Facebook smartphone

Ludzi już do końca pojebało. Gdybym była kreatorką złotych myśli, to właśnie taką wpisałabym w złote ramy facebooka i czekała na milion lajków. Spoglądam na zdjęcie polubione przez znajomego znajomego i łapię się za głowę. Maleńki noworodek urodzony przedwcześnie walczy o życie. Zdjęcie zrobione przez matową ścianę inkubatora. Niemowlę z rurą w szyi, rurkami w nosie, jakąś pompką w pępku, kabelkami dookoła wygląda jak potworek. Mały potworek skurczony w grymasie bólu. Widać, że cierpi.

Przy spotkaniu towarzyskim dzielę się przemyśleniami ze swoją bandą czarownic. Że już nie ma prywatności, że facebook okrada nas z ostatnich pierwiastków intymności, że ludziom po prostu wali na łeb.

– To jeszcze nic. Znajoma znajomej straciła dziecko nim się narodziło. Urodziła martwe, ubrała je w garniturek, zawiązała muszkę pod szyją i zamiast do trumienki włożyć, to do fotografa na sesję zdjęciową zaniosła – Marta mówi przyciszonym głosem.

– Mam nadzieję, że to nie była dziewczynka – mówię. – Muszka byłaby trochę nie na miejscu. Sorry, nie mogłam się powstrzymać. Nie mów, że wrzucili to na fejsa? – pytam, choć już znam odpowiedź.

– Wrzucili. Ona trzyma je na rękach. On stoi obok. Oboje wpatrzeni w swoje maleństwo.

– Martwe maleństwo – dodaję.

– I jeszcze się uśmiechają. Z resztą jak chcesz możesz zobaczyć sama – proponuje Marta i zaczyna grzebać w swojej torebce. Wyciąga telefon w lśniącej zbroi pancernej, coś tam puka w ekran i wyciąga w moją stronę.

Przez chwilę się waham. Nigdy nie potrafiłam zrozumieć fascynacji nad niemowlakami, tych zachwytów, ochów i achów. One wszystkie są dla mnie takie same. I do tego ciężko odróżnić ich płeć. Wątpię, żebym nagle zaczęła zachwycać się nad noworodkiem i do tego martwym.

– Dawaj – ciekawość bierze górę.

Patrzę i oczom nie wierzę. Uśmiechnięta para wpatrzona w małego trupka. Nawet gdybym nie wiedziała, zauważyłabym, że coś tu nie gra. Że matka ma pięknie ułożone włosy i nienaganny makijaż, ale ciało dziecko jak kamień, zastygłe w bezruchu, z sino-fioletowymi paluszkami, bez energii, bez ciepła, bez życia.

– Internet zmienił wiele. Przede wszystkim dał idiotom całkiem liczną widownię. Ja się boję o przyszłość ludzkiego gatunku  – mówię i łapię się za głowę. – Niedługo zaczniemy stroić zwłoki ukochanej w jej ulubioną sukienkę w kwiaty i wieczorami będziemy tańczyć z nią walca, trzymając ją w objęciach, nagrywając i montując z tego film na fejsa.

– Wiecie, kiedyś to było modne – słyszę Gośkę, która studiowała historię i na wszystko patrzy z punktu widzenia nauki. – Teraz robi się zdjęcia przy narodzinach, chrzcinach, ślubach, dlaczego nie pogrzebach? To takie utrwalenie ostatniego etapu w tej naszej wędrówce życiowej – patrzę na nią i łapię się za głowę jeszcze raz.

– Gosia, kurwa, fotografowanie umarlaków jest niesmaczne. Takie zdjęcia ogląda się niechętnie, rzadko albo wcale. Tylko popierdoleńcy siadają z butelką wina i oglądają truposzy.

– I pracownicy FBI! – wykrzykuje Kaśka. – Widziałam na filmach. Jak nie potrafią rozwikłać zagadki jakiegoś morderstwa, to siadają nad zdjęciami ofiary z butelką wina. Nad ranem zazwyczaj znajdują rozwiązanie.

– Tak Kasiu – mówię. – I pracownicy FBI. Wracając do tematu: Fotografowanie umarlaków jest niesmaczne. Fotografowanie umarlaków i udawanie, że żyją, jest chore.

