Aplikacja wcale nie znowu taka młoda, a ja odkryłam ją stosunkowo niedawno. Kiedy przyznałam się znajomej, że nie mam pojęcia, co to jest i z czym to się je, spojrzała na mnie jakbym wypuściła spod sukienki stado kolorowych dinozaurów. Poczułam się jak dziecko specjalnej troski. Nie miałam innego wyjścia, niż naprawić luki w edukacji i zainstalować Bitmoji na swoim zdezelowanym smartfonie. Później świat miał mnie z głowy przez kilka wieczorów, bo co robiłam? Tak jest, tworzyłam własnego awatara.

Ten, kto spróbował wie, że to wcale nie jest takie proste. Wybór płci nie przynosi nadzwyczajnych trudności, ale połączenie odpowiedniego kształtu twarzy, oczu i ust wymaga kilku chwil skupienia i uważnego spojrzenia we własne odbicie lustrzane. Pamiętam, że pierwsza Agnes na Bitmoji była totalnym niewypałem. Jej awatar wyglądał jak tania podróbka mnie samej, zrobiona małymi rączkami, gdzieś w zapyziałej chińskiej wiosce, na podstawie automatycznie przetłumaczonej instrukcji po węgiersku. Dopiero po kilku stosownych zmianach jej prawdziwa postać zaczęła przybierać odpowiednią formę. Agnes z Bitmoji zaczynała mieć moje oczy, moją fryzurę, mój styl i mój wyraz twarzy. W końcu otrzymałam zadowalający efekt, a życie moje i wszystkich, których na co dzień obsypuję w świecie wirtualnym wiadomościami, zmieniło się jak majtki bojaźliwych dzieciątek przed i po przejażdżce tunelem strachu. Drastycznie.

bitmoji me

Jedni grozili, że zabiorą mi telefon. Inni po kolejnej otrzymanej wiadomości wysyłali krótkie, acz treściwe ‚kurwa mać!’, jeszcze inni straszyli policją, kuratorem i niebieską linią. Niektórzy próbowali atakować tą samą bronią, w myśl ‚Bitmoji za Bitmoji. Kto emotikonami wojuje, od emotikonów ginie”, ale ja byłam nieustraszona. Wysyłałam swoją gębę na dzień dobry, na do widzenia, kiedy padał deszcz, świeciło słońce, wiał przejmujący wiatr, przed obiadem, po obiedzie, w święta Bożego Narodzenia, WielkiejNocy, Hanukkah, kiedy byłam chora, zapracowana, szczęśliwa, wkurwiona, w trakcie treningu, lektury, a nawet w bardziej prywatnych momentach.

bitmoji toaleta

Pokochałam aplikację tak bardzo, że przez chwilę miałam ochotę totalnie przestać mówić. Porozumiewanie się ze światem za pomocą obrazków wydawało się kuszącą i zabawną opcją. Chciałam wydrukować wszystkie dostępne grafiki i używać ich nawet poza światem wirtualnym. Zrezygnowałam już pierwszego dnia, kiedy najpierw trzy razy przegapiłam autobus (na deszczu), bo nie wyciągnęłam na czas znaku STOP, a później dostałam od małego dziecka pękem kluczy po głowie, bo nie potrafiłam wyartykułować swojej potrzeby w kolejce po lody, tym samym znacząco opóźniając jego obsługę.

bitmoji stop

Tak, tylko najbardziej wytrzymali z krewnych i znajomych królika, przeszli fazę mojego uwielbienia Bitmoji bez szwanku na własnym zdrowiu psychicznym. Z czasem aplikacja odpoczęła od moich swędzących dłoni i tylko raz na jakiś czas zaczęła pojawiać się w rozmowach wirtualnych. I wiecie co? Bitmoji wybudza twoją kreatywność nawet z głębokiego snu. Sprawia, że twój awatar rzucony na podatny grunt może być zapłonem do nietuzinkowej rozmowy. Już służę przykładem.

Bohaterami sceny z życia wziętej jestem ja i Lis. Lis była z chłopem w szpitalu. Czekali na prześwietlenie chłopa, któremu coś tam w plecach wzięło i trzasło. Jak wiadomo poczekalnie w szpitalu to najlepsze miejsca na nadrabianie towarzyskich zaległości i pogaduszki on-line. Ja byłam w tym samym czasie zajęta wciągającą lekturą (Geografia Szczęścia, Eric Weiner – gorąco polecam!). Zajęta, ale nie na tyle, żeby móc poinformować Lisa o stanie rzeczy, oczywiście za pomocą odpowiedniego obrazka.

ksiazka bitmoji

– Znalazłaś muchomora większego od siebie! – zareagował Lis. – I czytasz! – rzuciła słuszną uwagę. – O, i przyszedł robak! I podsypali kompostem, żeby grzyby duże rosły. A mały grzyb odpoczywa w cieniu albo boi się wyjść , bo ktoś usiadł na większym kapeluszu i nie jest to mucha burczybrzucha. Czy grzyb pokona strach i wychyli się zza kolegi grzyba? A wkoło mnie takie plakaty.

Tutaj dostaję zjęcie plakatu brzucha ciężarnej kobiety, z bobasem w środku zwiniętym w pozycji embrionalnej. Wiecie, taki plakat, jakich wiele w przychodniach lekarskich, w poczekalniach do pracowni rentgenowskiej.

– Myślę sobie, że wygodnie jest być grzybem przed prześwietleniem – nie pytają wtedy o ciążę. – Lis kontynuje. – Ciążę można zostawić w mchu. I gotowe. I nie tracimy czasu na miliony pytać o życie seksualne tudzież aseksualne. Jakim byłabyś grzybem, gdybyś mogła wybrać? – czytam i wpadam w osłupienie.

Już tak dawno nikt nie zadał mi pytania, w odpowiedzi na które mogłabym poruszyć te komórki mózgowe, które dbają o kreatywność i wyobraźnię. Co więcej, już dawno nie dałam odpowiedzi, wysilając się na spontaniczność wewnętrznego dziecka! Dzięki Bitmoji mogę to zmienić. Tu i teraz.

– To nie robak. – Odpisuję w tempie ekspresowym. – To ekologiczny wibrator, gdyby mi przyszła ochota na miłość z samym sobą. – Nie jest to może odpowiedź, jaka padłaby z ust dzieciaka, ale na drabinie kreatywności, umieszczam swoje dupsko na jednym z wyższych szczebelków. Lepsze to niż nic. Słyszę zgrzyt trybów zardzewiałej prawej pólkuli, odpowiedzialnej właśnie za wyobraźnię, myślenie abstrakcyjne i zdolności wszelakie. Nad odpowiedzią na pytanie o grzyba muszę się chwilę zastanowić.

Jakim byłabym grzybem, gdybym mogła wybrać? Do głowy przychodzi mi, nie wiem dlaczego, kurka żółta. Ale ja z kurką mam tyle wspólnego, co politycy z mówieniem prawdy. Może muchomor czerwony? Myślę przez chwilę. Lubi się wyróżniać, może odurzyć, a nawet zatruć… I wreszcie mam! Już wiem! Już wiem, jakim byłabym grzybem. Grzybkiem halucynkiem!

– A wiesz dlaczego? – pytam, choć nie oczekuję odpowiedzi, bo już ją znam i bardzo chętnie się z Lisem i całym światem podzielę. – Bo wtedy mogłaby, rozrabiać, ile grzybnia zapragnie!

bitmoji happy

A wy? Jakim bylibyście grzybem, gdybyście mogli wybrać. No i pokażcie swoje awatary na Bitmoji!

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Close