women's health zupa

Postanowiłam zrobić zupę. Phi! Wielka mi rzecz, powiesz i wyciągniesz minę schowaną specjalnie na takie okazje. Czytaj dalej. Postanowiłam zrobić zupę ze złotem. Ha! Zaskoczona? Zdziwiony? Kopara opadła? Jesteście pod wrażeniem?

Zupełnie niepotrzebnie, bo zupa banalnie prosta, składająca się z pięciu, a właściwie czterech składników.  Potrzebujesz:

1 brokuł (oddzielnie kwiaty i łodygi),
1 imbir, wielkości kciuka (posiekany),
50g czerwonej soczewicy,
50g zielonego groszku
100g złota… Inków, czyli komosy ryżowej, znanej również pod nazwą quinoa.
Bo chyba nie myśleliście, że zrobiłam zupę z prawdziwym złotem?

Pierwszy raz spotkałam się z takim połączeniem: złoto Inków w zupie. Zazwyczaj komosę ryżową dorzucałam gdzieś tam do miski warzyw, ale przyznaję się bez bicia, nie miałam pomysłu co z nią robić. Teraz już wiem: dorzucać do zup. To połączenie jest szybką, łatwą, zdrową i całkiem smaczną kombinacją.

Wierzę, że zdrowe jedzenie jest naszym lekarstwem profilaktycznym. I taka jest ta zupcia. ZUPA! Żadna zupcia! ZUPA. Nie chcę być jedną z tych kobiet z patologiczną skłonnością do zdrabniania. Nie chcę być jedną z tych, które jak klną, to ‘Niech to szlaczek!’ albo ‘Kurewka maćka!’. Zupa! Z-U-P-A. Taka jest ta zupa.

Zakasuję rękawy i otwieram wakacyjne wydanie Women’s Health, skąd wziął się pomysł na takie cudo. Zalewam złoto 300ml wody, zgodnie z tym co w przepisie. Po namyśle dolewam jeszcze trochę. Solę, doprowadzam do wrzenia (Jak to brzmi? Doprowadzić to można do orgazmu. Głupia ta kolokacja trochę, gdyby ktoś mnie pytał). Zmniejszam ogień, gotuję jeszcze przez jakieś 10 minut, odsączam i odstawiam. Chciałam ugotować tego złota trochę więcej, ale wzięło i wyszło, a do sklepu daleko. Nic to, jutro też jest dzień.

W innym garze zalewam wodą łodygi brokuła i soczewicę. Wyglądam za okno. Trochę słońca, trochę chmur. Toczą walkę między sobą. Kto silniejszy: złote promienie czy pierzasta powłoka?  Zrywa się wiatr i pomaga chmurom wygrać pojedynek. A miałam robić pranie.

Znowu doprowadzam do wrzenia, a później gotuję jeszcze jakieś 20 minut. Dodaję trochę bulionu warzywnego, choć w przepisie nie było o tym mowy. Nie zaszkodzi, a więcej zupy z tego wyjdzie. Soczewica się rozgotowała, łodygi nie zmiękły, ale to nic. I tak to wszystko się zmiksuje ręcznym blenderem. Wrzucam różyczki brokułu. Wrzucam groszek. Nie napisali czy z puszki, czy suszony, czy może zerwany prosto z krzaka z ogródka sąsiadki. Mam tylko taki w puszce. Dodaję całe 400g, choć w przepisie mówili o 50g. Nie zaszkodzi, zamiast dwóch, może cztery porcje z tego wyjdą. Będzie na jutro. Znowu doprowadzam do wrzenia (Jezu, jak to erotycznie brzmi) i znowu gotuję na średnim ogniu przez kilka minut.

Blenduję całość ręcznym blenderem za zchowaniem ostrożnośi, tak jak było w przepisie, bo gorące. Przelawam do miseczki, dodaję na wierzch kopiec złota, solę, pieprzę. Po namyślę odrzucam garść skrojonej kolendry. Kolendra ma silne właściwości oczyszczające. Usuwa z organizmu metale ciężkie. Cholera wie, co tam we mnie siedzi. Niech będzie. Kątem oka dostrzegam kawałek imbiru. Imbir! W przepisie był imbir! Leży na drewnianej desce do krojenia, obok noża, sam jak palec.

Wracam do przepisu. Czytam raz jeszcze. Składniki: quinoa, brokuł, imbir, czerwona soczewica, zielony groszek. Jest imbir! Czytam sposób przyrządzenia: zalać, doprowadzić do wrzenia, dosypać, wrzucić, gotować, blendować, przelać, posypać. Ani słowa o imbirze. Ani słowa o siekaniu.

Spoglądam jeszcze raz na tekst. Wielkimi bykami jest napisane: Krem z brokułów i gruszki. Co? Jakiej, kurwa, gruszki? Nie było w przepisie żadnej gruszki. Czytam raz jeszcze: Krem z brokułów i groszku. Ufffff… Ale taka zielona gruszka mogłaby nie być znowu takim złym dodatkiem. Następnym razem wkroję. Podobno łączenie warzyw i owoców jest ostatnio modne. Co z tym imbirem? Czytam sposób przygotowania cztery razy pod rząd. Nie ma. Nic. Zero. Ani słowa.

Patrzę na ten nieszczęsny kawałek i zastanawiam się co z nim teraz zrobić? Posiekać i dodać do zupy, czy może powinnam go wsadzić komuś w dupę? Magazyn, w którym podają przepis i nikt nie sprawdzi, czy wszystkie składniki wykorzystane? Jak dla mnie to niechlujna robota i tyle. Ale zupa dobra. Dupy nie urywa, szału nie ma, ale złoto od dziś będę dodawać do kremów regularnie. Do każdego jednego: dyniowego, szparagowego, marchewkowego, przeciwzmarszczkowego i tego alkoholowego też!

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Close