– Ale spójrz na to z innej strony. To nie jest żadna nowość. Najpierw były portrety trumienne przodków, tak? Te wykonane bez żadnego upiększania stanowią niesamowitą lekcję historii, tak? Podobno są tak staranne i dokładne, że po stanie skóry lekarz jest w stanie ocenić na co chorował nasz bohater, z jakiego materiału uszyte zostało jego ubranie – Gośka ekscytuje się, a ja dostaję gęsiej skórki. Jak jeszcze raz doda ‘tak’ na koniec zdania, to jej przywalę, tak?

– Gosia, zgadza się. Tradycja fotografowania zmarłych była powszechnie praktykowana jeszcze w latach 60tych XX wieku. Owszem. Tylko to były inne czasy, inne pokolenie. Skoro cofamy się, to ja wolę wrócić na drzewo i żyć sobie jak małpa. Tylko mi zdjęcia proszę nie robić i na fejsa nie wrzucać, bo zabiję bananem.

Czasy się zmieniają. Obyczaje pogrzebowe też. Teraz w kościele nie otwiera się trumny, bo jest to zakazane ze względów sanitarnych. Kiedy byłam mała, odkrywano trumnę jeszcze na cmentarzu i każdy stawał na palcach, żeby tylko zobaczyć siną twarz umarłego, wytrzeszczone jego oczy i wyschnięte dłonie złożone do modlitwy. Kiedyś zasłaniano lustro i TV, żeby zmarły nie zapatrzył się w swoje odbicie i nie zechciał przypadkiem zostać wśród żywych. Dzisiaj wdowa poprawia czarną koronkę w zwierciadle zawieszonym na ścianie i nawet o tym nie myśli.

Przez chwilę śmiejemy się na myśl o bananowej śmierci, ale zaraz wracamy do mrocznego tematu, który ciągnie nas jak niewidzialna dłoń.

– Poza tym my tu poruszamy trochę inny temat. Jak ktoś chce fotografować umarlaków, to niech tak robi. Jak ktoś chce mieć zdjęcie umarlaka na pamiątkę, to też niech sobie trzyma w albumie. Tylko niech tego nie wrzuca na fejsa. Bo tam wszyscy widzą, nawet ci, którzy nie chcą oglądać. Z resztą ja to w ogóle nałożyłabym limit wrzucanych zdjęć na ścianę, bo większość działa mi na nerwy – kwituję i nagle tracę apetyt, choć jeszcze przed chwilą burczało mi w brzuchu.

Przypominam sobie pewne zdjęcie okryte patyną czasu. Mam na nim jakieś 6 lat. Długie kręcone włosy do ramion i spuszczoną głowę. Jestem opalona. Od razu widać, że to było gorące lato. Ktoś, kto nie zna mojego kraju pochodzenia, może pomyśleć, że jestem dzieckiem z Etiopii. Mała, czarna i przeraźliwe chuda. Brzuch na szczęście mi nie odstaje, ale pewnie tylko dlatego, że jest przykryty niebieską bluzeczką w kwiatki i niebieską spódniczką podciągniętą pod sam pępek. Mój wujek jest w podobnym kolorze. A przynajmniej jego twarz. Resztę przykrywa garnitur kupiony specjalnie na tę okazję. Leży w dębowym pudełku, bez ruchu, napuchnięty, zupełnie inny niż pamiętam go za życia. Tak jak wspomniałam wcześniej, to było gorące lato. Wyobrażasz sobie co działo się w jego środku tego trzeciego dnia? Gdybym teraz stała przy jego trumnie i zobaczyła, że ktoś robi zdjęcia, to podeszłabym i strzeliła w ryja, wykopała z domu i rozwaliła mu aparat na głowie. Tak właśnie bym zrobiła. Niestety na tym zdjęciu mam jakieś 6 lat. Jestem małym, chudym szczylem. Gówno mogę. Dosłownie.

To zdjęcie raz na jakiś czas wypada ze sterty innych i wtedy myślę ‘Po chuj?’ Żeby udokumentować trzeci dzień rozkładu zwłok? Teraz sobie myślę, że powinnam się cieszyć, że tylko to przyszło mojej ciotce do głowy. Mogła przecież wsadzić wujka w jego ulubiony fotel, w ręce wepchnąć gazetę z datą jego śmierci, mnie posadzić na jego kolanach, oprzeć swoją głowę na jego ramieniu, uśmiechnąć się i udawać szczęśliwą rodzinkę w niedzielne popołudnie.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Close