laskowym w prawe ucho. Trochę szkoda mi tej dziewczyny. Jeszcze bardziej żal mi faceta, który pod mocnym naciskiem damskiego pantofla nie wytrzymał bólu gniecionych jaj i padł na kolano. Bo głupi i nie widzi sygnałów potencjalnych problemów. Bo takie babsko najpierw naciska na pierścionek zaręczynowy, później na obrączkę, zaraz potem na chatę, taką jak u Kowalskich, pierwsze dziecko, drugie dziecko, w tym samym czasie na psa, choć ty masz uczulenie na sierść (no, ale w imię miłości wybierze ci odpowiednią rasę i na wszelki wypadek zapisze na doustną immunoterapię). Później jeszcze na wypasiony prysznic, Kandinskiego na ścianie (choć ty zamiast barwnych plam wolisz naturę), twoją garderobę (bo w tych porwanych dżinsach wyglądasz jak zbuntowany nastolatek, a nie stateczny pan po 30tce), szczoteczkę do zębów, fason majtek, aż wreszcie kolor trumny w której cię pochowa, jak już sobie strzelisz w łeb.

– Baby głupie są, ale faceci dotrzymują im kroku – Gośka chyba czyta w moich myślach – Żeby tak się dać zmanipulować. Krótko są ze sobą, a on już takie numery odstawia. Z jej gaciami rzuconymi na oczy idzie rujnować sobie życie. Za 5-10 lat obudzi się z alimentami, nerwicą i emocjami, z którymi sam nie da sobie rady. Muszę mu powiedzieć, żeby nie oszczędzał na butach. Będzie mu wygodniej biegać z zakładu pracy na salę sądową i do gabinetów lekarskich. Tylko to teraz zaślepiune takie, zaluviune. Nikogo nie słucha, bo rzadko z kimkolwiek rozmawia.

– Desperat i tyle – ucinam temat, bo Gośka podnosi się z kanapy i sięga po płaszcz.

– Są siebie warci – kwituje Gośka i daje mi buziaka na do widzenia.

2 Comments

  1. Nie chce wyjść na jakiegoś psychofana, ale naprawdę świetnie władasz piórem / klawiaturą ;-)

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Close